poniedziałek, 7 grudnia 2015

Jestem mamą i... co dalej?



Przez ostatnie lata intensywnie pracowałam zawodowo, ale byłam przy tym na maksa sfocusowana na ciąży. Planowałam ją i planowałam. Ciągle powtarzałam, że mam plan na ciążę a co będzie dalej to nie mam pojęcia. Bałam się przyszłości po ciąży - od dnia porodu włącznie.
Pojawiło się Dziecko - zadziałał ten osławiony instynkt i wiedziałam, co mam robić.
Zatopiłam się w macierzyństwie, zanurzyłam po uszy, z błogością oddałam i popłynęłam z prądem.

I pogubiłam się w tym wszystkim.
Z dnia na dzień, kiedy to we wczesnej ciąży trafiłam do szpitala, moje życie wywróciło się do góry nogami. Krwawy ślad, jedno szybkie cięcie i moje dotychczasowe życie się zmieniło na amen. Ja je zmieniłam. Bo chciałam. Bo musiałam.

W marcu kończy się mój macierzyński.
Jeśli chodzi o finanse potrzebne na życie na w miarę nie zmienionym poziomie to nie ma musu jeśli chodzi o powrót do pracy. Ale żeby odkładać na dom - mus jest.

Abstrahując od finansów, próbuję sama siebie zdiagnozować i wybadać, czego właściwie chcę.
Chcę wracać do pracy czy nie jestem jeszcze na to gotowa?

Co zrobię z dzieckiem?
Nie mamy żadnej pomocy. Żadna z babć nie jest na miejscu.
W rachubę wchodzą wyłącznie opiekunka albo żłobek.
Ona jest taka malutka. Myśl o tym, że miała bym ją zostawić na kilka godzin doprowadza mnie do istnego szału. Choć mniejszego, niż chociażby 2 miesiące temu...

Co miała bym robić?
I gdzie?
Od niemal początku ciąży nie pracowałam wcale. Zero.
Stanowisko, które obejmowałam w momencie odejścia na zwolnienie, już nie istnieje.
Zaproponowano mi inne, w ograniczonym wymiarze godzin - do mojej decyzji kiedy bym chciała wrócić i na jaki wymiar godzin, plus osoba pode mną, do pomocy. Brzmi super.
Ale minus tego rozwiązania jest taki, że działała bym w ramach zespołu dziewczyny, której nie znoszę, z którą zawszę po trochu rywalizowałam, która pomiata ludźmi i jest partnerką wice-szefa.
Podczas mojej nieobecności ona została szefową całego działu więc i ja musiała bym działać "pod" nią.
A na to się nie zgodzę, bo nikomu to na zdrowie nie wyjdzie.
Czyli musiała bym szukać nowej pracy, i już samo myślenie o tym wprowadza u mnie stresik.

Czasami gdzieś tam między wierszami pojawia się temat drugiego dziecka.
Nie chcę w to "iść" z kilku powodów.
Nie chcę, żeby dziecko było łatką, to raz (choć nie jest to jedyna motywacja).
Dwa - nie odzyskam przez to zgubionej tożsamości, tylko odwlekę moment powrotu do rzeczywistości i odnalezienia siebie.

Gdzieś w tym wszystkim pałęta się małżon, który w oczywisty sposób tego nie wypowie, ale chciały mnie widzieć znowu aktywną zawodowo, zajmującą się czymś więcej niż domem i dzieckiem.
Abstrahując od miesięcznych wpływów na konto.

I tak, utknęłam w tym swoim macierzyństwie.
Nie mam pomysłu, planu, odwagi jak by tu zmodernizować swoje życie.
Bo trzeba je jakoś na nowo ułożyć. Macierzyński dla mnie osobiście jest super, ale to nie jest stan, który może trwać wiecznie.
A ja jak nie mam planu, to jest niedobrze.
Boje się.

A Wy, mamy - jak ułożyłyście swoją codzienność po zakończeniu macierzyńskiego?
Wróciłyście do pracy?
Zostałyście z dziećmi?
Jak Wam z tymi decyzjami?

