niedziela, 6 września 2015

Wyprawkowe kity

W uzupełnieniu do poprzedniego posta, kilka słów w temacie nieudanych gadżetów wyprawkowych :)

No to tak.. :)

#1 Termometr bezdotykowy



Kwestii wyboru termometru poświęciłam przed urodzeniem Meśki dużo czasu.
Jeden nawet odesłałam do apteki, bo coś mi nie pasowało.
Bardzo zależało mi na szybkim i precyzyjnym mierzeniu temperatury.
Po termometr sięgnęliśmy już w trzecim dniu po wyjściu ze szpitala, kiedy to spanikowani, bo dziecko płacze :)) heh.. i robi strzelające kupy.. heh.. :)) zmierzyliśmy tym wynalazkiem temperaturę Mesi. (Jezusie, o czym ja myślałam w tej szkole rodzenia.. ? :))
I co wskazał ten cud techniki? Ano 38.5
Yyyy.. wait! What?!
Jeszcze raz.. 38.5.
Czy muszę dodawać, że wpadłam w istną histerię, spanikowana, w hormonalnym szoku, z rozpłatanym brzuchem i obolałymi cyckami tryskającymi mlekiem? Obdzwoniłam połowę pediatrów w mieście i walnęłam focha mojej przychodni, że jak to lekarz nie przyjdzie do mnie do domu?! Przecież ja mam równiutko tygodniowe dziecko z gorączką!
Małż, wkurwiony, poleciał do apteki po zwykły termometr elektroniczny, który wylądował w.. pupie. I dopiero tam okazało się, że zamiast 38,5 mamy 36.6.
3 dni dochodziłam do siebie.
Teraz używam tego termometru od czasu do czasu i wiem, że jak pokazuje 36.9 to oznacza, że Mela ma tak na prawde 36.6 i jakoś sobie funkcjonujemy.
Plus: kiedy już mniej więcej obczaiłam jego "margines błędu" to używam go do szybkiej i bezszelestnej kontroli.
Z tym "do pupy" już tak łatwo i nieinwazyjnie nie jest (ale precyzyjnie za to!!).


#2 Materacyk Lifenest



To jest taki specjalny materacyk-klin, z siateczką - zapobiega uduszeniu, odkształceniu główki, zapewnia wentylację, pomaga przy ulewaniu i inne bajery.
Nie to, żebym miała jakieś wielkie życzenie go kupić. Ba, nawet nie wiedziałam o jego istnieniu, dopóki koleżanka  nie zaproponowała mi odsprzedania swojego, w pakiecie z fotelikiem i innymi w okazyjnej cenie.
Używałam mniej więcej do 3-4 miesiąca, aż znalazłam dziecko ryczące zupełnie poza materacykiem.
Wczesną wiosną materacyk zapewniał dziecku nadmierną wentylację - od spodu było po prostu zimno (latem sprawdził by się wyśmienicie, ale nie zdążyłam sprawdzić). Często musiałam pod dziecko podkładać jakiś kocyk - co tak de facto pozbawiało materacyk najważniejszej funkcji - ochrony oddechu dziecka. Podobny efekt był, kiedy kładłam Młodą spać w rożku.
Mela na początku bardzo dużo ulewała, więc tu był przydatny, ale na pewno można się bez niego obejść.
A cena oryginalnej nówki jest zabójcza, bo kosztuje jakoś ponad 400 zł.


#3 Śpiworki do spania i rożek








Tu mam trochę problem, bo nie do końca wiem, jak je sklasyfikować.
Nie do końca kity, ale nie sprawdziły się w sposób, w jaki tego oczekiwałam na starcie.
Rożek - kupiłam, przekonana, że nie będziemy mogli sobie poradzić z chwytaniem Młodej (w ogóle jak na wojnę się szykowałam..). Okazało się, że świetnie sobie radziliśmy z trzymaniem dziecka od samego początku. Mąż, o którego tak bardzo się bałam, robił to koncertowo.  Rożek jakoś specjalnie się nie przydawał, do czasu, aż zaczęłam go używać w zastępstwie śpiworków - zawijałam dziecko tak, że nogi wychodziły dołem a z wierzchu przykrywałam lekkim kocykiem. W ten sposób dziecko nie było przegrzane, ale nie odkopywało się.
Śpiworek natomiast w okresie wiosennym dla Meli był za cienki, tym bardziej, że spała na materacyku Lifenest. Dopiero teraz- latem - śpiworek sprawuje się sympatycznie.
Nie są to więc definitywne kity, choć trochę się rozczarowałam funkcją.




