sobota, 4 lipca 2015

Dlaczego karmienie piersią jest trudne?


Skoro już jestem przy temacie to jeszcze słowo o "cyckingu".

Całą ciążę i jeszcze długo przed, karmienie piersią było takim moim prywatnym marzeniem. Chciałam.
Obecnie jest to dla mnie taka "rekompensata" za pewne "straty" i rozczarowania związane z samym zapłodnieniem jak i sposobem porodu (pomijając oczywiste korzyści dla dziecka).

Wielokrotnie słyszałam, że karmienie piersią to trudna sztuka, której trzeba się nauczyć.
Że łatwe nie jest.
Że nie zawsze się udaje.

Byłam święcie przekonana, że chodzi o technikę przystawiania, sam sposób karmienia.
Że zarówno mama jak i dziecko muszą nauczyć się jak to robić.
Że ważne jest wsparcie bliskich osób - w przystawianiu, jak sądziłam.

W szkole rodzenia pilnie uważałam na zajęciach, robiłam notatki, ćwiczyłam na lalce i nerwowo spoglądałam na Małża czy aby na pewno uważa, zapamiętuje, czy zdaje sobie sprawę ze swojej roli.
"Kazałam" mu nawet zrobić zdjęcia tablic informacyjnych wiszących na ścianie, żeby mieć pod ręką rysunki z prawidłowymi chwytami (tak jakby nie było ich w necie..).
Oglądałam filmy instruktażowe na YouTube.
Zakupiłam preparat wspomagający laktację.
Herbatki laktacyjne.
Osłonki na brodawki, które do dziś leżą w szufladzie.
Szykowałam się jak na wojnę.

I wygrałam, ale fakt faktem, że jakoś strasznie walczyć nie musiałam.
Mleko było od początku, dziecko-ssak-super-edition, laktacja rozkręciła się tak, że bez problemu wykarmiła bym żłobek a przystawianie okazało się być bułką z masłem.

Fakt faktem, że był problem i z mega-nawałem (no, ale skoro Mela ssała na porodówce po 5-6 godzin dziennie, to nic dziwnego) i kolejno z zatorem w piersi i była walka i łatwo nie było, ale udało się.
Nie to jednak było najtrudniejsze.

Najtrudniejsza była moja głowa i przekonanie,że jestem w stanie wykarmić moje dziecko.
Na pewno było by o wiele łatwiej, gdyby nie życzliwe komentarze osób mających przestarzałą wiedzę o laktacji. Czytaj - teściowej.

A nie chcesz jej dokarmić mieszaneczką? Bo Cię zamęczy. Będzie lepiej spała.
/ Oho, to na pewno. Bo padnie zatkana, próbując to strawić./

Oho, wisi na cycu. Masz mało mleka. Ona głodna jest.
/Mały ssak wisi na cycu, bo chce ssać. Nie dlatego, że jest głodny. I należy pozwolić ssać do woli./

Ważyłaś ją? Zważ, zważ...
/Międzynarodowa Certyfikowana Doradczyni Laktacyjna odradziła mi codzienne ważenie, bo to generuje dodatkowy stres - i miała rację/

Pewno masz mało wartościowe mleko, trzeba dokarmić mieszaneczką.
/Nie istnieje mało wartościowe czy chude mleko. Mleko matki ZAWSZE jest najwyższej jakości./

Oooo, chyba nie chce cyca. Niektóre dzieci tak mają, że odrzucają cyca i już.
/ Nie wiem czy istnieje zdrowy noworodek homo sapiensa, który nie chciałby ssać./

Sprawdź sobie ile masz mleka laktatorem może..
/ Bullshit - laktatorem nigdy tego nie sprawdzamy! To nie jest miarodajne! Laktator nie jest ssakiem, którego kochasz./

I ten wzrok strapiony, mówiący: Boże, to dziecko na pewno jest głodne! Ona ją głodzi, ta matka wyrodna!

