niedziela, 10 stycznia 2016

TO


Koleżankom z mojego grona młodych mamusiek, które zdecydowały się "na drugie" rosną brzuchy.
Uwypuklają się te ich modne bluzeczki. 
Zaokrąglają się. 
Kolejne USG uchylają kolejne rąbki tajemnic - długości, wagi, płcie. 

A we mnie to wzbiera. 
TO pojawiło się, jak Meśka miała kilka tygodni. 

Pamiętam jak leżąc na porodówce po nieudanej próbie indukcji porodu SN i czekając na "dzień ostateczny" przeklinałam na czym świat stoi, że NIGDY WIĘCEJ. Byłam w panice. Chciałam wszystko anulować. Trudno. Dożyjemy sobie w dwójkę + 2 koty późnej starości i dobra. 
Wkurwiała mnie nawet reklama majonezu w szpitalnym TV, bo qrwa, ja tu przeżywam życiową traumę paniki przedporodowej, brzuch mnie boli, jutro czekają mnie tortury z wyrywaniem paznokci włącznie, będę błagać o śmierć, a oni mi tu "majooo majooo" wyśpiewują. Nigdy w życiu nie kupię tego majonezu. 

24h później.
Stoję w łazience, z rozpłatanym podbrzuszem, po nogach leci czerwona Niagara, zalewając brodzik. Ja ledwo mogę sięgnąć po ręcznik. Zgięta w pół obmywam niedbale żelem całe ciało, spłukuję.
Próbuję się wytrzeć, ale jak, skoro leci. Leci, kuźwa no. 
"Ooooo, kolejne chyba adoptujemy. Nigdy, kurwa, więcej. Bardzo dziękuję. Trzeba było, kuźwa, cisnąć dołem?!."

Młoda ma 7 dni. 
Zbieram się do kupy, ale wyglądem przypominam dziewczynkę z TheRing, na świeżo po wyjściu ze studni. Piersi wielkości i wagi piłki lekarskiej, rozrywają mi skórę, rujnując na zawsze moje dotychczas niewinne jak lilijka 75B. 
Moje nadal rozlazłe cielsko, spoczywa na podkładzie poporodowym, zalewając się różnymi płynami organicznymi. Meśka nie dojadła, dostałam zatoru, mam gorączkę, siódme poty, dreszcze. Męczę laktator, ale nie leci. Oh God, why? Bo jestem tak zestresowana.
O, nie prędko. O nie.

Mija kilka tygodni i pojawiają się te myśli.
TO kiełkuje. 
Jest fajnie. Młoda jest grzeczna. 
Zalewają mnie endorfiny. 
Jesteśmy zajebiści w rodzicielskim duecie. 
MOGLIBYŚMY mieć drugie dziecko. 

Mija kilka miesięcy.
Już wiem, że w rodzicielskim duecie jesteśmy far fucking away from "zajebiści". 
Przychodzi czas na kryzys, na skakanie sobie do gardeł, na wyrzuty i pretensje. 
TO nadal jest.

Zaczynają się rozkminki organizacyjne:
3cie piętro bez widny, sporo jeszcze upłynie, zanim pokona te schody sama. 
Wnoszenie zakupów. 
Składanie i rozkładanie wózka. Pakowanie go do samochodu.
Organizacyjnie będzie ciężko z drugą ciążą.

A co z macierzyńskim?
Jestem na samozatrudnieniu przecież. 
Co z moją pracą? Kit z karierą, ale wypadnę z obiegu.
W mojej branży taka długa przerwa to strzał w kolano.

Kiedy wracam do domu ze spotkania z koleżankami, z newsem o 2 ciążach w towarzystwie, w Jego reakcji słyszę, niby żartobliwe:
"A my? Kiedy?"
Wiem, że TO nie napadło i trzyma tylko mnie. 

Decyzja: 
nie, na razie nie. 
Za 2 lata jakoś. 

Telefon do kliniki.
Z ciekawości. Hipotetycznie. 
Pani embriolog, a co z karmieniem? Gdybyśmy, tak teoretycznie, chcieli podejść do transferu, to..
"Trzeba by było odstawić. Bo leki przenikają do mleka. I to tak 2-3 miesiące przed transferem, bo prolaktyna musi się unormować. Ale proszę nie odstawiać. To jest jej czas. Ja długo córkę karmiłam. Korzyści nie do przecenienia (...) " 
Nie odstawię Jej. Nie chcę. 
Lekkie poczucie niesprawiedliwości, że znowu jakieś ograniczenie, że nie możemy teraz, bo musieli byśmy zabrać córce Jej czas kp.
Choć nie twierdzę, że gdybyśmy mogli, to byśmy w to poszli. Nie. 

Koniec ubiegłego roku.
Decyzja: wracam do pracy, nie od marca, ale jakoś może późna wiosna / wczesne lato. 
Meśka pójdzie do żłobka. Prywatnego, ale spróbujemy. Ona ma charakter po mnie, ma potencjał na żłobek. 
Jestem podekscytowana. Aktywnie podeszłam do tematu szukania nowej pracy (do starej nie wracam). 
Pojawiają się jakieś perspektywy. Jest ruch w interesie. 