#4 Smoczek


Mela nie chce i basta.
Leży więc sztuk 5 i zdobią szufladę.
W sumie się cieszę, choć nie powiem - przydała by się czasem jakaś zatyczka do dzieciaka ;)





#5 Koszulki i kaftaniki

Podwijają się podczas leżenia i noszenia.
Wyglądają ładnie ale są kompletnie niepraktyczne.
Z bodziakami nie ma tego problemu + trzymają ładnie pieluszkę.
Koszulkom mówię stanowcze "nie".
(i z tego co się zdążyłam zorientować - nie jestem jedyna)



#6 Nosidło - wisidło



Dostałam.
W bladych początkach życia Mesi używałam w domu, żeby mieć wolne ręce.
Używałam, zanim się zorientowałam, że to jest wisidło a nie prawidłowe nosidełko.
W tego typu nosidłach dziecko wisi zawieszone na kroczu, jest w nieprawidłowej pozycji obciążającej kręgosłup, nie wspominając o bioderkach a już noszenie przodem w ogóle odpada.
Używałam, zanim się pokapowałam, że dziecko można nosić na zdrowie w nosidłach ergonomicznych- dziecko ma zupełnie inną pozycję.
Obecnie noszę w chuście kółkowej i bardzo sobie chwalę. Niebawem chyba szarpnę się na Tulę.


12 komentarzy:

  1. Co do termometru się nie zgodzę:) Trafiłaś może na jakiś feralny model:) Koszulki i kaftaniki u nas sprawdzają się rewelacyjnie:) Smoczków używamy w ostateczności.Nosidła, ale też i chusty kółkowe, tule i inne - to nie dla nas:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rożek to mniej, bo rodziłam latem, ale co, do śpiworków jestem na tak, u synka bardzo się sprawdziły i młodą też będę z nimi oswajać. Za kaftanikami nie przepadam, ale bluzeczki już tak, moja strasznie ulewa i jest łatwiej zmienić mi bluzkę niż całą ją rozbierać. Smoczki, to temat rzeka,moja lubi sobie czasem pociumkać, bo i ma ogromną potrzebę ssania... mojej koleżanki córka cyckowa do 9 miesiąca pluła smoczkami, ale jak skończył się cyc, to je pokochała miłością bezgraniczną:D
    Termometry to podobno najlepsze teraz galowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi śpiworkami sprawa jest u mnie niejasna, chyba wychodzą jednak z kryzysu :)
      Chyba źle zaczęłam, bo dostałam same cienkie a wczesną wiosną dla noworodka one się zupełnie nie nadawały. Teraz jak jest cieplej, to zupełnie inna historia :)

      Usuń
  3. Rożek dla córki byłbardzo na tak i jako rożek a potem kołderka ale już dla syna nie przydał sie wcale to poprostu zależy od pory roku w której dziecko się rodzi. Smoczki kochają oboje. Materacyk to taki wypełniony gryka sprawdza się u obojga. U nas mega kichą okazała się wanienka. Kupiłam dużą miskę i służy nam wiele lat. Termometr mam medilife jest super w połączeniu z paskowym na czoło. U nas hitem są pieluch flanelowe używam cały czas zamias ręcznika, kocyka zresztą zastosowań mają mnustwo cały rok. Szczególnie jak dzieciaki chore bo nie trzeba zmieniać co chwila pościeli tylko podłorzoną piluszkę. Jeśli chodzi o kocyki to mamy wiele i sprawdzają się różne w zależności od pory roku i wieku dziecka. Wózek z gądolą używałam 4 miesiące a potem kupiłam spacerówkę graco i korzystam z niej całorocznie i nieprzerwanie. Z drogich rzeczy kupiłam tylko monitor oddechu ale po naszych przygodach to nie żałuję tego wydatku. Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dla każdego co innego :) i w tym cały urok.
      Monitora oddechu ostatecznie nie kupiłam i na razie sobie jakoś bez niego radzimy. Czasem robię za żywy monitor oddechu ;)