Niestety, w konfrontacji z takimi bzdurami, młoda mama (czytaj: ja), zbolała fizycznie, zdziczała psychicznie i niepewna swoich umiejętności zaczyna pielęgnować w swojej głowie poczucie niepewności, czy aby na pewno wiem co robię?
Czy aby na pewno moje mleko nie jest chude?
Czy aby na pewno mam wystarczająco mleka?
A może ją głodzę? Krzywdzę?
A jaka waga? Może by ją warzyć codziennie? /odradzam/
Jak tam centyle się mają?
Czemu ona tak długo / krótko ssie?

Kaskada pytań i wątpliwości.
Sprawy nie ułatwia fakt, że trudno o aktualną i rzetelną wiedzę o laktacji - w sieci i w realu.
Położne mają przestarzałą wiedzę o karmieniu i nadal pielęgnują bzdury o wzdęciach u dziecka po fasoli i cebulowym mleku.
Mnie samą w tym temacie (dieta matki karmiącej) na ziemię sprowadziła Isa, której jestem dozgonnie wdzięczna. Mój żołądek również.

Uważam, że do karmienia mogłam przygotować się lepiej. Posprawdzać pięć razy, lepiej wdrożyć się w mechanizmy rządzące laktacją, obalić podstawowe mity wcześniej, żeby potem olać je ciepłym mo...mlekiem :)
O rzetelną i aktualną wiedzę trudno, więc uważnie selekcjonuje źródła informacji.
Zamówiłam książki z Centrum Nauki o Laktacji. Temat mnie fascynuje.

Podsumowując:
Dla mnie w udanym starcie na mlecznej drodze najtrudniejszą przeszkodą były nie  tyle trudności w samej technice, co niepewność, podsycana komentarzami i mlecznymi zabobonami.

Stwierdzenie, że "mleko jest w głowie" jest słuszne. Bo żeby mleczna misja się udała trzeba przede wszystkim uwierzyć w swoje naturalne super moce i posiąść wiedzę o mechanizmie działania laktacji.

Posiadłam takowe i to jest radość, która równoważy mojego nieustającego labor-bluesa. I z tejże okazji taki oto prezent na Dzień Matki sobie sprawiłam: 

Źródło: www.koszulove.com


Odkryłam w sobie nową pasję.
Pasję do karmienia piersią mojego dziecka.


PS. Komunikat prewencyjny: ten post nie jest wyrazem laktacyjnego terroru ani atakiem na matki nie karmiące piersią. Jest jedynie wyrazem doświadczeń wynikających z mojej historii laktacyjnej.


25 komentarzy:

  1. Ja chyba jakaś niedoedukowana jestem, bo naprawdę nie sądziłam do tej pory, że te wszystkie kwestie "okołocyckowe" są tak liczne, ważkie i skomplikowane. Bardzo dziękuję za ten wpis - choć w praktyce ta wiedza nie zda mi się już na nic, to jednak wiedzieć warto, chociażby dla lepszego zrozumienia tematu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajeczko, tak, to wszystko jest mocno skomplikowane. O wiele bardziej, niż pokazuje ten wpis. Chociażby dokarmianie dzieci w szpitalu: dać butelke, nie dać itd. Na prawde ważne jest wsparcie matek karmiących. Powiedziała bym: kluczowe. Niestety, wiedza o laktacji jest marna u wielu. Nasze matki i babcie mają w głowy jakieś bzdury i często utrudniają zamiast pomóc. Same na ogół nie karmiły bo chude mleko, mało mleka, dziecko nie chce cyca, bo nie można jeść fasoli i inne bzdety. Także... no :)

      Usuń
  2. Nie wiedzialam takze wielu rzeczy, o ktorych piszesz.. wiec temat jest wazny. Do mieszanek mam podobny stosunek - to nie jest natura. Czasem sa niezbedne, ale natura jest najlepszym tym, co mamy. Przez ciekawosc sprobowalam kiedys jak smakuje mieszanka - obrzydliwie! Sama chemia i cukier! Ohyda! I smierdzi!

    Wiec oczywiscie poza przypadkami, kiedy karmienie sztucznym mlekiem jest koniecznoscia - popieram nature:) Podobnie jak uzywam ziol, staram sie zdrowo odzywiac itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Issa, temat na pewno jest ważny, bo mnóstwo dziewczyn poddaje się na początku w obliczu trudności właśnie przez brak waparcia i dostępu do rzetelnych informacji.

