poniedziałek, 4 stycznia 2016

Przyszłość bloga



Nastał Nowy Rok, więc czas wrzucić dwa słowa, które już dawno czają się w mojej głowie.
Dwa słowa w temacie przyszłości bloga.

Blog powstał z potrzeby, w trudnym momencie mojego życia, w kilka miesięcy po odebraniu fatalnych wyników nasienia męża.
Zaczynając pisać sama do końca nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo niepłodnościowy news uderzył w moje małżeństwo, w Niego i we mnie. Dopiero pisząc, pewne sprawy stawały się jasne i zrozumiałe.
Koniec końców blog stał się kroniką naszych zmagań, kolejnych diagnoz, leczenia i kuracji, nadziei, wzlotów i upadków, dojrzewania i przechodzenia przez procedurę in vitro a finalnie ciąży.

W tym trudnym czasie poznałam wirtualnie kilka innych, niepłodnych blogujących dusz, z którymi wspierałam się wzajemnie. Większość z nich po zajściu w ciążę / urodzeniu dzieci przestała pisać lub założyła inne blogi. W każdym razie porzuciły niemal całkowicie pisanie o niepłodności.

A ja nadal to robię, mimo że moje dziecko za niecały kwartał skończy rok.

Z potrzeby.
To nie jest tak, że zadręczam się tematem niepłodności i nawet jako matka nie umiem się cieszyć z wygranej wojny.
Myślę, że wśród czytelników mogą pojawiać się myśli "po cóż ona ciągle gada o tym samym" lub "biedna kobita, ma dziecko i w kółko mieli ten temat", "ileż można gadać o in vitro".

Niepłodność już nie towarzyszy mojej codzienności.
Mam dziecko, nowe życie, jestem (niemal) wolna.
Pozostało też jednak jakieś takie poczucie misji, żeby tej niepłodności nie zakopywać na amen- dla siebie i dla innych.
Można by powiedzieć, że zrobiłam sobie z niej... hobby.

Długo się zastanawiałam w jaką stronę powinien pójść ten blog.
Zostać typowym blogiem parentingowym? A może w ogóle w aktualnej sytuacji pisanie nie ma już sensu?

Werdykt na ten moment jest taki, że blog zostaje w niezmienionej formie.
Będę pisać o moich spostrzeżeniach i przygodach z macierzyńskiej ścieżki, tło niepłodności zostaje.
Czasami, tak jak dotychczas: będą wpisy lekkie i przyjemne, a czasami te z serii hard, które wielu podniosą ciśnienie do ekstremalnego poziomu.
Zero kompromisów.
I jeszcze raz podkreślam: to, że będę pisać o in vitro, niepłodności mojej i innych, nie oznacza, że zostałam zakładniczką tego tematu.

Poza hobby (choć trochę tragikomicznie to brzmi) dostaję wiele sygnałów, że pisanie o tym zagadnieniu przynosi jakąś ulgę nie tylko mnie, ale i innym zmagającym się z problemem.
I cieszę się, że coś, co sprawia mi tyle radości niesie też jakiś realny pożytek innym.

Ale przede wszystkim: I'm loving it!
Ja po prostu uwielbiam pisać :)


26 komentarzy:

  1. Uff....juz się przestraszyłam że znikniesz . Cieszę się ze jednak nie . :)

    OdpowiedzUsuń
  2. i pisz.... jestem tu częstym gosciem, hoc wiekiem mi do was młodych daleko, ale sledze zmagania z niepłodnościa, narodziny dzieci, wychowanie, to wszystko co tworzy rodzine.... i bardzo się cieszę, że nie zmykasz bloga
    życzę na Nowy Rok samych radosnych i szczęsliwych dni

    OdpowiedzUsuń
  3. uff, już się wystraszyłam że zamkniesz bloga! Nie rób tego ;-) Jakieś pół roku temu pochłonęłam Twojego bloga w całości. Teraz często tu zaglądam, sama podchodzę do INF i wracam do Twoich postów-bardzo mi pomagają. Jakaś pozytywna moc z niego bije. Dzięki Pink ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pink, miałam dać znać, co z moim transferem. A więc... Zarodek się podzielił i jestem w bliźniaczej ciąży!
    Pozdrawiam i proszę o kciuki ;) zapowiada się niezła jazda z moim maluchem jednym już w domu.
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhhh retyyyyy, jak to się podzielił? :)))
      Weź nie strasz, bo jak mnie się jeszcze zaczną dzielić to będzie niezły cyrk.
      A to blastocysta się podzieliła jeszcze? Czy jakiś inny etap?

