piątek, 11 grudnia 2015

Wstrzymanie refundacji in vitro

Autor: (genialny) Andrzej Rysuje Milewski, źródło: http://www.andrzejrysuje.pl/koniec-in-vitro/

No dobszzzz... czas to wreszcie powiedzieć.
Ukisiłam sobie tego posta kiiilka ładnych dni, czas wreszcie chlapnąć.
Nie do końca kulturalnie będzie, ale chociaż rzeczowo.

Wstrzymali, to było wiadome, prawda?
Aż mi się wyć chce, kiedy pomyślę o tych wszystkich parach, których pozbawili szansy, radości, doznań macierzyństwa. Którzy nigdy nie zasmakują tego szczęścia, które ja codziennie kurczowo ściskam w ramionach, od marca.
Może będę suką, I don't care, ale życzę tym, którzy tą decyzję przeforsowali, żeby posmakowali niepłodności i wtedy pogadamy.
Wtedy to będą, jak ten ksiądz czy biskup, zwał jak zwał, co pisał do dyrektora jednej z klinik, żeby siostrzenicę wpisali na listę refundacyjną IVF.
Bo pierdolić, excuse my french, o czymś, o czym się nie ma pojęcia, to sobie każdy może. Do czasu.
Karma is a bitch.

OK, wdech, wydech.
Nie wchodzę w polemikę, czy in vitro jest dobre czy złe.
Moralne czy nie.
Jak wiemy i jak wyczytać można na łamach mojego bloga, jest to spór nierozstrzygalny.
Prawda ma wiele oblicz.
Zostawmy to.

Dla mnie jednak, decyzja o wstrzymaniu refundacji nie jest decyzją, że tak to nazwę, finansowo-logiczną a ideologiczną.
Argumenty ZA wstrzymaniem finansowania trzęsą mną w posadach i przyprawiają o istny wkurw. Bo są bzdurne.
Czas się z nimi rozprawić.

#1 In vitro to nie metoda leczenia niepłodności
choćby się zesrali ze świętego oburzenia, to jest metoda leczenia niepłodności i koniec.
Tak orzekło WHO i nie ma z tym co dyskutować.
Mogą sobie mieć inną opinię, ale fakty są i będą.
Niepłodność z definicji to stan, w którym zachodzi niemożność zajścia w ciążę. In vitro ten stan zmienia a przynajmniej daje dużą szansę.
Żeby zobrazować: insulina też cukrzycy nie leczy jako takiej, ale nikt jakoś specjalnie nie dyskutuje z zasadnością jej użycia.

IVF nie leczy natomiast PRZYCZYN niepłodności, żeby było jasne.
Tzn. zdarza się, że czasami leczy, bo się okazuje, że po IVF para normalnie zachodzi w ciążę, ale to jest, nazwijmy to, skutek uboczny.

Mam nieodparte wrażenie, że całe to zamieszanie z nomenklaturą, czy IVF jest metodą leczenia czy nie, jest spowodowane obawami, że niepłodni, zamiast szukać przyczyn, od razu lecą po "dziecko z taśmy". O to cały ten ambaras. Zamiast "się leczyć" to bezczelnie idą od razu "leczyć się in vitro".
Otóż nie, moi drodzy. Znam mnóstwo par korzystających z IVF i każda z tych par przeszła dramatyczny proces diagnozowania, poszukiwania przyczyn, leczenia i mniejszych lub większych jazd psychicznych i moralnych. Dla każdej z nich IVF było i jest ostatnią deską ratunku.
I tu przechodzimy do punktu drugiego...

#2 Naprotechnologia jest lepsza
i jest alternatywą dla in vitro.
Prawdziwą, moralną metodą leczenia.

Hell yeah, buuulllshiiit.
Naprotechnologia z encyklopedycznej definicji:

Naprotechnologia (NaProTechnologia) − metoda, mająca monitorować i utrzymywać zdrowie układu rozrodczego kobiet, stworzona przez Thomasa W. Hilgersa w 1991 roku[1]. Oparta jest głównie na naturalnych sposobach planowania rodziny, które są dopuszczane m.in. przez Kościół katolicki[2]. Metoda stawia nacisk na naukę umiejętności rozpoznawania własnej płodności przez małżonków starających się o potomstwo[3]. Jest adresowana do pacjentów, których niepłodność jest uleczalna i daje się korygować medycznie, czyli do ok. 40% niepłodnych par[4] (nie będą to więc kobiety z niewydolnością jajników, niedrożnością jajowodów czy mężczyźni[5]).

Na miły Bóg, czy ktoś nadal chce mi powiedzieć, że miałam iść do naprotechnologa zamiast na in vitro?
Kiedy mój Mąż miał fatalne wyniki nasienia, nie dość że mało sprawnych, bo 4 mln zamiast min 15 mln, to dodatkowo 10% wiązania z kwasem hialuronowym zamiast min. 80% (co jest konieczne do połączenia się komórki jajowej z plemnikiem)?
Zanim rozpoczęliśmy in vitro stoczyliśmy dość dramatyczną (i bardzo kosztowną) walkę z diagnozami, poszukiwaniem przyczyn, leczeniem, dietami i... modlitwami. Wyczerpaliśmy pakiet.
Dobrnęliśmy do momentu, w którym nasze życie kręciło się jedynie wokół płodności i prokreacji. Bo taka jest ludzka natura.