      Usuń
  3. Karmienie naturalne super sprawa i najlepsza opcja dla dziecka, tylko ja bym chciała abyś nie rozpętała krucjaty przeciwko karmieniu mlekiem modyfikowanym. Osobiście boję się wszelkich skrajności, bo od tego już tylko krok do nagonki na jedną stronę.
    Mam ogromną nadzieję, że tym razem uda mi się dłużej wykarmić moje dziecko, ale liczę się niestety też z porażką i nie chcę, aby przez ten pryzmat postrzegano mnie jako złą matkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balbina post opisuje głównie moje doświadczenia. Znamion krucjaty tutaj nie widzę. No, może obrazki mają kontrowersyjny przekaz.
      Nikogo w tekście nie potępiam przecież, tylko piszę o swoich doświadczeniach.
      I nie napisałam jeszcze jednego: tyle mówi się o terrorze laktacyjnym. A po 4 miesiącach karmienia ja zetknęłam się z terrorem mieszankowym: w szpitalu czy odpowiadając na kpiące pytania pt "yyy weź, na prawde chce Ci się w to bawić?".

      Tak czy inaczej, krucjatę prowadzę co najwyżej przecie zabobonom i brakowi wiedzy, który ujawnił sie u mnie w kluczowych momentach

      Usuń
  4. Cieszę się, że pomogłam :)
    To prawda, co piszesz o braku najnowszej, rzetelnej wiedzy i to u personelu medycznego. Do tego mity i legendy przekazywane z pokolenia na pokolenie. To wszystko potrafi młodym mamom nieźle namieszać w głowach i zamienić karmienie piersią w koszmar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Isa, pomogłaś bardzo. Dzięki Tobie zaczęła się passa doszkalania się w temacie laktacji i teraz już jakoś się w tym odnajduje. Jest co prawda mnóstwo wątpliwości, ale już wiem więcej a poza tym wiem do kogo się zgłosić w razie kłopotów.

      Szkoda tylko, że personel medyczny nie ma takiego pędu do doszkalania się :(
      Pozdrowienia.

      Usuń
    2. Zapomniałam dopisać , że zarąbista bluza! Też bym sobie sprawiła, ale chyba do podziemia laktacyjnego będę schodzić, bo "takie duże dziecko i jeszcze na cycu???"... To tak a propos terroru laktacyjnego ;)

      Usuń
    3. Hehe, Isa, jak dla Ciebie na plecach powinien być napis:
      DO NOT ASK STIUPID QUESTIONS.

      lub ewentualnie

      BEFORE YOU ASK ME, GO FUCK YOURSELF.

      ;-D

      Usuń
    4. O, ja też poproszę bluzę z tym ostatnim napisem!
      Dobrze gadasz Pink.
      I o tym terrorze mm też. O moich 'starych cycach', które daje (wciąż!) Klopsowi już pisać nie będę ;-)

      Usuń
  5. "Stwierdzenie, że "mleko jest w głowie" jest słuszne."

    Poniekąd. Do pewnego stopnia na pewno.
    To jednak nie wszystko:/
    Czasem w tej głowie i sercu jest ogromne pragnienie, ale coś nie chce wypalić. Gdybym wiedziała, co to dokładnie jest (postronni ludzie..? deficyt empatii ..?), karmiłabym teraz i jeszcze długo, długo...
    Tymczasem, do spółki z - jak to nazwałaś - labor bluesem, jest to jedna z moich gorzkich porażek, lekcji do przetrawienia.

    Ale mimo własnych rozczarowań i tak BARDZO się cieszę, że spełniłaś jedno ze swoich marzeń i karmisz Meśkę :D
    Za Was obie laseczki trzymam kciuki, by mleczna passa trwała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leśna bardzo Ci dziękuję za miłe słowa, mimo, że u Ciebie nie poszło tak jak chciałaś..