34 komentarze:

  1. Ja urodziłam w sierpniu 2014. Po macierzyńskim odebrałam zaległy urlop (z racji zawodu miałam go sporo, bo ponad 3 miesiace) i przeszłam na wychowawczy, ktory zaczął się w sobotę ;) Od samego początku przygody z in vitro, czyli od dwoch lat, moje zarodki w klinice byly czymś, o czym myślałam obsesyjnie i wiedziałam, że wrocę po nie szybko. Na kontroli popołogowej rzuciłam ginowi, że w grudniu 2015 wracam, z duzym śmiechem patrząc na mojego męża rzucił "zobaczymy". No i zobaczył, 4.grudnia mialam crio, czekam na wynik, jak się uda, będę mieć miedzy dziećmi 2 lata rożnicy. Po urodzeniu drugiego dziecka będzie mi przysługiwał kolejny macierzyński, który potrwa idealnie do momentu, kiedy starszak pójdzie do przedszkola. Czy traktuję przedmiotowo kolejną ciążę? Trochę chyba tak, póki co. Chcę dla dobra mojego synka, który jest niestety chory na bardzo ciężką postać atopii plus alergię na wiele pokarmów (gluten, mleko krowie itd) być z nim jak najdłużej, bo to trudne zajęcie, nie zaufałabym niani, czy żłobkowi. Czy decyzja o crio była przemyslana? Pod względem moralnym czuję się cudownie, zabrałam moje zarodki, zrobiłam dla nich to, co mogłam. Skończyłam z tematem in vitro i to dla mnie ogromna ulga. Aspekt finansowy, lokalowy nie jest aż tak super, ale myślę, że damy radę. 500 zł na dziecko itd ;) poza tym nie chciałam wracać do pracy "na chwilę", zaczynać kolejnego stażu, zajść w kolejną ciążę i stracić te przepracowane lata (do kolejnego awansu zawodowego muszę mieć ciągłość 5 lat pracy). U każdego jest inaczej, inaczej wraca się do znienawidzonej pracy w korpo na 10 godz dziennie, inaczej do swojej ukochanej pracy na kilka godzin dziennie. Przy każdej decyzji są plusy i minusy, musisz/ musicie sobie ustalić priorytety, dla nas najważniejsze jest to, aby syn był odpowiednio zaopiekowany w swojej chorobie.

    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za crio :)
      fajnie, że odebrałaś wszystkie zarodki i masz z głowy temat IVF.
      Daj znać, jaki będzie wynik.

      I dzięki za podzielenie się historią.

      Usuń
  2. Ja zostałam w domu. Od początku był taki plan, że jestem z dziećmi do momentu ich pójścia do przekszkola. Zrobiły się z tego cztery lata, bo pojawiło się drugie dziecko. Od roku pracuję, znalazłam nową i z tej perspektywy oceniam, że wszystko się nam zgrało idealnie. Nie twierdzę źe powinnaś zribić to samo, bo wiadomo że każdy decyduje sam i nikomu to oceniać. Trzymam kciuki za dobrą decyzję, źebyś odnalazła siebie nie tylko jako mamę. Buziole!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana, pamiętam Twoje wpisy o powrocie do pracy :)
      Fajnie, że tak sie fajnie ulozylo :)

      Usuń
    2. A daj spokój, myśl o powrocie po tych latach w domu na rynek pracy powodowała we mnie ataki paniki, że nie dam rady, nikt mnie nie zechce itp.

      Usuń
    3. Wyobrażam sobie.
      Ja mam jakieś 1,5 roku przerwy i już panikuję.

      Usuń
  3. Wróciłam do pracy jak syn miał niecałe siedem miesięcy. Miałam opiekunkę. Nie udało mi się załapać na roczny macierzyński.

    Teraz mam trzymiesieczna corcie i macierzynski kończy mi się we wrześniu. Chcę wrócić do pracy.

    Ta druga pensja jest ważna, a też praca,może gdybym pracowała na kasie w markecie to bym nie chciała wracać...Ale tak czy siak praca jest ważna, dzieci i tak dorastają kiedyś do tej pracy i tak trzeba wrócić...

    Na Twoim miejscu jak i tak nie chcesz tam pracować, wrocilabym i od razu zaczęła bym się starać o dziecko. Wtedy Masz wszystko, zwolnienie lekarskie, kasę,macierzyński. Jak i tak nie chcesz tam wracać,może w ten sposob?może nie jest to extra honorowe, ale rodzina najważniejsza a za coś ją utrzymać trzeba ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Megi no wlasnie, dzieci kiedyś dorastają i pewnie chciały by mieć mamę, która się realizuje a nie kiśnie w domu. W sensie - mówię z doświadczenia.