Podsumowując, naprotechnologia to nic innego, jak diagnozowanie, poszukiwanie przyczyn niepłodności i próby jej wyeliminowania. Robią to wszystkie kliniki in vitro i nie trzeba do tego zmawiać Koronki Do Miłosierdzia Bożego (choć osobiście nie mam nic przeciwko).
Być może napro jest bardziej skuteczna i cierpliwa w monitorowaniu cyklów kobiety - nie wiem.
W niektórych przypadkach jednak, tak jak naszym, naprotechnologia niewiele może zdziałać.

Więc argument, że naprotechnologia jest alternatywą dla in vitro jest błędny.

Tutaj przeczytałam trafne sformułowanie:
Niedopuszczalne jest promowanie NaProTechnologii kosztem deprecjonowania metod rozrodu wspomaganego. Niedopuszczalne jest przyzwolenie, aby nauka służyła ideologii. 

Btw. niesprawność prokreacyjna jest podstawą do uzyskania rozwodu kościelnego :)
Czyli - ślubujemy sobie na dobre i na złe, z tym, że jeśli nie możesz dać mi dziecka, to narka? :)
Czyli wychodzi na to, że lepiej zostawić człowieka i iść się bzyknąć po bożemu z kimś innym, niż stworzyć szczęśliwą rodzinę z dzieckiem z in vitro :)
Eh, taka mała dygresja. 

#3 Brakuje pieniędzy na leczenie "prawdziwych" chorób
Nie wątpię, ale szukajmy oszczędności mniejszym kosztem, nie deprecjonując niepłodności jako choroby.
Słychać głosy, że "z tym można żyć".
Jasne, że można.
Ale w takim razie odeślijmy z kwitkiem większość pryszczatych spod gabinetów dermatologicznych - od trądziku chyba jeszcze nikt nie umarł, prawda?
Endoprotezy? Po co to komu? Bez tego też można żyć.
Do lekarza z gorączką i przeziębieniem? Bez przesady, dasz sobie radę człowieku, z anginą czy grypą nawet.
Dentysta, plomba itd? Weź sobie rąbnij porządnie szczęką o ścianę, ząb wyleci i po sprawie. Są poważniejsze choroby, serio.
Moja teściowa pojechała sobie, tak jak kordon jej koleżanek, na 14 dni nad morze do sanatorium, refundowane z NFZu rzecz jasna. Kuźwa, słowo daję, bez tego sanatorium też by pożyła. I to wcale nie krócej.

Cierpienie na jakie narażeni są niepłodni jest realne i namacalne (wystarczy poczytać sobie kilka blogów, pogadać z ludźmi, otworzyć głowę). Poszukajmy więc może oszczędności rozsądniej. JESTEM PEWNA, że można to zrobić.

Btw. na 500 zł na każde dziecko nas stać?
To może po prostu jak kogoś nie stać na dziecko, to niech go nie płodzi?
Co to za sprawiedliwość?
Jesteś płodny - zajebiście, masz tu 500 zł.
Akurat pan Zdzisiu wziął od tyłu, po pijaku, na stole panią Jolę, wybiwszy jej przy tym ostatnią czwórkę. Pani Jola zaciążyła no a czy pan Zdzisiu wyda to na wódeczkę czy na dziecko, to whatever.
Natomiast jeśli jesteś niepłodny - well, deal with it. Taki los. Radź se sam. Shit happends.


#4 Adoptuj sobie
to jest argument świadczący o ignorancji, braku taktu, empatii i zrozumienia.
I uważania na biologii, jak mówili o instynktach homo sapiens, o przekazywaniu genów itd.
I, uważam, że to dopiero jest właśnie traktowanie dzieci przedmiotowo. Dzieci to nie jest łatka, to nie jest "zastępstwo" za coś.
Adoptować powinno się z chęci a nie jako zamiennik.
No nie wiem, tu może by się wypowiedziały wspaniałe mamy adopcyjne, które znam. Na kursach przygotowawczych może coś o tym mówią.
(btw. nie uważam adopcji za coś gorszego - Boże broń.
Ale nie można jej używać w takim kontekście!).

Anyway, taki jesteś mądry filantrop, to zrezygnuj z posiadania biologicznych dzieci i sam adoptuj.
Co z tego, że jesteś płodny, że możesz.
Dlaczego mam płacić za Twoje prowadzenie ciąży, poród na NFZ i za edukację potem, skoro domy dziecka są pełne sierotek (tych z uregulowaną sytuacją prawną to aż tak wiele chyba znowu nie ma, skoro dziewczyny czekają całymi miesiącami i latami).
Dalsze tłumaczenia uważam, za zbędne.
Jak nie rozumiesz, to weź, usiądź i pomyśl.
Kapujesz?
Nie?
To usiądź i myśl do skutku.
Jestem przekonana, że w końcu Ci się uda.

#5 Ostatecznie nie wszyscy muszą mieć dzieci. Get use to it!
Natura jest mądrzejsza.
Aha, no to tych chorych na raka też nie leczmy, bo widocznie natura i Bozia tak chcieli.
Fakty są takie, że niepłodność to choroba zataczająca coraz większe kręgi a nie jakieś tam nieszczęścia jednostek. WHO regularnie obniża normy męskiego nasienia, dostosowując je do realiów. Między rokiem 1980 a 2010 zrobili to aż 4 razy (oczywiście czynnik męski to jedna z wielu możliwych przyczyn niepłodności). Pobawię się we wróżkę i obstawię, że kiedyś, może już całkiem niedługo, naturalne poczęcie będzie dane nielicznym.
Łatwo mielić jęzorem, ale nie spotkałam jeszcze nikogo niepłodnego, kto rzucił by stwierdzeniem "no okej, no nie mogę, ale nie wszyscy muszą, luzik arbuzik".
Tu odwołam się jeszcze raz do naszych pierwotnych instynktów ludzkich - przekazania genów.
Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, bo jak wiemy, wielu adoptuje i chwała im za to.
Ale, do cholery, trochę empatii.