      Pisząc o tej głowie o to mi właśnie chodziło, że jeśli sami mamy wiedzę i pęd do walki to jest łatwiej dopominać się o swoje, zignorować pierdolenie o fasoli od osób postronnych, pierdolące położne ściskające cycki i mówiące "z pustego to i Salomon nie naleje" i tak dalej.
      Chociaż z doświadczenia wiem, że leżąc w szpitalu z pierwszym dzieckiem człowiek jest .. jakby to ująć.. niemal bezbronny.

      Obok mnie leżała dziewczyna, której dziecko nie chciało cycka, chciało butelkę i koniec.
      A położne jedynie co były w stanie zrobić (oczywiście mogły o wiele wiecej..) to przynieść jej tą butelkę.. także.. słabo.

      Całuję Was i niech mijają wszelakie labor bluesy i inne.
      A sio.

      Usuń
  6. Oj taaak... droga mleczna to faktycznie niełatwa droga, choć ja w sumie też nie mam co narzekać. Co prawda Ola głównie przez 3 dobry chowała się na sztucznym mleku bo ja nie miałam za bardzo pokarmu jeszcze, ale od 3 doby jest już tylko i wyłącznie na moim mleczku i tak jest do dziś. Zawsze lubiłam karmić piersią i ogromną przyjemność mi to sprawia. Nigdy nie słuchałam "dobrych rad cioć". Nawet moja mam czasem coś przybąkiwała, czy oby na pewno to mleko nie jest za mało tłuste, bo zazwyczaj na początku odciągałam pierwszą porcję i szkoda było mi wylewać, to mleko nie było mleczno białe tylko takie jasne, prawie przeźroczyste... no ale to było to pierwsze, mniej treściwe, te którym zaspokaja się pragnienie, więc nic w tym dziwnego. Tłumaczyłam mamie na spokojnie i teraz już nic nie mówi, nie wtrąca się, a dopinguje... nawet sama stwierdziła, że skoro Ola się najada, to faktycznie nie ma sensu wprowadzać szybciej warzywek i innych pokarmów. Nawet sięgnęła po książkę BLW którą pożyczyłam od koleżanki i sama nie może doczekać się, kiedy wsadzi Oli do rączki kawałek marchewki :D
    Na początku też dziwiłam się, że mam całe mnóstwo mleka i mogłabym nie jedno dziecko wykarmić, ale teraz laktacja tak się unormowała, że Oli wystarcza w sam raz, jednak już jednej dodatkowej porcji nie jestem w stanie odciągnąć. Chyba, że odciągałabym na raty cały dzień... a w sumie jak gdzieś wychodzę od czasu, do czasu to ta porcja by się przydała, żeby mama mogła Oli podać. Zakupię więc dodatkowo femaltiker, koleżanki bardzo polecają... zobaczymy czy pomoże? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym dokarmianiem na początku mm to też jest dziwna sprawa.
      Ja też podałam w szpitalu mm, ale tak chyba ze 3 razy po troszku. Mela nie była zainteresowana butlą i chyc na cyca. Mleko siurnęło mi w 3ciej dobie chyba, ale już w drugiej miałam plamy na koszuli, więc po ch*** tym mlekiem dokarmiałam, tak się teraz zastanawiam :)
      Im więcej wiem o laktacji tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to dokarmianie na początku jest niepotrzebne, bo to mleko tam jest... od 16 tc ciąży. I w ilości wystarczającej dla dziecka.
      No ale teraz taka mądra jestem, po fakcie już :))

      Mnie się też już ta laktacja unormowała, co nie zmienia faktu, że raz są smutne korniszony ale jak tak Mela trochę mnie przetrzyma to mam piersi jak kamienie dosłownie.
      Dawno nie odciągałam, ale wydaje mi się, że też łatwo by nie było.
      Dobrze że mam pomrożone mleko z czasu mlecznego nawału. Wtedy to zamrażałam worki po 150 ml.

      Femaltiker wypiłam prawie całą paczkę podczas kryzysu laktacyjnego.
      Kryzys pokonałam, ale myślę, że zaowocowała głównie praca Meli przy cycu.
      Ale zaszkodzić to na pewno nie zaszkodzi.