      Patentu z drugim zrobić nie mogę, bo jestem na samozatrudnieniu na działalności gospodarczej.
      I chyba przed tym drugim dzieckiem chciałabym jednak złapać jakiś balance work vs life.
      Dla zdrowotności.

      Usuń
    2. Wiesz Pinku, to że mama zostaje w domu nie musi znaczyć, że się w nim kisi i czuje się niespełniona. Ja potrafię sobie wyobrazić takie życie. Myślę, że znalazłabym sobie kanały na spełnianie się nawet już po 'odchowaniu' pisklaka;) Jeden warunek - dobra sytuacja finansowa. Teraz będąc na wychowawczym jestem sfrustrowana nie tym, że "siedzę" w domu, ale ciągłymi dziurami w budżecie. Mając kasę można sobie zorganizować jakąś formę opieki nad dzieckiem, żeby wyjść czasem do dorosłych, a malucha trochę "odpępić".
      No ale to ja-tak mi w duszy gra. W sumie chyba od dawna, bo gdyby spełnienie zawodowe było dla mnie tak ważne, to zmieniłabym prace lata temu. A jednak tkwilam i nadal tam tkwię, bo ciągle jeszcze oferuje mi relatywnie dużo wolnego czasu.
      Tobie życzę wsluchania się w siebie i żeby okoliczności pozwoliły Ci na wybór, który Cię uszczęśliwi.

      Usuń
    3. isa, rzeczywiście określenie "kisi" nie jest zbyt fortunne.
      Jako mama odnoszę się trochę do swoich doświadczeń jako dziecko - byłam dumna z mamy, która pracowała, realizowała się. Pamiętam, że w tym okresie, kiedy była w domu, moje emocje były inne.

      Ja z kolei czuję, że muszę swoje życie ustabilizować po tym wszystkim: starania o ciąże, IVF, dziecko... pisząc ten post już wiedziałam, że muszę iść do pracy.

      Usuń
  4. M...mm..m po pierwszym nie wróciłam do pracy, bo plan był taki, że szybko będę mieć drugie i jak i je podchował do dwóch lat, to wracam do pracy. Rzeczywistość zweryfikowała wszystkie moje plany, po pierwszym dziecku zaliczyłam 4 lata walki z niepłodnością, poronienia i praca zginęła gdzieś w tle. W zeszłym roku poszłam na kolejne studia, żeby nie zwariować. W lipcu kończę macierzyński i chcę iść do pracy-muszę ją znaleźć, najchętniej na jakieś pół etatu, niestety na rynku pracy jestem odpadkiem, śmieciem. Z mojej perspektywy, to bym Ci poradziła poszukać nowej pracy w niepełnym wymiarze godzin a do małej nianię. Majątku ni zbijesz, ale nie pozostaniesz w czarnej dziurze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja rzuciłam pracę na 2 miesiące przed telefonem z ośrodka adopcyjnego - ale w międzyczasie znalazłam zastępczą robotę, żeby móc iść na legalu na macierzyński. Planowałam tylko rok z Bąblem w domu, ale potem stwierdziłam, że nie jestem w stanie go zostawić z opiekunką ani w żłobku, a relacje z moją mamą mam takie skomplikowane, że na jej pomoc na dłuższą metę liczyć nie mogę. Tak więc jestem na wychowawczym i od pewnego czasu dorabiam sobie "na waciki" - m.in. robiąc tłumaczenia. Kokosów z tego nie ma, ale zawsze jakiś dodatkowy grosz wpadnie i na dzień dzisiejszy jest mi z tym dobrze, natomiast co będzie dalej - staram się tę myśl od siebie odsuwać póki co...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie dam rady wrócić do pracy i nie chcę po prostu nie wyobrażam sobie zostawić małego z kimś innym niż z ja. Chociaż mam bardzo blisko zaufana osobę. Chyba wpadłam w jakąś obsesję bo im ob jest starszy to mi jest gorzej. Ma 10 miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie.. ;)
      ale pracuję nad sobą, tym bardziej, że Mela to istne "cygańskie dziecko".
      Z każdym pójdzie.