***


Niech więc, miłościwie nam panujący, nie mydlą nam oczu jakąś pokrętną logiką- to raz.
Dwa, niech nie używają bzdurnych i nie merytorycznych argumentów w debacie publicznej (jak te o "metodzie leczenia" czy naprotechnologii jako alternatywie),  bo społeczeństwo, jak młode foki, łyka to wszystko, bierze za pewnik i potem rozsiewa dalej.
I zionie hejtem w efekcie.

Aha, za swoje in vitro zapłaciłam sama.
Z własnej kieszeni.
I za wszystkie badania, diagnozowanie (czyli naprotechnologię de facto) i całą wcześniejszą walkę (którą można nazwać naprotechnologią) - również.
I kosztowało mnie to zdrowo ponad 20 koła.
Pozdrawiam.




                                 
Autor: (genialny) Andrzej Rysuje Milewski, źródło: http://www.andrzejrysuje.pl


48 komentarzy:

  1. Rozumiem to całe rozgoryczenie. Jestem osobą wierzaca. Głosowałam na PiS (bo zawsze na prawicę głosuje) ,Ale JESTEM OBURZONA COFNIECIEM REFUNDACJI INVITRO!

    Dla mnie to chore. Państwo powinno wspierać obywateli w posiadaniu dzieci wszystkimi sposobami. Refundacja invitro jest jednym z nich. Boli mnie,ze to zabrali. Mimo,że ja kłopotów z płodnościa nie miałam żadnych.

    W dobie,kiedy przyrost naturalny jest niski państwo powinno wspierać niepłodne pary. Powinno się rodzić jak najwięcej dzieci w kochających rodzinach,a jak ktoś walczy latami z niepłodnościa to nieba swojemu dziecku przychyli.

    Jak można było wpaść na tak nieskonczenie głupi pomysł jak cofnięcie refundacji.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Głosowałam na PiS (bo zawsze na prawicę głosuje)"

      Argumentacja rozbrajająca. Akurat w kwestii niechęci do dotowania procedur ivf przez rząd, PiS zupełnie się nie krył. Twoje obywatelskie prawo, że zagłosowałaś na tę partię, ale to, że teraz pałasz świętym oburzeniem, gdy nowa władza przeprowadziła po prostu to, co od dawna chciała, jest mocno nie na miejscu.
      Ewa

      Usuń
  2. Ja mama adopcyjna i biologiczna, kochająca swoje dzieci całym sercem, kochająca zupełnie tak samo, po równo. Ja, która zamiast in vitro wybrałam adopcję- podpisuję się pod Twoim postem rękami, nogami i zębami!!!
    Adopcja nie może być zamiast! Nie może być przymusem. Jedynym wyjściem. Wówczas zatraca swój sens.
    Co za jełopy bez empatii tego nie rozumieją? Bo tu nie chodzi tylko o brak taktu i empatii wobec niepłodnych, ale kurde też o totalne chamstwo i brak wyczucia wobec dzieci do adopcji! To nie łatki na dziurę w sercu! To ludzie, którzy tak samo potrzebują bezwarunkowej miłości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak piszesz Alu.
      Gdy ktoś mnie pyta czemu nie adoptujesz? Odpowiadam, a czemu Ty nie adoptujesz? Konsternacja na twarzy rozmówcy bezcenna! Nie rozumiem, czemu ludzie uważają, że osoby niepłodne są w jakiś szczególny sposób naznaczone do podjęcia się takiego zadania? Tak jak tu mówisz… opuszczone dziecko to nie jest jakaś łatka na poszarpane serce.
      A niepłodni rodzice to nie "bohaterowie", których Bóg/natura/los (niepotrzebne skreślić) powołał by taką drogą podążyli.

      Usuń
    2. Mnie tez szlag trafial na argumenty prawicowych szalencow, ze przeciez zawsze mozna adoptowac. U nas bylo ivf, a dopiero potem adopcja, ale ta ostatnia dojrzewala w nas juz podczas leczenia, wiec nie byla zamiast. Uznalismy to za kolejny, naturalny DLA NAS, etap naszej drogi. W zyciu nie wpadlabym na to, zeby "pocieszac" kogos tekstami, ze zawsze moze sobie adoptowac. Dokladnie tak samo bym odpowiadala - a dlaczego ty nie adoptowales?
      A w kwestii in vitro... napisalas wszystko. Brak slow, co sie w tym kraju wyprawia.

      Usuń
  3. Przy "luzik arbuzik" pękłam, wrzucam do mojego słownika! Śmieję się w głos, a jestem w miejscu publicznym. Muszę się opanować, wrzucę komentarz jak ochłonę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. 'otworzyć głowy'- to jest chyba największy problem. Przeszczep nerki też nie leczy tej chorej! Ale jak widać teoria jest dopasowana do poglądów. I ja też jestem wściekła, że tak zrobili. Równie niecenzuralnie wkur#iona. Chociaż 'teoretycznie' problem mnie nie dotyczy. Chce mi się płakać, krzyczeć i gryźć i kopać jak o tym myślę. Jak można być tak ciemnym jak nasi obecni rządzący? Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z komentarzem do artykułu wrzuconego na niepłodni.blox wylądowałaś pod moim. Też tam pisałam, że te 500 zł jest bez sensu w tym kontekście. Skoro nie każdy musi mieć dzieci, to nie rób ich, jak Cię nie stać.
    Zgadzam się z każdą Twoją tezą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie podejście - NIE RÓB dzieci - zrobić, to można szalik na drutach. A.J.

