czwartek, 23 lipca 2015

Codzienność drobiu domowego



Jestem tutaj codziennie, ale jakoś mało nadaję.
Kilka przemyśleń macierzyńskich chodzi mi po głowie, ale chyba muszą dojrzeć, żebym mogła je wyłożyć.
Dziś więc krótki raport z naszej codzienności, ku pamięci.

Mela rośnie jak na drożdżach. 
Wagowo podczas ostatniego ważenia była na 10tym centylu, co oznacza, że i tak podskoczyła, bo po zapaleniu płuc była 3-10. W 14 dni przybrała 0,5 kg więc serce i cycek się radują :)
Mocno nadrabia za to wzrostem - nie wiem jak tam w centymetrach, ale jest sporo dłuższa niż większość dzieci w Jej wieku. 
Ma dziewczyna niecałe 4,5 miesiąca i od kilku tygodni zakładam jej ciuszki z informacją "6 miesięcy" na metce. 

Meśka jest dzieckiem bardzo pogodnym i rozgadanym. 
Gaworzy, że aż chuczy :)
Marudząc woła mnie i narzeka zwrotem: "Me me me me", więc oczywiście jestem wniebowzięta, że dziecie niebawem powie "mama" ;))  [mniejsza z tym, że to niemożliwe jest, ale co tam ;) ]
Śmieje się w głos już od bardzo dawna. Ma przy tym taki śmieszny chichot, jak taki stary bezzębny człowiek:
"hyy hyy hyyyyy" ;))

Codziennie zasypia ok 20, elegancko, po kąpieli.
Karmienie przez sen 23:00, po czym koło 4:00 sapaniem dopomina się o swoje i śpi dalej. 
(wcześniej przesypiała noce od 20:00 do 6:00, ale zaczęłam Ją karmić podczas zapalenia płuc i już tak zostało).

Po zapaleniu została nam pamiątka w postaci pokasływania.
Odtrąbiłam już 3 lekarzy i każdy z nich twierdzi, że mam dać spokój, bo dziecko po zapaleniu płuc może pokasływać nawet i pół roku.
Osłuchana i obejrzana zewsząd. 
Jeden z lekarzy, wydawał się być całkiem sensowny, stwierdził, że być może wcale nie było zapalenia płuc, a zaraziła się infekcją od chorego wtedy taty, a że jest na piersi, to przeszła ją bardzo łagodnie. 
Nie zmienia to faktu, że i tak się martwię. 
Wstrzymałam się z drugą turą szczepień. 

Ostatnim hitem jest ssanie stóp. 
Mela niczym Mort z "Pingwinów z Madagaskaru" wielbi stopy ;)
Pani neonatolog była zachwycona, że dziecko tak szybko ogarnia te stopy (już jakiś czas temu).
Pięknie chwyta zabawki i oczywiście szybkim ruchem posuwistym ładuje je do paszczęki. 
W tych tematach mamy progres vs rówieśnicy.

Niestety, mamy również ostry regres jeśli chodzi i podnoszenie głowy z leżenia na brzusku oraz o skracanie jednej ze stron ciała (jednym słowem jest dziewczyna wygięta na jeden bok).
Wyhaczyła to nasza pani pediatra, neonatolog potwierdził i chodzimy na rehabilitację. 
Trafiliśmy na niepłodną panią rehabilitantkę- przyznała się, kiedy powiedziłałam jej o IVF (musiałam powiedzieć o lekach przyjmowanych w ciąży, bo ponoć one mogą być powodem zaburzeń ruchowych u Młodej). Także pierwsze spotkanie w 1/3 przegadałyśmy o IVF i niepłodności właśnie. 

Nową codzienność ogarniamy całkiem nieźle.
Narzuciłam sobie spore tempo - staram się ogarniać dom, robić obiadki, latać na rynek po eko żarcie i być super mamą. 
Mam takie zakwasy, że codziennie witam dzień radosnym "o ja pierdolę, moje stawy, auć". 
I włączam motorek, zasuwając aż do wieczora. 

W sierpniu planujemy tydzień nad morzem i tydzień w agroturystyce na Mazurach.
Nie mogę się doczekać.
Szczególnie tego, żebyśmy mogli spędzić czas sami w trójkę, bo boję się troszkę o moje małżeńskie relacje w tym całym zachwycie macierzyństwem.
Sprawy się trochę komplikują, bo ja jestem na maksa pochłonięta macierzyństwem a S. pracą na dwa etaty, więc szczerze mówiąc troszkę się rozmijamy. No i libido zerowe, chyba przez karmienie piersią..
Jestem już fajną mamą. Teraz czas zadbać o to, żeby być fajną żoną. 
Ale to już temat na osobny post. 

Na koniec dodam, że cieszę się w tym całym ambarasie, że nie mam czasu włączać TV, bo jak słucham tej całej dyskusji o IVF to na prawdę, nie wiem czy się śmiać czy płakać. 
I wcale nie klaszczę uszami na wieść o podpisanej wczoraj ustawie o IVF. 
A dlaczego, to może odważę się napisać kiedyś, kiedyś. 

Dni tak szybko uciekają.
Nie mogę się nadziwić jak Ona szybko rośnie.
Cieszę się, że zaliczamy kolejne szczeble rozwoju, ale czasami chciałabym zatrzymać czas, żeby Ona na zawsze została moim malutkim dzidziusiem. 