      Usuń
  7. Każdy z nas jest inny, na inny etapie życia, ma inne doświadczenia, pragnienia, potrzeby. Niestety sama musisz zdecydować, co dla Ciebie będzie najlepsze;-)
    Jestem mamą adopcyjną i od początku było dla mnie jasne, że będę z córeczką aż nie pójdzie do przedszkola. Po pierwsze wzięłam sobie do serca słowa psychologa z kursu, że nasze dzieci potrzebują naszej obecności, że wbrew obiegowej opinii nie liczy się jakość czasu spędzonego z dzieckiem, ale ilość tego czasu. Po drugie, nie wyobrażam sobie iść do pracy, a dziecko zostawić z opiekunką - za długo na moje dziecko czekałam. Poza tym moja pensja szła by prawie w całości na pensje dla "niani", a reszta byłaby tylko na "waciki". A po trzecie nie ukrywam, że im dłużej jestem z moją córeczką tym nasze relacje są silniejsze i tym bardziej ją kocham.
    Kiedy Córeczka pójdzie do przedszkola, ja będę musiała poszukać nowej pracy i na pewno nie będzie to łatwe. Ale życie w ogóle jest nieprzewidywalne, więc póki co cieszę się z tego co mam;-)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja na obecną chwilę niesamowicie cieszę się z macierzyńskiego... a zdrugiej strony troszkę tęskni mi się za pracą, za "wyjściem do ludzi" choć towarzystwa mi nie brakuje... ale to raczej na co dzień towarzystwo sąsiadek i dzieci... Jednak dzięki temu przynajmniej czuję, że Ola w żłobku raczej bez problemu by się zaadaptowała, bo jest raczej towarzyską duszyczką... choć mam nadzieję, że na początku uda mi się skorzystać z pomocy mamy i taty jak wrócę do pracy. Nie mam nic przeciwko żłobkom, osobiście wole je, niż nianie, ponieważ uważam że w żłobku/przedszkolu dziecko się rozwija... przerażają mnie jedynie te choroby... Ola już teraz często odkąd skończyła pół oku miewa katar, a co dopiero jak pójdzie do żłoba? Choć w sumie lekarz nam ostrzegał, że tak będzie, jak będzie miała kontakt z dziećmi, a my go mamy cały czas. Łudzę się, że wychoruje się teraz za wszystkie czasy i potem nie będzie :)

    No ale zobaczymy co życie pokaże i jak to wszystko się ułoży. Mam nadzieję i życzę żeby Tobie również się wszystko ładnie wyklarowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, podobnie jak Ty, mam niezłą grupę towarzyską na macierzyńskim i Mela non stop ciućka te same zabawki co spora grupka jej friendów :)
      Aktualnie mamy coś a'la zapalenie krtani i wycieczkę do szpitala karetką :/
      No comments.

      Też mnie ten żłobek kusi wręcz, bo Ona jest taka towarzyska... aż się trzęsie jak ma towarzystwo (z radości oczywiście ). No ale... zobaczymy

      Usuń
    2. Ojej! :o
      Mam nadzieję, że już wszystko dobrze...?
      My wreszcie pozbyliśmy się prawie 3 tygodniowego kataru! Ciekawe na jak długo? Ale zamówiłam Katarek bo nie mam zamiaru już dłużej męczyć się z Fridą :)

      Usuń
    3. Ooo to daj znać jak przetestujesz katarek.
      Ciekawa jestem.
      Młoda jak widzi Fridę to dostaje szału. Muszę Jej trzymać ręce, nogi, głowę, tłów- wszystko generalnie.
      Jak Ola reaguje?

      U nas w pon wieczorem była wtopa. Położyłam spać zdrowie dziecko, po czym o 22 obudziła się wydając szczekające odgłosy i nie mogąc złapać tchu. MASAKRA. Trzęsąc się zadzwoniłam po karetkę, zabrali nas do szpitala, SOR 3 h, okazało się że obrzęk krtani.
      Ma zapalenie krtani, aktualnie w domu, ale zaprzyjaźniłam się z monitorem oddechu i dosłownie obsesyjnie ją obserwuję.
      Mówię Ci Kasia, tyle strachu już dawno się nie najadłam ://