      Usuń
  6. "Dlaczego mam płacić za Twoje prowadzenie ciąży, poród na NFZ i za edukację potem, skoro domy dziecka są pełne sierotek (...)" - i jeszcze to co wyżej, Dziewczyno, weź pomyśl trochę, bo empatii tu też nie widzę. Musisz - jak się wyraziłaś - płacić za prowadzenie czyjejś ciąży, a ktoś musiał - czy chciał czy nie - płacić za in vitro. Tego nie zmienisz. Też jestem przekonana, że jak chwilę siądziesz i pomyślisz, to w końcu ci się uda. Sorki, ale chyba tez kiedyś chodziłaś do przedszkola, czy szkoły - wówczas kto inny płacił podatki na Twoją edukację. Czyż nie? A z tym 500 zł na dziecko - czemu Twoje wyobrażenia od razu biegną ku pijakom? to, ze ktoś chce mieć dużą rodzinę (może ją miał zanim w ogóle dyskutowano o tych 500 zł) - to nie znaczy, że się puszcza na prawo i lewo, i że płodzi dzieci, choć go nie stać na ich utrzymanie. Usiądź i pomyśl trochę. Takimi słowami krzywdzisz wiele rodzin, które z miłością przyjęły kolejny DAR od Boga, dar, którym jest dziecko. Ale nie, lepiej rzucić hasłem, ze pan Zdzisiu z panią Jolą...ech... co przemawia przez ciebie dziewczyno?? Aż takie rozgoryczenie? Może komuś te 500 zł to jak na waciki, ale wyobraź sobie, że ktoś wyda rozsądnie te pieniądze i wreszcie czyjeś dziecko będzie mogło pójść na angielski, czy kupić lepsze buty, mało tego - może kogoś wreszcie będzie stać na lepsze leki. Nie każdy zarabia tyle, że stać go na wózek za ileś tam. Ale to nie znaczy, że wyda na wódkę, na litość boską! Pisząc o "prawdziwych" chorobach, zwracasz uwagę, że dentysta, że protezy, że trądzik..., ale o tych chorobach, które sprawiają, że ludzi straszliwie cierpią, już nie wspominasz. Ja wolałabym, by moje podatki szły na chore dzieci, którym dzięki pieniądzom można pomóc (choćby i na chwilę, by nie cierpiały), niż na in vitro. I co? Tez nie mamy w tej kwestii za dużo do powiedzenia. bo nie nam o tym decydować. Wiesz, smutne, że tak o tym myślisz - chyba w przypływie emocji, ale jakoś tak niesmacznie. Pozdrawiam i życzę więcej zrozumienia - Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej zrozumienia przydałoby się i Pani. I przede wszystkim czytania ze zrozumieniem... I interpretacji tego, co się czyta...

      Usuń
  7. Pink,
    świetny ten Twój post, choć widzę, że moja przedmówczyni zdecydowanie go nie zrozumiała... szkoda...
    podpisuję się pod każdym Twoim słowem.
    nikt tu nie twierdzi, że słynne 500 zł trafi tylko do alkoholików, ale nie czarujmy się - najwięcej dzieci jest jednak w rodzinach patologicznych...
    ludzie, którzy decydują się na ivf, robią to nie dlatego, że takie mają "widzimisię", ale dlatego, że nie mają już możliwości innego leczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd masz te dane? Tzn o tym,że najwięcej dzieci jest w rodzinach patologicznych? Moje doswiadczenia pokazują,ż ewielodzietne rodziny patologiczne to margines

      Usuń
    2. i jeszcze to
      http://prawokanoniczne.org/bezplodnosc-a-stwierdzenie-niewaznosci-malzenstwa-491/

      Usuń
    3. Link od czapy. Autorka bloga zamieściła wpis w kontekście niepłodności, Grażyna Maria linkuje zaś tekst odnoszący się do bezpłodności. Zalecałabym zacząć od zrozumienia różnicy między jednym i drugim.
      Ewa

      Usuń
  8. Tak Haniu, a ludzie mający po czworo czy pięcioro dzieci to zwykle patologia...ehh. Zdecydowanie szkoda, że nie zrozumiałaś - też nie napisałam, że 500zł trafi tylko do alkoholików; napisałam, że te 500zł może się przydać zwyczajnym rodzinom - za to Pink napisała głupie słowa o panu Zdzisiu i pani Joli i jeszcze dodała, że: "jesteś płodny - zajebiście, masz tu 500 zł (...) Natomiast jeśli jesteś niepłodny - well, deal with it. Taki los. Radź se sam." - jakieś rozgoryczenie tu wyczuwam, a może nawet zazdrość. Czy moja sąsiadka, która ma czwórkę pociech ma nie dostać pieniędzy tylko dlatego że to się komuś nie podoba. Sorry. Wyżej ktoś napisał: "Skoro nie każdy musi mieć dzieci, to nie rób ich, jak Cię nie stać. " - pominąwszy głupotę, że dzieci się nie robi (choć może niektórzy i tak do tego podchodzą - ale w takim razie żal mi ich), to analogicznie można by odpowiedzieć ich językiem: skoro nie każdy musi mieć dzieci, to niech nie pcha się w in vitro. Pozdrawiam i polecam czytanie ze zrozumieniem - Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Aniu, ja np. jestem rozgoryczona. Bo może się zdarzyć, że nie zdążę skorzystać z programu,(bo za miesiąc muszę się poddać 3! operacji). I może nigdy nie zostanę mamą. Niestety mnie naprotechnologia ani modlitwy nie pomogą.
      Tekst o panu Zdzisiu, to tylko przykład, nie reguła.