      Usuń
  4. Kaftaniki rozpinane używałam jako bluze rozpinaną na krótki rękaw kiedy wieczorami jeszcze wychodziliśmy latem na dwór kiedy już się chłodni robiło, Ale do codziennego użytkowania raczej nie bardzo je lubie bo sie właśnie podwijają i dziecko z gołymi plecami leży tym bardziej takie ruchliwe jak moje - ale na początku po wyjściu ze szpitala kiedy dziecko jadło, spało i leżalo bez ruchu to są w porządku :) Smoczki leżą i prawie wcale nie używane, mały nie pokochał ich i tylko pluje nimi, używamy bardzo ale to bardzo sporadycznie albo jak bardzo głodny jest to coś tam doi go ale tak to pluje nim :) Więc nic na siłę, może jak skończę karmić to je polubi - jako zastępstwo cycka :D Rożek używałam na samym początku i służył ale miałam tylko jeden. Śpiwór do spania - miałam ale nie bardzo mi podpasował wolimy zwykłą kołderkę albo kocyk do spania:)
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Termometr fakt trzeba mieć margines błędu.
    Śpiworek i rożek -nie sprawdziły się
    Smoczek mamy i korzystamy tylko do zasypiania-Lovi nasz ulubiony
    Kaftaniki dla malucha totalna klapa,nie lubimy
    Co do nosidła-nosimy się w chuście rkanej i jak tylko młody usiądzie kupujemy nosidło ergonomiczne
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  6. My kaftaniki uwielbiamy z kolei, smoczek do usypiania też:) Ada

    OdpowiedzUsuń
  7. O retyyy! To wszystkie Twoje kity, dla mnie są "hitami" hehehe z wyjątkiem tego materaca, bo takiego nie kupowałam.
    Termometru również długo szukałam, czytałam opinie i wreszcie znalazłam odpowiedni, jesteśmy z niego zadowoleni :)
    Rożki uszyłam sama, większe niż standardowe i dość długo otulałam Olę w nie... teraz służą jako kocyki, bo wyprułam tasiemki :) A śpiworek do spania sprawdził się w zimie i na wiosnę, bo Ola strasznie wierzgała nogami i wiecznie spała odkryta... miałam zamiar kupić też teraz na jesień/zimę ale obawiam się, czy będzie mogła swobodnie się przewracać na boczki itp. dlatego uszyję chyba lekką kołderkę.
    Koszulki uwielbiam... Ola praktycznie przez całe lato chodziła w krótkich spodenkach i bluzeczkach... coś tam jej się czasem odwijało, ale przynajmniej miała przewiew :) Z kaftaników też byłam zadowolona w zimie i wczesną wiosną, gdy było chłodno, a mi brakowało czegoś trochę cieplejszego dodatkowo na wierzch, ale nie tak bardzo jak np. sweterek :) Obecnie zakładam jej często body na ramiączkach i na to bluzeczki z długim rękawkiem. W ogóle uwielbiam ją w leginsach i bluzeczkach :)
    Smoczków też na początku nie chciała, ale po kilku dniach przekonała się do NUKa, a obecnie korzystamy z Aventów i jestem zadowolona, bo mają fajną grafikę :)
    Chustę też polecam, nad morzem sprawdziła nam się rewelacyjnie... ale też marzy mi się nosidło, jednak szkoda mi 500zł, aby nosić Olę od czasu do czasu, bo ona raczej jest dzieckiem podłogowym :D

    OdpowiedzUsuń
  8. O ile Twoje HITY sa zupelnie odmienne niz moje, to KITY w wiekszosci sie pokrywaja. ;)
    Niestety, najdokladniejszym termometrem jest ten "dodupny". Moj maz nie wiedziec czemu nie mogl patrzyc jak mierzylam dzieciakom temp., ale ja smarowalam koncowke wazelina i maluchy nawet nie zauwazaly, ze cos im "wsadzam". :)
    Bi dawala sie czasem zatkac smoczkiem gdzies do 6 miesiaca zycia, natomiast Nik od poczatku reagowal jeszcze wiekszym rykiem, co oczywiscie mijalo sie z celem. ;)
    Kaftaniki znienawidzilam jeszcze w szpitalu. U nas nie ubiera sie dziecka w ciuszki z domu, tylko kazde standardowo ubierane jest w kaftanik, pieluche i zawijane w kocyk. Mialam tez pare kaftanikow w domu, ale po jednym razie z nich zrezygnowalam. Zawija sie to, podwija i w rezultacie gniecie. Bluzeczki zaczelam ubierac dzieciom, kiedy zaczely samodzielnie siedziec, wczesniej wolalam bodziaki.

    Ale rozki i spiworki to byly moje zdecydowane hity! :D Rozek byl dla mnie nieoceniony na poczatku kiedy balam sie trzymac takiego kruchego maluszka. Moje dzieciaki ekspresowo z niego wyrosly, ale nawet jak im nogi wystawaly, to i tak usypialam ich NA rozku, zeby moc odlozyc do lozeczka tak, zeby tego nie poczuli. ;)
    A spiworki uzywalam z powodzeniem do 3 roku zycia Potworkow. Na lato mialam cieniutkie bawelniane, na jesien i wiosne polarkowe, a na zime grubsze - pikowane. Moje dzieciaki okropnie sie rozkopuja, wiec dla mnie to byl wynalazek na miare Nobla. :D

    OdpowiedzUsuń