      Usuń
    4. Ojjj typowy przypadek zapalenia krtani, uczyłam się o tym na pediatrii. Na przyszłość głowa w otwartą lodówkę albo na balkon i dzwoń po pogotowie. Całe szczęście, że jesteście już w domku, mam nadzieję, że Melusia wraca do zdrówka.
      U nas na widok Fridy jest szał. Ja zawijam Ole w kokon z pieluchy tak, że tylko wystaje jej głowa i wtedy sama jestem w stanie odciągnąć, a i tak głową kręci na prawo i lewo wydzierając się przy tym jakby ją ze skóry obdzierali... Żeby zaoszczędzić sobie nerwów, zamówiłam katarek bo na pewno czas odsysania będzie krótszy niżeli ja sama muszę odsysać te wstrętne gluty. Na pewno się pochwalę ale mam nadzieję, że nie za szybko... Choć jutro idziemy na osiedlowego Mikołaja i wcale się nie zdziwię jak Ola znowu coś przyniesie ze sobą... :-/

      Usuń
  9. Pierwszy raz pojawiłam się w pracy dokładnie tydzien po porodzie i to nie z wizytą u koleżanek, a w bardzo mało przyjaznym miejscu;) - cóż taka praca. Proponuje nie odwlekać decyzji o powrocie do pracy, jesli ma się tak dobre warunki, jak te które zostały zaoferowane. Najpierw byłaś aktywną zawodowo kobietą, a dopiero później stałaś się mamą. Bądź więc sobą, a nie odtwórcą roli. Czasami pracę i wychowywanie dziecka można połączyć:) skutecznie i z sukcesem. Mi praca połączona z wychowywaniem dziecka daje smak sukcesu i zadowolenia z siebie, a nawet poczucia dumy. Będę się starać by moje dziecko też doceniło ten stan. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja wrocialam do pracy 12 tyg. po urodzeniu kazdego z dzieci. Tyle trwa tu macierzynski. Po jego zakonczeniu albo wraca sie, albo szuka nowej pracy. Nie bardzo mialam wyjscie, bo moja pensja jest nam potrzebna do zycia na jako takim poziomie. Lubie jednak moja prace, wiec bardzo sobie nie krzywdowalam. ;)

    U nas byla troche inna sytuacja, bo wraz z moim powrotem, maz przeszedl na nocna zmiane, zeby zajac sie dziecmi podczas mojej nieobecnosci. Potem, kiedy maluchy mialy okolo 15 miesiecy, oddalismy je pod opieke zaufanej niani z polecenia.
    No wlasnie, chyba kiedys pisalas, ze Twoj maz ma mozliwosc pracy z domu? Nie mysleliscie o opcji, zeby on zajal sie Mela kiedy Ty bedziesz w pracy, a po Twoim powrocie do domu, przejelabys mala, a on konczyl projekty/ zlecenia? Wiem z doswiadczenia, ze nie jest to rozwiazanie idealne, bo traci sie czas spedzany razem jako rodzina, ale na krotka mete nie jest to zle. My wytrzymalismy tak 3 lata. ;) A odpada stres oddania dziecka w obce rece...

    Co mi dal powrot do pracy? Oprocz oczywistych korzysci finansowych i psychicznych (zdecydowanie nie jestem typem Matki Polki, hehe...) dal mi wyjscie do ludzi i poczucie, ze jestem kims wiecej niz tylko matka, zona i gospodynia domowa... Lubie moja prace, moja praca mysle, ze lubi mnie, czerpie z niej satysfakcje. Nie ukrywam tez, ze wynagradza mi brak znajomych. Mam z kim pogadac, posmiac sie, powyglupiac i wymienic doswiadczeniami. Ciebie jednak to ostatnie raczej nie dotyczy. ;)

    A w skrocie to TAK, bardzo ciesze sie, ze wrocilam do pracy, nawet pomimo tego, ze szybciej bym chciala... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pracuje z domu, ale nie da rady wdrożyć takiego scenariusza jaki opisujesz :/
      A Wam gratuluję super opracowanego układu.
      ;)

      PS. Przepraszam, że tak krótko, ale nie ogarniam.

      Usuń
  11. Witaj, moja córcia tez z marca :)Praktycznie razem w ciąży chodziłyśmy. Ja wróciłam we wrzesniu nawet zaległego urlopu nie wybrałam, zeby miec w razie choroby któregos z dzieci. Niestety (lub stety) nie udalo mi sie znalesc niani na caly etat wiec mala poszla do żlobka i musze to napisac pomimo ze miala tylko 6 mcy zaaklimatyzowala sie najlepiej ze wszystkich dzieci, jest najmlodsza wiec jest oczkiem u pań, zero placzu, stękania itp a rozwija sie super! Ja sie po prostu nie nadaję do bycia w domu, ja w pracy odpoczywam i z perspektywy czasu mój powrót do pracy był dobrą decyzją. Oczywiscie jest cieżko logistycznie, jest malo czasu na wszystko, mala choruje, ale mamy nianię, wlasnie do takich chorobowych awaryjnych sytacji. Pozdr. Kamila M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, że tak sobie to fajnie ulozylas :)