      A tak w ogóle to u Hafiji czy na Mlecznym Wsparciu są artykuły jak zwiększyć produkcję mleka. Choć patrząc na fotki Oli - masz wyyystarczająco :))

      Usuń
    2. Codzienność życia5 lipca 2015 10:38

      U mnie jednak tego mleka na początku było zdecydowanie za mało... Ola urodziła się duża i naprawdę potrzebowała solidnie zjeść, a ilość łyżeczki jej nie zaspokajała. No ale przed każdym dokarmianiem przystawiałam ją żeby stymulowała laktacje i udało się :)

      Usuń
  7. O żebym to 5 miesięcy temu przeczytała. Laboratorium blues mnie ominął bo po 16 godz CC przyjęłam z ulgą. Ale niestety nie udało mi się karmić piersią a marzyłam o tym bardzo. Zawsze sądziłam, że jako rzecz naturalna jest to bardzo proste i gdy pojawiły się problemy dałam sobie wmówić, że mam za mało pokarmu. Dopiero później zaczęłam czytać na ten temat i do dziś nie mogę odzalowac własnej głupoty :-(. Szerz wiec własne doświadczenia bo ja przy drugim dzieciu będę walczyć aż mi się uda!! I mam nadzieje ze tez założę taka bluzę. Trzymajcie się i karmcie w spokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga właśnie to próbowałam napisać. Że w karmieniu najtrudniejsze są momenty o których piszesz, bo nam podsuwają takie bzdury jak "za mało mleka" albo nasza własna głowa zaczyna za bardzo rozkminiać. A potem się musimy mierzyć z blues'em.

      Chociaż Cię labor blues ominął. Nawet zazdroszcze tych 16tu godzin bo wiesz jak to jest, bo próbowałaś - ja od razu schowałam głowę w piasek.
      Przy drugim dziecku nie ma opcji - jeśli będzie można to idę w SN jak w dym.
      Uda się albo nie - ale spróbuję.

      A Tobie życzę, żebyś porzuciła żale i żebyś sobie odbiła dłuuugim karmieniem przy następnym ;)

      Usuń
    2. ja po drugim porodzie jestem na stanowisku - chcę trzecie dziecko ale niech je ktoś za mnie urodzi proszę ;) aktualnie ani wizja sn ani cc nie jest kusząca ;p ale może za mało czasu minęło od porodu :P