      Usuń
    2. Tak, to prawda. Osoby niepłodne bywają rozgoryczone i zazdrosne. To naturalne i w porządku. To co nie jest w porządku, to traktowanie tego jako argumentu przeciw ich opiniom. Tak samo jak nie w porządku jest gdy w kłótni, facet zrzuca winę za awanturę na kobiecy PMS, zamiast skoncentrować się na merytorycznych argumentach.

      Usuń
    3. własnie - merytorycznych argumentach:)), których niekiedy brak:) Anka

      Usuń
  9. Widzę, że zaczyna się tu już gotować trochę, ale i tak dorzucę swoje trzy grosze :D

    Co do finansowania… Należę do tej grupy, której program nie obejmuje i musi sobie finansować wszystko w stu procentach. Dlatego, jakkolwiek rozumiem rozczarowanie wielu par liczących na dofinansowanie, dla mnie samej nie jest to powód do wielkiego oburzenia. Jeszcze na etapie rozważania procedury nie byliśmy pewni, czy przystąpimy do programu (ma on wszak pewne zasadnicze ograniczenia). Kiedy już chcieliśmy, zabrakło miejsc. Cóż… trzeba sobie radzić. Zarabiać, pożyczać po rodzinie i znajomych, brać kredyty, sprzedawać niektóre rzeczy...
    Jest też drugi powód. Osobiście nie uważam, że nam jako niepłodnym cokolwiek się należy. Generalnie nie uważam, że komukolwiek, należy się cokolwiek (mówię o pomocy finansowej, nie o prawie do życia, wolności itp.). Uważam natomiast, że płacimy podatki (jedni wyższe, inni niższe, jeszcze inni gigantyczne – jako społeczeństwo średnio za wysokie) i to powoduje, że mamy prawo oczekiwać, że nasze pieniądze zostaną efektywnie wykorzystane. Osobiście wolałabym, żeby obciążenia finansowe były jak najniższe, zarobione i zostające w naszej kieszeni pieniądze jak najwyższe i by taka sama była nasza osobista odpowiedzialność za nasze życia – wysoka. No ale z tym przypadkiem nie mamy i nie wiem czy kiedykolwiek będziemy mieli do czynienia. Wszak pieniądze to władza. Rządzący, nie są zainteresowani, by tej władzy się pozbywać, pozostawiając pieniądze w naszych rękach. Wracając do tego co jest. Płacimy podatki. Wysokie. Mamy prawo oceniać jak są wydatkowane.

    Dlatego w temacie #3
    500 zł na dziecko…
    Jestem zdecydowanie przeciw dawaniu pieniędzy do ręki. Nie twierdzę, że wszystko przepije patologia. Twierdzę, że są to gigantyczne pieniądze w skali kraju. Twierdzę, że dając gotówkę do ręki nie mamy żadnej gwarancji, że te pieniądze zostaną wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem. Część rodzin zapewne kupi za to ciepłe buty na zimę, węgiel, czy jedzenie. Ale część wyda je na wakacje, może przepije, a może kupi dzieciakom zabawki, a może zainwestuje i straci, a może jakaś mama kupi sobie za nie nową wymarzoną torebkę... I pieniądze wyciekają. Możemy oczywiście wprowadzić nadzór, ale to wymaga wprowadzenia systemów kontroli, zatrudnienia ludzi, wykupienia sprzętu – i bardzo znaczące środki, zamiast trafiać w ręce potrzebujących wyciekają na obsługę tego typu programów.

    Dużo bardziej skłaniam się ku dofinansowaniu szkół, przedszkoli, lekcji angielskiego, basenu itp.

    Finansowanie IVF…
    Tu sprawa ma się inaczej bo pieniądze idą na konkretny cel medyczny. Szanse, że trafią w niepowołane ręce są znacząco obniżone. Pojawia się pytanie czemu IVF, a nie hemofilia, albo dziesiątki innych chorób? I na to pytanie nie ma łatwej odpowiedzi. Życie ludzkie nie jest czymś co da się skwantyfikować w złotówkach. Jak ocenić kto potrzebuje bardziej/mniej? Kto bardziej/mniej na leczenie zasługuje? Można się licytować. Jasne. Zaryzykuję stwierdzenie, że wspomniany trądzik jest mniejszym dramatem, niż guz mózgu. Ale czy to znaczy, że ma być nieleczony?
    Jak podjąć decyzję komu dać, a komu nie?
    Potrzebne są do tego mądre głowy. I nawet wtedy zawsze pozostaną kontrowersje. Niestety mam przeczucie, graniczące z pewnością, że obecnie nam panujące takimi nie są. Mam jednocześnie wrażenie, że nie kierują się rachunkiem ekonomicznym ani zdrowym rozsądkiem, a światopoglądem i własnym interesem. I to mnie martwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uważam, że pieniądze przeznaczone na "cel medyczny" jakim jest ivf nie są dobrym wyjściem. Czemu kolosalne pieniądze podatników mają przyczyniać się do igrania ludzkim życiem?? To, że ktoś porównuje ivf do cukrzycy - chodzi o niby fakt, że i tu i tu nie mamy wyleczenia z choroby - też jest głupie: przy cukrzycy pomagamy, ale nie krzywdzimy innych osób. Tu - przeciwnie.

