wtorek, 8 września 2015

Te pierwsze wspólne wakacje ;)


Były!
Dwa ostatnie tygodnie sierpnia i pierwszy września - ciurem.

Najpierw nad morzem.
Nasze kochane Dębki, do których jeździliśmy najpierw jako gówniarze, dzieciaki popijające winko w namiocie, z zapałem zapoznające się z instrukcją na ulotce opakowania Durexów.  Pełni wściekłości, kiedy rano po polu biegały krzyczące dzieci, budząc nas zaspanych, z lekko bolącą głową.

Potem, wiele lat potem, starsi. Z obrączką na palcu, bogatsi o pewne doświadczenia.
Pojechaliśmy tam na kilka dni tuż po odebraniu fatalnych wyników nasienia.
To był zły, zły czas. Pamiętam, jak przechadzałam się, blada, z moją mamą rozmawiając o in vitro, że ja chyba nie mogę, że jak to tak,  że musi nam się przecież udać "normalnie". Że adopcja może.
Pamiętam pachnący starym drewnem zabytkowy kościół, w którym klęczałam pełna wściekłości, miłości i błagania, wznosząc zuchwałe, załzawione i opętane pragnieniem oczy w stronę ołtarza. Pamiętam łóżeczko turystyczne stojące w naszym pokoju - ot, taka ironia losu. Śmiało mi się w oczy, to przeklęte, niebieskie, puste łóżeczko turystyczne.

We wrześniu ubiegłego roku byliśmy tam znowu, w tych samych domkach od niebieskiego łóżeczka.
Stało tam znowu, ale tym razem zerkało na mnie z nadzieją. Na mnie i na mój leciusieńko wystający spod swetra brzuszek. Tam pierwszy raz, będąc bardzo cicho, poczułam w brzuchu coś na kształt bąbelka lub małego motylka. Byłam wtedy mocno skołowana, jeszcze z siniakami i resztkami krwiaków na brzuchu, targana emocjami, z poranionym sumieniem, ale i szczęśliwa, bo poniżej pępka mieszkał, jak nam się wtedy wydawało, malutki... Leon? :) Nie, jak wiemy nie Leon. Ona.

I teraz. Sierpień 2015.
Cała ferajna: ja, On i Ona.
Grzeczna, cudowna, uśmiechnięta i cichutka malusieńka dziewczynka, która pierwszy raz zamoczyła nogi w wodzie, pierwszy raz pomerdała nimi w piachu, pierwszy raz zgrzytnęło między różowymi dziąsłami ziarenko piasku, którego tak próbowała uniknąć mama. Pierwszy raz zachłysnęła się nadmorskim wiatrem,  siedząc w chuście, przytulona do mamy całym ciałkiem.
Z tatą było różnie, były kłótnie, bo chyba zaczął nam się kryzysik. Na razie kryzysik, zobaczymy co z tego będzie. Tatuś czasem zachowuje się jak egoistyczny bęcwał. A czasem nie. Różnie.









Potem pojechaliśmy na Mazury.
O losie, niemal w to samo miejsce,w którym byliśmy 2 lata temu.
2 miesiące po odebraniu wyroku w postaci wyników badania nasienia.
Wtedy byłam w Mordorze. Wtedy zaczynałam pisać bloga, pikając na komórce pierwsze wpisy, wyrzucając z siebie rozpacz i a z głowy dziwne myśli, napędzane niepłodnością.
Jeśli chcesz wiedzieć jak niepłodność miesza w głowie i rozwala związek to kliknij w link 2 linijki wyżej. W związku COŚ się psuje, ale w sumie to nie do końca wiadomo o co chodzi.
Widać to dopiero z perspektywy czasu.

W tym roku było inaczej.
Jedliśmy razem posiłki, spacerowaliśmy razem po pięknych mazurskich trasach, Mela latała z mamą po mleko i jajka do pobliskiego gospodarstwa, moczyła nóżki w stawie, bujała się z mamą w hamaku i pierwszy raz "ciućkała" jakbłko zerwane przez mamę wprost z mazurskiego drzewa. Oglądała owce, koniki i krowy, choć niespecjalnie były interesujące.
W ubiegłą środę dostała kataru, wystraszyła rodziców i skróciwszy wakacje o 2 dni popędziliśmy z powrotem do domu, troszkę już stęsknieni.

Takie to były te nasze pierwsze wspólne wakacje.
A pierwsze razy mają to do siebie, że nawet jeśli troszkę boli, to i tak są wspaniałe i człowiek je pamięta do końca życia ;)










28 komentarzy:

  1. Cudowne wakacje mieliście :)
    Piękne zdjęcia. Tworzycie super Rodzinkę :)
    Jeszcze raz gratuluję.
    Widać po Was,że warto było to wszystko przejść.