      Usuń
  8. High five Pink ;) Mnie karmienie piersią córki doprowadziło do znalezienia swojej drogi w życiu.. i teraz, karmiąc syna, zbieram kasę na kursy na doulę i promotora karmienia piersią ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem czy pisalam, ze karmilam corke 15 miesiecy, natomiast syna 20? Mialam szczescie, ze dzieciaki byly urodzonymi ssakami, a ja moglam spokojnie wykarmic trojaczki. Nie przesadzam. Po powrocie do pracy odciagalam dla nich dwa razy dziennie pokarm. Cycki podobno dostosowuja sie do dziecka, ale ja produkowalam niemal 2 razy tyle, niz ono wypijalo. Po zaprzestaniu odciagania, zapasy z zamrazarki starczyly jeszcze na dobry miesiac. :D
    Jednak w tym calym laktacyjnym raju i ja otrzymalam kilka takich rad, ze tylko siasc i plakac. Przygotowalam sie do karmienia piersia tak jak Ty - czytalam, czytalam i jeszcze raz czytalam. Oraz poszlam na wyklad prowadzony przez doradczynie laktacyjna. Wiedzialam o tym, ze dieta matki karmiacej to bzdura i ze mleko nie moze byc za chude ani byc go za malo. Tymczasem caly swiat stawal na glowie, zeby zachwiac moja psychika. Najpierw kolega z pracy, jeszcze przed porodem, chyba w dobrej wierze opowiadal, zebym sie nie przejmowala jesli nie bede miec mleka, bo jego zona nie miala w ogole i tak sie zdarza dosc czesto. Historii jego zony nie znam, ale po urodzeniu Bi pokarm dostalam dopiero w 4 dobie. Mloda wiecznie wrzeszczala, ja nic nie czulam, nie wiedzialam czy mam to mleko czy nie. Przeszlo mi przez mysl, ze moze tez mam pecha i nie bede mogla karmic. Na szczescie w moim szpitalu do kazdej kobiety po porodzie przychodzila doradczyni laktacyjna. Pozalilam jej sie, ze chyba nie mam pokarmu, a ta mnie cap za piers (auc!), scisnela i wyplynela piekna kropla siary. :) Powiedziala, zebym sie nie przejmowala, tylko przystawiala dziecko, a mleko sie pojawi. I tak bylo. Niestety to nie byl koniec problemow. Bi byla strasznym rozdarciuchem. Zanim minal pierwszy miesiac i zalapalismy, ze po prostu trafil nam sie taki charakterny egzemplarz, nasluchalismy sie od matki i tesciowej mnostwa bezwartosciowych rad. A ze jej pewnie goraco, a moze za zimno, a moze boli ja brzuszek, a sprawdzaliscie napiecie miesniowe, itd. Najpopularniejszym jednak bylo: ona napewno jest glodna! No jakby inaczej. Noworodek placze, to umiera z glodu, nie? ;) Moja matka powtarzala, ze napewno mam chude mleko, bo ona tez musiala dla mnie odciagac i mieszac z modyfikowanym. Moja ciocia musiala podobno w ogole przejsc na modyfikowane bo miala bezwartosciowy pokarm, itd. Tesciowa tez w kolko marudzila, zebysmy dokarmili Bi modyfikowanym i "zobaczycie, ze dziecko zaraz sie uspokoi, bo jest napewno glodne". Tesciowa w ogole mialam ochote potraktowac jakims epitetem, bo tak dlugo suszyla glowe M., ze ten w koncu sam napadl na mnie, ze dlaczego jestem taka uparta i nie podam Bi mleka modyfikowanego. W koncu uleglam (tak, glupia jestem, powinnam byla pokazac im srodkowy palec, ale tlumacze to poporodowym zacmieniem umyslu) i podalam jej ta cholerna mieszanke! Na szczescie tutaj moje wlasne dziecko przyszlo mi z pomoca, bo Bi owszem, mieszanki popila, po czym nadal darla sie az milo. :D A matce i tesciowej odpadly argumenty, ze jest glodna...

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja nie lubie karmic, bolały mnie piersi całe 5 miesięcy karmienia i to zaròwno przy 1 jak i 2 dziecku. Nic nie dawały wymyślne pozycje ani nakładki :( cały czas jeśli nie zwykły ból to dyskomfort mi towarzyszył. Porady połorznych mojej siostry i innych babek nie pomogły . w głowie miałam tylkoże dzieciaki bedą zdrowsze i że karmienie jest dla nich naturalnie najlepsze. To był koszmar cały czas czułam się wyrodną matka gegoistką do szpiku kości. Miałam przez mega doła nie mogłam cieszyć się macierzyństwem. Wstydziałam się o tym komukolwiek o tym powiedzieć. Dotąd czuję się gorsza i ułomna z tego powodu mimo że mineło tyle lat. Karmienie a raczej ból jaki mi ono sprawiało spowodował że moja więz z dziećmi została skarzona cierpieniem. Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za błędy ale mam problem ze słownikiem :/

      Usuń
    2. Ania, szkoda, że tak u Ciebie wyszło :(
      Tak czy inaczej podziwiam, bo wytrzymałaś 5 miesięcy x2 mimo to!
      Wierzę w karmienie a więc wierzę, że było warto i Twoim dzieciom wyszło to na zdrowie.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Pokarm jest w głowie :) to fakt. Pierwszego syna urodzilam cc laktacja super ale brak umiejetności przystawienia do piersi. Położna okazała sie bardzo pomocna. Karmiłam 18m-cy, syn drugi, cc- wcześniak, laktacja super, bardzo słabo ssał. Walka laktator, cyc, mieszanka chyba 2 m-ce, ale suma sumarum gdyby nie znała korzysci płynących z karmienia piersią żuciłabym tym wszystkim w cholere. Teraz mały ma 20 m-cy i karmie nadal.

    OdpowiedzUsuń