      Usuń
    2. Twoje prawo tak uważać. Moje uważać całkiem inaczej.

      Problem polega na tym, że Tobie nikt nie odmawia prawa do postępowania zgodnie ze swoimi przekonaniami. A niepłodnym parom, próbuje się taką możliwość odebrać.

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pink, co do pozostałych Twoich punktów... Z wielką przyjemnością je czytałam, choć gula mi skakała oczywiście:) Ale postaram się w sposób wyważony odpowiedzieć;)

    #1 Nie wiem czy obawa, że gdy tylko dostaniemy szansę polecimy zaraz „po najmniejszej linii oporu” (kto tak ocenia in vitro „urwał się z choinki”, że pozwolę sobie użyć świątecznej nomenklatury;p) jest powodem tego całego zamieszania. A może ktoś zrobił po prostu badania, z których wynika, że polskie społeczeństwo bardzo na ten temat rezonuje. I tak powstały programy wyborcze. Może „zwyczajnie” chodziło o to, żeby ludzi poruszyć, oburzyć, zaangażować, a tym samym skłonić do głosowania.
    Co do wątpliwości czy metoda in vitro jest metodą leczenia się nie wypowiem. Tak jak nie wypowiadam się na temat tego czy ziemia jest płaska czy nie:)

    #2 Temat rzeka. Naprotechnologia, czyli to z czym styka się zdecydowana większość par niepłodnych (choć pewne środowiska starają się temu zaprzeczać), ma swoje ograniczenia. Dlatego kończą często na IVF. Problem polega na tym, że obserwacje i diagnozy stosowane w napro trwają bardzo długo. Obserwujemy cykl, diagnozujemy do znudzenia, a czas ucieka. Zabieramy cenne, z punktu widzenia prokreacyjnego, miesiące kobietom z niską rezerwą jajnikową, mężczyznom z azoospermią, parom które i tak od lat się już leczą i diagnozują bez efektów etc. Odsuwamy ich od najbardziej skutecznego dla nich leczenia, z każdym miesiącem obniżając szanse sukcesu (bo rezerwa spada, nasienie się pogarsza, coraz późniejszy wiek nie sprzyja), kiedy to już zdecydują się przejść do „ostatecznego” etapu.

    #5 To fakt. Nie wszyscy muszą. Ale dane demograficzne nie napawają optymizmem. Mały przyrost naturalny to jest realny problem. I będziemy musieli się z nim zmierzyć. Najlepiej na wielu polach, różnych, współgrających ze sobą, a nie jakimś jednym cudownym postulatem, bo taki nie istnieje. Czynniki, dla których dzieci się nie rodzą są liczne i skomplikowane. I dlatego nie można sobie wybrać tylko jednego, zaradzić mu i liczyć, że to rozwiąże sprawę. Tak się nie stanie. Trzeba podejść do tematu holistycznie, a to znaczy wziąć pod uwagę
    - i warunki bytowe rodzin,
    - i infrastrukturę typu szkoły, żłobki, przedszkola,
    - i rozwiązania prawa pracy,
    - i leczenie dla osób mających problemy z poczęciem,
    - i... dużo by tu jeszcze wymieniać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pink, lubię Ciebie, Twojego bloga i generalnie z większością punktów się zgadzam, ale jednak czytając fragment o panu Zdzisiu i pani Joli poczułam się jakaś taka...zniesmaczona. Chyba nie jest właściwym rozwiązaniem, by wszystkich potencjalnych beneficjentów tych 500 złotych wrzucać do jednego wora, opisanego jako "PATOLOGIA". Wiesz, to może być trochę krzywdzące dla sporej grupy porządnych, normalnych ludzi - zarabiających na życie uczciwie, tyle że znacznie mniej, niż pracownicy korpo chociażby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak - wielki niesmak pozostał po tym, jak zwyczajne, ale biedniejsze rodziny zostały wrzucone do worka z napisem PATOLOGIA. Czy fakt, że moja szwagierka ma 3 dzieci i nie zarabia tyle, żeby pozwolić sobie na Bóg wie co, sprawia, że jest gorsza?

      Usuń
    2. a propos tych 500zł na dziecko mam pytanie.
      Czy brane jest pod uwagę miejsce zamieszkania rodziny i np. koszt wynajmu mieszkania?
      Bo jeśli przyznaje się te pieniądze tylko na podstawie zarobków to uważam to za mocno krzywdzące dla osób mieszkających w dużych miastach.

      Usuń
    3. Ja już słyszałam tyyyyyle wersji na temat tego, kto dostanie, a kto nie, że chyba uwierzę w jedną konkretną wersję, jak sama premier Szydło do mnie zadzwoni... W każdym razie, najczęściej przeze mnie słyszaną jest ta, że na drugie dziecko dostanie każdy-bez względu na zarobki. Za to na pierwsze- jeśli dochód w rodzinie nie przekracza 800zł brutto. Ile jest w tym prawdy- nie wiem.

      Usuń
  13. Witaj
    Chcę dodać tylko od siebie,że mnie śmieszy np znana aktorka która opowiada o cudzie z napro.Ludzie ostatnio lubią w żywe oczy takie bajki opowiadać...
    Nie będę tutaj się rozpisywać czy jestem za in vitro czy też przeciw ale to co zrobili to nawet chamstwem za lekko by nazwać.