      Anway GRATULACJE Mamuśka :)
      Cud nad cudy :)

      Usuń
    2. Nie, ja miałam mrożone dwudniowe ;) i taki własnie się podzielił. Jako że miałam podane dwa, to brałam pod uwagę, że mogą być bliźnięta, ale ten scenariusz wybił mnie z butów totalnie. Boję się o samą ciążę, bo już wiadomo, że jest jednokosmówkowa, a nie wiadomo jeszcze, ilu owodniowa. Ale dziękuję za gratulacje. Mam nadzieję, że będzie ok. Moja invitrowa matematyka jest bardzo łaskawa. Jedna stymulacja, jeden transfer- syn, teraz drugi transfer i bliźniaki. To już wszystkie moje zarodki ;)
      Kasia

      Usuń
  5. A i dodam jeszcze, że super, że wracasz do tematu in vitro. Ja też już jestem po, ale mimo tego nadal bardzo często o tym myślę, rozmawiam, analizuję ;) może to jest tak, że niektóre z nas idą do przodu w momencie urodzenia dziecka, a inne, jak Ty czy ja nadal czują potrzebę pozostania jedną nogą w tym światku. Kasia

    OdpowiedzUsuń
  6. To twój wirtualny świat i pisz o czym chcesz. Jak ktoś Cię skrytykuje za co źe piszesz, co ci na wątrobie leźy to wytłumacz sobie, źe syty głodnego nigdy nie zrozumie. Ja niepłodność mam za sobą, adopcję też, dwoje wymarzonych dzieci i nie wyobrażam sobie że mam nagle przestać o tym myśleć, przecieź to droga która nas ukształtowała, doprowadziła nas do dzieci więc i ja wałkuję temat ile będę potrzebowała.
    Pozdrawiamy Was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uff. też miałam przez chwilke stresa:P Pisz pisz - w jakiejkolwiek formie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna decyzja, Pink! :) Podobnie jak Dziewczyny dostałam niemal paraliżu na widok tytułu posta i już obawiałam się, że nas opuścisz. Po prostu pisz - o czymkolwiek, bo w każdym temacie świetnie Ci to wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że wszystko zostaje takie jak jest. Bo jest dobre :) Życzę Ci wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku, żeby był jeszcze lepszy niż poprzedni :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też się cieszę :) Pozdrawiam i życzę pomyślności w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajnie.Nadal będę czytać! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pink - bardzo rozumiem. I bardzo popieram. W takiej formie go właśnie uwielbiam :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja rowiniez podczutuje Twojego bloga i na chwile zamarlam jak przeczytalam tytul posta!!! Ufff, kamien z serca ;). Sama problemow z zajsciem w ciaze nie mialam, ale in vitro interesuje mnie bardzo. Pewnie dlatego ze znajoma tez zmagala sie z problemem nieplodnosci, poronieniami....i jakos tak zylam z nia tymi newsami az sama zaczelam sie zaglebiac w temat. Twoje przemyslenia, doswiadczenia sa na wage zlota dla tych kobiet ktore staja na poczatku drogi w walce o szczescie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pisz o tym co dyktuje serce. Tylko wtedy blog jest prawdziwy i ciekawy. To w Twoim blogu lubię, to ze jesteś sobą i nikogo nie udajesz.:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajnie się Ciebie czyta i super, że dalej będziesz kontynuować :)))
    Sama jestem przed 3 transferem i po cichu liczę na to, że wkońcu się uda i jak Ty będę miała swoje dziecko :))))

    OdpowiedzUsuń
  16. Wez nie strasz Pink! Po przeczytaniu tytulu myslalam, ze zamykasz bloga! :D

    Ciesze sie, ze jednak zostajesz, a Twoj blog podoba mi sie takim, jaki jest. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Pink, nie strasz! ;) Pisz o czym chcesz, to Twój blog! Choć nie ukrywam, że lubię u Ciebie czytać o niepłodności. Bo ja.. bo ja chyba jestem taką samą masochistką jak Ty ;) I lubię drążyć ten temat i rozkładać go na czynniki pierwsze. Czuję, że nawet gdy pojawi się dziecko, to nadal będę o nim myśleć. Nie wiem, czy da się o tym zapomnieć, przecież to kilka lat mojego życiorysu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziewczyny, dzięki za wszystkie miłe komentarze :)
    To baaardzo miłe wiedzieć, że ktoś te moje wypociny czyta i nawet się utożsamia :)

    Tym bardziej miło będzie się pisało :)
    O niepłodności niebawem będzie sporo, bo tyle jej ostatnio wokół mnie, że fuj..

    OdpowiedzUsuń
  19. Ufff! Nie wiem czemu, ale po przeczytaniu tematu od razu zaczęłam w głowie kreślić czarne scenariusze - dobrze, że to tylko strachy na lachy:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Cieszę się, że dalej będziesz pisać, lubię Ciebie czytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja też lubię Cię czytać, więc pisz i nie krępuj się;-)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Naturalnie, że nie możesz zamknąć tego tematu i bloga! To jest pisanie z misją!

    OdpowiedzUsuń