    Uściski;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka, heh.. wiesz jak mówią :) Z rodziną to się dobrze na zdjęciach wychodzi! :)))
      A tak serio, to tak - dla Niej warto było.

      Usuń
    2. :)
      Mam nadzieję, że za jakiś czas i ja tego doświadczę.

      Usuń
    3. Jeszcze nie teraz....ale może kiedyś się uda.

      Uściski

      Usuń
  2. To zdjęcie, na którym karmisz Melę, wymiata! Jest moc.
    Fajnie, że wakacje udane!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj udane :)
      A karmień w plenerze co niemiara, tylko było by o wiele milej, gdyby mi mrówki do gaci nie właziły ;-D

      Usuń
  3. i wszystko jasne - dokładnie tak sobie Panią wyobrażałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka tam "pani" :))
      No tak, mały coming out zrobiłam, choć liczę, że zdjęcia tak dobrane nadal pozwalają zachować anonimowość :)

      Usuń
    2. Jaka tam "pani" :))
      No tak, mały coming out zrobiłam, choć liczę, że zdjęcia tak dobrane nadal pozwalają zachować anonimowość :)

      Usuń
  4. No, nareszcie Was trochę widać ! Melcia jest śliczna, a i jej Mamie niczego nie brakuje :) Super zdjęcia i cieszę się bardzo, że wakacje udane - niby powrót na stare śmieci, a jednak już w innym składzie i z zupełnie innym podejściem :)

    Chyba każdy facet zachowuje się czasami jak bęcwał - taka już ich "uroda" i mam nadzieję, że kryzys z gatunku tych do szybkiego przezwyciężenia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same komplementa ;))
      Dziękujemy.

      Kryzys-kryzysik chwilowo stracił animusz po powrocie z wakacji :)
      Zobaczymy co tam dalej będzie ;)

      Buziaki dla Was :)

      Usuń
  5. Poczytuje :) Wzruszyłam się tym wpisem. Pozdrawiam
    M.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, no w koncu Was troszke widac! ;) A z Meli juz calkiem spora panienka, ktora widze przy "cycaniu" zawziecie wierzga!

    Powiem Ci, ze podziwiam wszystkich, ktorzy decyduja sie na wyjazd z niemowlakiem! Dla nas niezlym wyzwaniem byl jednodniowy wyjazd nad morze! Dopiero w tym roku, kiedy Bi miala 4 lata, a Nik 2.5, zdecydowalismy sie na prawdziwe, rodzinne wakacje. I to nadal nie bylo "TO". Nik w obcym miejscu dawal w kosc, a my wsciekalismy sie na jego akcje i chodzilismy ciagle podminowani...

    Kryzysy... U nas sa proporcjonalnie wieksze w stosunku do wieku dzieci... :/

    PS. W Debkach, w dziecinstwie, spedzilam polowe wakacji (druga polowe w okolicach Ketrzyna). :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróże z Mela na szczęście nie są problemem :)
      Skarb, nie dziecko :)

      Buziaki ;)

      Usuń
  7. No w końcu Was można trochę obejrzeć :)
    Cudne foty!
    Jak zdrówko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrówko ma się ku lepszemu, choć po tamtym dopadł nas drugi katar i jeszcze troszkę się ciągnie :/
      No i kaszel się utrzymuje niezmiennie od tamtego zapalenia płuc. A raczej: pokasływanie. Walczymy.

      Usuń
  8. Cudne wakacje mieliście:) A zdjecia zjawiskowe, Melcia jaka już fajna duża panna:-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taa, Mela pannica :) Tylko chuderlak no!

      Usuń
  9. Piękna rodzinka,wakacje no i zdjęcia super !! A to z karmieniem wymiata.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak pięknie :) A Dębki tuż obok naszej ukochanej Białogóry. Może za rok uda nam się przypadkiem spotkać :)
    Ciepłe pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudne zdjęcia! Sielskie, rodzinne, pełne spokoju i szczęścia. Super razem wyglądacie! Moje ulubione to to "hamakowe"!

    My również mamy za sobą pierwsze wspólne wakacje nad morzem... ale niestety pogoda nas nie rozpieściła (początek września-jedyny chyba paskudny tydzień w czasie tych wakacji)... i w rezultacie nasze z reguły spokojne dziecko stało się niespokojne, płakało i generalnie dało rodzicom do wiwatu :)

    No, ale... to były nasze pierwsze wspólne wakacje! Szczęście, jeszcze niedowierzanie, duma, plany na przyszłość...
    Kurcze, pozmieniały się priorytety...oj pozmieniały... wszystko się zmieniło dzięki tej małej, cudnej istotce!

    OdpowiedzUsuń
  12. Z opóźnieniem dorzucam swoją cegiełkę o cudowności fotek, hamakowych i karmieniowych na polskich dróżkach :)

    Czekam na wpis o mężusiu :)))

    OdpowiedzUsuń