    Ja jednak uważam,że z tych '500' to najwiècej skorzystają ci którzy nie powinni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie śmieszy, że niektórzy chyba przy poczęciu danej pary byli, skoro twierdzą, że cud napro na pewno się nie zdarzył - Olka

      Usuń
  14. Brakuje pieniędzy na leczenie dzieci, bo są one źle rozgospodarowane przez NFZ i całą tą służbę zdrowia. Mnie wkurza to, że w tym kraju ciągle do czegoś ludzi się zmusza, że muszą mieć takie a nie inne poglądy, przekonania itp., inaczej jesteś zepchnięty na margines! To nie dotyczy tylko polityków- dla mnie to pół biedy, ale takie jest nasze społeczeństwo, zapytaj się zwykłych ludzi o in vitro, albo homoseksualizm ("wszyscy geje chcą adoptować dzieci" -znam kilku i żaden nawet o tym nie myśli) i nagle się okaże ile uprzedzeń, egoizmu i znieczulicy.
    Ps. nie miałam in vitro a na walkę o moje dziecko poszło przeszło 30 tysięcy

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam różne wątpliwości nt. in vitro, ale zgadzam się z Tobą. Jak słyszę "naprotechnologia " to nie mogę wytrzymać. Na panią Kożuchowską już patrzeć nie mogę wrrrrrrrr

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja odniosę sie do komentarza Anonimowej Anki .
    Aniu przeczytaj cały wpis jeszcze raz . Tylko najpierw ochłoń .
    Spokojnie od początku do końca . Albo nawet dwa razy . A potem przeczytaj swoj komentarz .
    Niestety śmiem twierdzić , że wyciągnęłaś zdania z kontekstu nie rozumiejąc całości ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, śmiem twierdzić, że nie wyciągnęłaś właściwych wniosków z mojego wpisu:)) Bądź pewna, że całość zrozumiałam:) Anka

      Usuń
  17. Pink Mamo, a ja myślę, że jak kontekst, skalę i powagę problemu, i tak napisałaś to wszystko w (miarę) spokojnym tonie. Bo mnie, której problem nie dotyczył, ciśnie się na usta niekończący się stek bluzgów, co się w tym kraju wyprawia. I pomijając wszystkie inne argumenty, równie ważne- oczywiście, to krew mnie po prostu zalewa, że to wszystko ma przede wszystkim kontekst ideologiczny. Szczerze? Chuj mnie obchodzą przekonania prezydenta i szanownej pani premier. Nie cofajmy się, na litość boską!

    OdpowiedzUsuń
  18. Pink nie wchodzę w dyskusję (nie chcę).
    Zgadzam się bardzo bardzo. Tyle.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie zastanawia co anonimowa Anka robi na takim blogu? Przeciwna in vitro, a czyta blog kobiety po in vitro?

    Ja zgadzam się z Tobą Pink w 100% procentach i nic mnie tu nie zgorszyło.
    Jakbym czytała swoje myśli :)
    Piszesz o tym o czym niektórzy boją się mówić.

    Taka jest prawda.
    Dlaczego my, który nie mamy dzieci mamy z naszych podatków sponsorować tych co mają dzieci!?
    500 zł na dziecko?
    Mam takie zdanie w tym temacie jak ty.
    Dają tym co mają dzieci, a tych co chcą je mieć olewają.
    Nie licząc się z naszymi chorobami, która towarzyszą niepłodności.

    Podsumowałaś to wprost idealnie :)
    Sama lepiej bym tego nie opisała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania zdaje się albo jest tu w ramach pokuty, albo... jakaś osobista krucjata, bo jeśli mnie pamięć nie myli, to dość aktywna bywała już pod innymi postami Pink. Jest taki typ ludzie w necie- do dziś ich rozgryźć nie mogę, żyją chyba tylko po to, żeby wchodzić w polemikę z autorem bloga, który ma poglądy skrajnie odmienne od ich toku myślenia. Nie wiem, czy to forma spędzania wolnego czasu, czy coś co ich kręci... Normalnie to się jednak nie wydaje :)

      Usuń
    2. Oj osobista krucjata chyba nie - bo jakoś nie przypominam sobie, że byłam aktywna pod innymi postami:) Mnie normalne tez się nie wydaje, jak ktoś bawi się w psychologa i próbuje rozgryźć co kto robi n a czyim blogu:))Anka

      Usuń
    3. Jeśli nie byłaś- to przepraszam. Aczkolwiek, skoro już tak sobie wymieniamy uprzejmości Aniu, to co Ci się w takim razie wydaje normalne? Bo już wiemy, że in vitro i zabawa w psychologa nie :)

      Usuń
    4. Uprzejmie oświadczę Pani Marto, że napisałam, iż normalne nie wydaje mi się jak ktoś bawi się w psychologa:). A co do in vitro - nie uważam, że to nienormalne, ale niemoralne - co do tego nie mam żadnych wątpliwości. A co wydaje mi się normalne? - jest baaardzo wiele takich rzeczy, osób, zdarzeń - chyba nie muszę Ci się spowiadać:) Pozdrawiam Anka