      Usuń
    2. Wiesz to chyba od podejscia zależy, z jednej storny fajnie, bo mam fajną pracę, fajne godziny pracy, z drugiej strony malutka mi choruje, wiem ze musze przeczekac, ale szkoda mi jej bardzo...Myslę ze i wy sobie ulozycie :)

      Usuń
  12. Jak ja doskonale rozumiem rozterki zwązane z powrotem do pracy.Ja po wybraniu zaległego urlopu powinnam do pracy w korpo wrócić 27.06,żłobek państwowy od września, babcie pracujące a z nianiami ciężko. Rozpatrujemy z mężem podejście do crio, może na rocznicę pierwszego podejścia choć organizm musiałby wrócić do normy,czas pokarze.
    Jest też opcja zmiany pracy,tylko że wtedy odkładamy crio na potem...i tego się też boję że im dłużej odłoźymy tę decyzję będzie trudniej.
    Dylematy matki.
    Pozdrawiamy z młodym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie u nas wczoraj tez pojawila sie opcja crio... bo okazalo sie, że zachowała bym macierzynski itd..
      Ale nie jestesmy gotowi partnersko na drugie dziecko.. i ja muszę jakiś balance złapać.
      Zobaczymy.

      Usuń
  13. Bardzo, bardzo Cię rozumiem. Przede wszystkim tę zgubioną tożsamość... ja po prostu muszę wrócić do pracy. Muszę i kropka. Inaczej zwariuję. I choć u mnie to jeszcze rok czasu, to już ogarniam temat.
    Moje przemyślenie jest takie - nie wszystkie kobiety to Matki Polki. I niepłodność nie ma tu nic do rzeczy. Niektórym potrzeba - nie napiszę czegoś więcej - czegoś innego do pełni szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja powiem szczerze, z chęcią zostałabym jak najdłużej w domu. Nigdy się o to nie podejrzewałam ;). Może przez to, że nigdy nie miałam wymarzonej pracy, do której pędziłabym w skowronkach. Chcę dać małej w tym wczesnym dzieciństwie jak najwięcej siebie, by później ze spokojem iść do pracy (może w końcu wymarzonej). Mogę ją posłać od września do przedszkola, ale sama nie wiem, czy dwulatka nie jest jeszcze za mała... Cieszyńska twierdzi, że dzieci do 3 roku życia powinny być przy rodzicach hehe. Trudno powiedzieć czy ma rację. Może to ja nie jestem gotowa? Wracając do życia zawodowego, czasami chciałabym wrócić, żeby po prostu odpocząć w pracy, ale jak narazie muszę ogarniać rehabilitacje itd, więc tak czy inaczej to u mnie awykonalne ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wróciłam do pracy, gdy synek skończył 13 m-cy. Miałam wiele rozterek,bo jest z tych "wiszących na piersi" i w zasadzie do tego czasu był tylko na moim mleku, nie chciał jeść nic innego. Poza tym zasypiał tylko przy piersi. Synek został u babci i bardzo dobrze zniósł rozstanie. Nie ma problemu z jedzeniem ani drzemką, myślę
    też, że ma trochę rozrywki rozstając się ze mną. Poprzedni rok spędziliśmy w większości tylko we dwoje. Nadal go karmię popołudniu i w nocy. Nie ukrywam, że cieszę się z powrotu do pracy. Mam tu z kim porozmawiać i odpocząć od małego. Pozdrawiam i życzę trafnych decyzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez sie tego boje.
      Co prawda Młoda dość ładnie je i zdecydowanie mniej mleka ostatnio a więcej "jedzenia", ale zasypia TYLKO przy piersi (no chyba że w wózku na spacerze).

      Usuń
  16. Dzięki dziewczyny za wszystkie Wasze historie.
    Przepraszam, że nie odpowiadam na każdy - nie ogarniam ostatnio.
    (Młoda nie dość że wspina się po meblach to jeszcze jest chora..).

    Myślę, że niektóre tematy zaczynają się klarować.
    Pożyjemy - zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń