niedziela, 10 stycznia 2016

Rzeczpospolita niepłodności



Gdziekolwiek się nie obrócę, widzę niepłodnych.
W ostatnich miesiącach zetknęłam się w moim otoczeniu z kilkoma case'ami.
Każdy z nich angażuje mnie emocjonalnie, ale taka już jestem, że zdrowy dystans nie należy do moich mocnych stron.

#1 
Pani Rehabilitantka
pisałam już o niej (#chapter 3).
Podeszła do IVF.
Policystyczne jajniki, miała minimalną stymulację - prawie jej właściwie nie miała.
Okazało się, że naprodukowała rekordową liczbę komórek - 38 lub 48, już nie pamiętam.
Z tego 11 zarodków.
Musieli przełożyć transfer, który się odbył ostatecznie na koniec listopada.
Wtedy widziałam się z Nią po raz ostatni przed długą przerwą świąteczną.
Jeśli by się udało miała iść na zwolnienie. Jeśli nie - widzimy się w Nowym Roku a ja obiecałam o nic nie pytać.
Byłam w poniedziałek. Była.
O nic nie pytałam, udawałam, że tematu nie ma.
Sama zaczęła na koniec.
Udało się, ale na chwilę. Beta spadła.
Cieszy się, że choć "trochę" się udało, że cokolwiek się zadziało.
Będą próbować dalej. Mają zarodki. Jest w dobrym stanie psychicznym.

#2
Dawna Przyjaciółka
o której szerzej pisałam tu.
W skrócie: starają się o dziecko już chyba z 7 lat. Kilka nieudanych inseminacji.
Problem u niej, niskie AMH.
W końcu podeszli do IVF. Bardzo mocna stymulacja.
Jeszcze za chyba nikogo aż tak mocno nie trzymałam kciuków.
Ostatecznie pobrano... jedną prawidłową komórkę jajową.
Zarodek nie rozwijał się prawidłowo. Właściwie to nie jestem pewna, czy ona w ogóle się zapłodniła...
Nie było czego podawać nawet. Nie mają żadnych mrozaków w zapasie.
I perspektyw na to, żeby było lepiej.
Chcieli podchodzić jeszcze raz, ale lekarz trochę ostudził ich nadzieje na bardziej udaną stymulację w przyszłości. Zasugerował rozważenie komórki dawczyni lub adopcję zarodka.
On jest chętny na adopcję oocyta. Ona nie chce, twierdząc, że to za daleko wszystko idzie, że chyba nie chce "za wszelką cenę".
Rozważa różne scenariusze, zainteresowała się adopcją.
Podesłałam Jej link do bloga Ali, która jest adopcyjną mamą (i biologiczną też, w drugiej kolejności czasowej). (liczę, że nie znajdzie mojego bloga przez to..)
Jedyne co mogę zrobić, to Ją wspierać i wysłuchać, bo to są już tak ważne decyzje, że muszą podjąć ją bez jakichkolwiek sugestii.
Bała bym się brać odpowiedzialność za jakąkolwiek radę / podpowiedź / sugestię w tym temacie.
Chyba nigdy aż tak nie trzymałam kciuków.
Nawet za ten ich cud. Już chyba nie była bym nawet "zazdrosna" (wiecie w jakim sensie).
Żeby im się tylko udało.

Z Dawną Przyjaciółką bardzo poprawiły nam się relacje.
Od czasu mojej ciąży PARADOKSALNIE jest lepiej, inaczej.
Została mamą chrzestną Meśki. I fajnie.

Jeśli macie wolne pokłady jakiejś dobrej energii / życzeń / modlitwy / whatever - popchnijcie je w Jej stronę. Fenks.

4 komentarze:

  1. No to razem ostatnio taplamy w tym samym "bagienku" niepłodności :) Twoja przyjaciólka jest teraz w bardzo trudnej sytuacji i musi sama sobie wszystko poukładać i przemyśleć. I jeszcze dogadać się mężem (ech.. jak sobie przypomnę, jao to u nas było..!) Kurczę, strasznie mi jej szkoda. I choć sama stałam przed decyzją, co dalej, to zawsze bardzo współczuję osobom, które muszą zmierzyć się z taką sytuacją. I podobnie jak Ty, życzę im cudu. Fajnie, że z nią jesteś w tym czasie i wspierasz.
    P.s. Pink, ja na Twoim miejscu chyba bym się bała, że przyjaciółka znajdzie Twojego bloga. Przecież Ty komentowałaś u Ali, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Komentowałam, a jakże.
    Ala ma mnie nawet na liście czytelniczej z tego co pamiętam.
    Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pink Mamo gdybym mogla to bym Ci postawila piwo albo wyciagnela na kawe:-) Jestem z Toba od poczatku gdy ten blog byl jeszcze na czyms innym ( juz nie pamietam nawet). Fajna Babeczka z Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasi bliscy znajomi też "zaskoczyli" na krótką chwilę...

    Wiesz co? Od wczoraj dumam nad Twoją przyjaciółką. Adopcja zarodka... a adopcja z OA... Myślę, że będąc na Twoim miejscu też powstrzymałabym się od sugerowania czegokolwiek, a tym bardziej namawiania, ale gdybym miała dumać o sobie? Zdecydowanie wolałabym adoptować zarodek... Absolutnie nie będę tu wypowiadała się na temat budowania więzi w czasie ciąży, bo jestem głęboko przekonana, że mamy adopcyjne również tą więź mają. Po prostu... dla mnie chyba jednak miałby znacznie sam fakt bycia w ciąży i świadomość, że zrobiłam w tej ciąży wszystko, aby maluch urodził się zdrowy...
    Trzymam kciuki, aby podjęli najlepszą dla Nich decyzję, i aby była ona Ich wspólnym, świadomym wyborem.

    OdpowiedzUsuń