10 komentarzy:

  1. Doskonale rozumiem Twoją chęć zatrzymania tych chwil uroczego "bobasowania" na dłużej :) My również puchniemy z dumy i piejemy z zachwytu nad każdym Bąblowym postępem, każdym osiąganym przez niego kamieniem milowym - ale jednak tęskno nam również do czasów wcześniejszych, które minęły bezpowrotnie i pozostały nam tylko w postaci wspomnień, filmów, zdjęć w albumie...

    Mela to już spora pannica - tylko patrzeć jak dorośnie do niektórych ubranek, które dostała w prezencie od blogowej ciotki ;) U naszego Młodego poza problemami z napięciem też była delikatna asymetria, wygięcie ciałka w jedną stronę, podwijanie i kurczenie jednej nóżki - i rehabilitacja naprawdę pięknie wszystko wyrównała, także u Was też pewnie tak będzie :) A rehabilitujecie Bobathem czy Vojtą, czy może jeszcze jakąś tam inną metodą ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajeczko, rehabilitujemy... panią Renatą ;))) Nie mam pojęcia jaką metodą szczerze mówiąc.
      Przychodzimy, pani robi jakieś wygibasy, pokazuje, co mamy robić w domu, Mela zaczyna wyć po 20 minutach jak zarzynana i tak leci :)

      Czekam z niecierpliwością na wyjście z szafy ubranek, bo doprawdy, boskie są ;))))
      Jeszcze raz dziękujemy w imieniu małej damy! :)

      Usuń
  2. O kurczaka jaka jesteś zorganiziwa,a, zazdroszczę bo ja siedząc w domu na macierzyńskim ciągle mialam jakieś zaleglości. Moja córcia dużo dużo później zainteresowała się swoimi stópkami także brawo dla Waszej małej gimnastyczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA eee, spoko, jakieś zaległości wiecznie są.
      U mnie to jest tak, że jak już zrobię te eko zakupy, zrobię jedzenie, zjem, posprzątam to nie mam siły na resztę domu :) A więc przychodzi od czasu do czasu pewna pani i robi to za mnie :-D Także taka ze mnie farbowana pani domu :))

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. No to do zo nad morzem w sierpniu? Poznasz mnie po pisaniu patykiem po piasku...

    Czekam na Twoje przemyslenia co do ivf. Moje tez mnie zaskakuja:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli u Was nadal slodko, milusinsko, itd. :)

    Ciesze sie, ze Melcia tak ladnie sie rozwija! Moje za stopy lapaly dopiero okolo pol roku, wiec Twoja Malutka rzeczywiscie jest do przodu. Z trzymaniem glowki za to, roznie bywa. Bi to od poczatku byla niezla akrobatka i lezac na brzuszku podnosila glowe do pionu juz w wieku 2 miesiecy (pamietam, bo ktos to nawet skomentowal, kiedy wrzucilam jej fote na Fejsa). Niko za to sie lenil i do 4-ego miesiaca zycia nienawidzil lezec na brzuchu. Po kilku minutach wrzeszczal w nieboglosy! :) Dopiero w 5-tym miesiacu zycia (czyli gdzies w wieku Meli) w miare wyrobil sobie miesnie szyi oraz karku (przy lezeniu na brzuszku, bo trzymany pionowo ladnie trzymal glowke). Pamietam tez, ze wyginal sie lekko w palak i jedna nozke przyginal mocniej do tulowia. Nawet potem, kiedy sie czolgal, jedna noga sie odpychal, a druga raczej ciagnal za soba. Z racji, ze czytalam polskie blogi oraz poradniki, wpadlam w panike. Okazuje sie jednak, ze tutaj lekarze podchodza do rozwoju ruchowego dziecka na znacznym luzie (podobnie jest ze slynnym, polskim, ze dziecko ma lezec tylko plasko i nie byc podsadzane az samo nauczy sie siedziec).. Kiedy zglaszalam moje niepokoje, patrzono na mnie jak na przewrazliwiona mamuske... Wtedy bylam wsciekla, ale okazalo sie, ze nasza pediatra miala racje. U zdrowego dziecka, wszystko samo sie w koncu wyrownuje. Tak bylo z Nikiem. Kiedy zaczal raczkowac nagle cala asymetria zniknela jak reka odjac. Zreszta nawet wczesniej nie przeszkadzala mu zbytnio w rozwoju. Od 6-ego miesiaca zycia, zaliczal kolejne kamienie milowe niczym mala, okragla torpeda. :D

    Kolejny raz, czytajac, ze ktos wybiera sie na wakacje z niemowleciem, napisze: podziwiam! Odkad zabralismy 2-miesieczna Bi w 3-godzinna podroz do Nowego Jorku i potem nastepny dzien mielismy wyrwany z zyciorysu, nie ryzykowalismy, nie usmiechalo nam sie potem znow nosic na zmiane, przez 12 godzin malego wyjca, ktory za nic nie chcial "zejsc" nam z rak. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem Ci Pink, że też mnie zdziwiła moja podstawa wobec ustawy o in vitro... Zapytaj pani przy następnej wizycie co to za metoda, bo to moje klimaty i mnie ciekawość zżera ;) Moja mała też miała asymetrię i nie podnosiła główki, ale jakoś się z tego wylizała jak poprawiło się napięcie mięśniowe (z wiekiem). tylko, że mnie naciągnęli na osteopatię, o czym nie wiedziałam, może pamiętasz tę historię ;) Naiwnie myślałam, że to prawdziwa metoda hehe. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. ja ostatnio też pomyślałam że czas być znowu fajną żoną ale kurcze z moją dwójką to na razie nie ma kiedy a jak jest kiedy to nie ma siły :) musze poczytać o związku karmienia piersią i libido, bo już się zastanawiam czy ze mną wszystko ok :)

    OdpowiedzUsuń