      Usuń
  20. No Pink , dałaś czadu;-)))
    Ja mama adopcyjna, która świadomie nie podeszła do in vitro, bo to dla mnie zbyt "skomplikowana" procedura jest (oczywiście upraszczam ), zgadzam się z Tobą. Każdy z nas powinien mieć wybór i powinien móc skorzystać z wszelkich dostępnych metod leczenia. Te 500 zł na dziecko to też nie jest zły pomysł - popatrz ile np. w Wielkiej Brytanii rodzice otrzymują na swoje pociechy - wiem oni płacą wyższe podatki, ale jednak państwo wspiera rodzinę. Ale to nie powinno być kosztem innych, to powinno być normą, a nie kartą przetargową.
    Moja ciocia ma 14-ścioro dzieci, tak, tak 14 pociech;-0 i nie zaliczają się do patologii. Wręcz bym powiedziała, że są osobami zaradnymi, z dużym gospodarstwem, domem itp. Także nie zawsze duża ilość dzieci równa się patologia;-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Popieram. Wszystko w punkt.
    Nic dodać, nic ująć.
    Nic więcej nie napiszę, bo nadal ten temat działa na mnie jak czerwona płachta na byka.
    Dyskutować z niektórymi anonimami sensu brak-szkoda czasu.
    Brawo Pink!!
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Hejka, dzięki za Wasze opinie :)

    Chciałam tylko sprostować dwie sprawy, zanim z błogością oddam się przed-świątecznej gorączce:

    1/ Nigdzie nie napisałam, że rodziny wielodzietne oznaczają dla mnie patologię.
    Przecież 500 zł na dziecko ma przysługiwać już na drugie dziecko a ja chciała bym mieć ich trójkę. Także... dwoje dzieci to ani rodzina wielodzietna ani z założenia patologiczna :) (ani troje, ani czworo - patologia nie zależy od ilości dzieci i na odwrót).
    Absurdalne jest stwierdzenie, że jak Cię nie stać na dziecko to go nie miej (no, może w przypadku 3,4 itd dziecka zaczyna mieć sens), ale to się tyczy także stwierdzenia w temacie IVF.
    Więc w obecnym stanie rzeczy - sprawiedliwość mamy ZEROWĄ.
    O to chodzi.

    Pieprzny przykład pana Zdzisia obrazuje jednostkową sytuację, która MOŻE mieć miejsce a nie zakłada, że wszystkie sytuacje takie będą. Jasne chyba.
    I kontrastuje z tym, że finansowania IVF nie będzie, dla nikogo.

    2/ Nie jestem przeciwna pomysłowi 500 zł na dziecko
    i nigdzie nie napisałam, że jestem :)
    Fragment dotyczący tego tematu stawia pytania i kontrastuje ze sprawą cofnięcia dofinansowania IVF.
    O samym pomyśle sama nie wiem, co myśleć, na pewno przyda się wielu (mojej mamie przed laty bardzo by się przydał), ale i pewnie będzie prowadził do wielu nadużyć.
    Myślę, że może warto by było skupić się też nad innymi aspektami, jak np. ściągalność alimentów, bo z autopsji wiem, że to kompletnie nie działa.


    I generalnie są to punkty, które są jakimiś urywkami całej wypowiedzi i nie są one sednem.
    W każdym razie - wyjaśnione.

    A teraz uciekam się relaksować, jako, że wczoraj dotarłam na południe do domu rodzinnego, oddałam pociechę w ręce babć i pierwszy raz od daaaawna mam okazję napić się ciepłej kawy.
    A w sobotę przyjeżdża małżon i zabiera swoje kobiety na 4 dni do SPA :)
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciepła kawa!!! Yeah! Ja nie mam jeszcze swoich pociech, ale przy licznych siostrzeńcach i bratankach musiałam się przyzwyczaić do picia zimnej. Teraz już mi to nawet nie przeszkadza tak bardzo, ale czasy gorących napojów wspominam z rozrzewnieniem;)
      Odpoczywaj, relaksuj się, zbieraj siły:)

      Usuń
  23. Dzięki za ten wpis. Podpisuję się pod nim. Jesteś w tym Wspaniałym domu rodzinnym, zazdroszczę :D. Ja się szykuję do wyjazdu. Bawcie się dobrze i tam i w spa, wróć młodsza o 10 lat ;).

    OdpowiedzUsuń
  24. Bawcie się dobrze, odpoczywajcie i cieszcie sobą oraz resztą rodzinki. Przed Wami wyjątkowe święta :* Pierwsze święta Melanii- ale czad, co?

    OdpowiedzUsuń
  25. Rozumiem obie strony - i to co napisała Pink i to co napisała Ania. W tych kwestiach jest naprawdę bardzo cienka czerwona linia i czasami jedno słowo potrafi zranić, oburzyć, obrazić. A że zrobiło się z tego powodu gorąco... kazdy ma prawo do wyrażenia swojego zdania - w granicach przyzwoitości językowej, oczywiście.
    Peace, freedom, love!
    A co do wycofania refundacji in vitro. Trochę, nieco, odrobinę nie rozumiem tego oburzenia teraz. Tzn. rozumiem, bo sam fakt zabrania wielu parom tej możliwosci jest oburzający.
    Ale rok temu mówiłam swoim znajomym, żeby sie nie zastanawiali jeśli biorą pod uwagę in vitro, ponieważ kiedy PIS dojdzie do władzy, to na pewno ci znajomi będą musieli liczyć się z kosztami z własnej kieszeni. PIS mówił przecież od zawsze jakie ma zdanie na temat in vitro.
    Jeśli na kogoś można się tu oburzać, to raczej na wyborców PISu - szczególnie tych, którzy dali sie omamić obietnica 500 złotych i czasami bardzo diametralnie zmienili swoje poglądy polityczne... czyli skoczyli z lewa, albo z centrum na prawo, jak chorągiewką zawiało.

    OdpowiedzUsuń