Ale TO nadal jest.
Takie irracjonalne, instynktowne pragnienie.
Poczucia znowu tej nadziei oczekiwania.
Tych dwóch kresek na teście.
Dzielenia się z rodziną i najbliższymi tym newsem. 
Rosnącego brzucha. 
Ruchów (Jesu, ale serio? To mnie tak bolało.)
Radości USG.
I... porodu. Najlepiej próby SN, bo teraz jestem gotowa. 
I tego pomnożenia miłości przez dwa, choć jest strach, że żadnego dziecka nie będę umiała pokochać tak jak Jej.
Pomijając zupełnie fakt, że jako duet rodziców kompletnie nie umiemy się zgrać i jeszcze chyba daleka droga przed nami, żeby przegonić kryzys. 

To pragnienie jest i rośnie, choć wiem, że na razie nie pójdziemy tą drogą. 
Plan nakreślony na jakieś 1,5-2 lata. 
Choć jak wiemy... wypadki chodzą po ludziach. 


27 komentarzy:

  1. M...mmm.. wiem i nie wiem, z jednym chciałam mieć drugie, potem przeszło w walkę na śmierć i życie tego przyszłego dziecka.Po 4 latach dobrnęłam do mety. Pierwsza ciąża była wręcz dla mnie niezauważona, super kondycja fizyczna i psychiczna od początku do samego końca. Druga to walka od pierwszej bety aż do urodzenia i powrotu do domu. Walka przede wszystkim psychiczna, trzeci raz sobie tego nie zafunduję. On by chciał i trzecie i czwarte, ja mam dość, tego strachu i myśli, że kuszę los, nie chcę tego psuć. Jest dobrze i tak ma być. Straciłam naprawdę wiele przez te lata. Miłość do drugiego dziecka po prostu się pojawia, nie kocha się go ani mniej ani więcej od pierwszego, ot! taki fenomen. Warto jednak iść tą drogą we dwoje, choćby organizacyjnie i żeby mieć czas dla tego pierwszego. Moje dzieci różnią się od siebie jak ogień i woda, pierwsze bezproblemowe, od początku umiejące się sobą samo zająć, a drugie wymaga ciągle uwagi, kontaktu, zupełnie inny charakter i inaczej znosi dolegliwości wieku niemowlęcego, aż trudno mi uwierzyć, że to rodzeństwo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, otóż to- nigdy nie wiadomo jak będzie przebiegała kolejna ciąża.
      I jaka będzie ta następna pociecha. Mela jest aniołkiem, a kto wie co będzie dalej. My z bratem różnimy się diametralnie.
      Pożyjemy, zobaczymy.

      Usuń
  2. Ja w sumie drugie dziecko mogłabym mieć od razu. Nie powiem, że nie miałam wątpliwości. Martwiłam się o pracę, narzekałam na za małe mieszkanie itp.,ale od razu nie uważałam sprawy za zamkniętą. Mój model rodziny to co najmniej 2+2...Niestety demony niepłodności wróciły, nie zdarzył się nam żaden wypadek, ba! nawet nie mogło to co zadziałało z Olkiem (czyt. 3 nieudane iui w drugiej serii). Teraz się nie staramy i jest ok, ale było ciężko. Musimy doceniać to co mamy.
    P.S.
    No Wy chyba niestety nie możecie pozwolić sobie na "wypadek" :/...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie 2+2 to piękny model. A może nawet i większy. Ale jednak dobrze by było stanowić zgrany duet małżeński, bo w powiększonym składzie będzie zdecydowanie..weselej.

      Usuń
  3. Moja córka ma 13 mc i też bije się z myślami...co tu dalej...
    Bardzo pragniemy drugiego dziecka ale ja z kolei miałam ciąże zagrożona i nie wiem czy już mi psychika odpoczęła ;-) czy JA jestem gotowa :-/
    P.s ta co urodziła sn marzy o cc,ta co urodziła cc marzy o sn ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezupełnie,ja miałam cc i tak panicznie się bałam porodu sn, że zalatwilam sobie drugą cesarke.

      Usuń
    2. A ja właśnie rodziłam sn i chciałabym cc.

      Usuń
    3. Z tymi porodami to jest nierozstrzygalna dyskusja.
      Jedne tak, drugie śmak.
      Tak jak każdy poród jest inny - nie wiadomo czy się cieszyć z tego, czy płakać :)

      Ja mimo wszystko tak fantastycznie zniosłam pierwszą cesarkę, że obstawiam, że nie ma opcji, żebym tak zajebiście zniosła drugą :)
      Po prostu tak się GIGANTYCZNIE cieszyłam, że już po wszystkim, że horror paniki przedporodowej się skończył, że ból mnie w ogóle już nie interesował :) Czułam się jakbym wygrała milion dolarów.

      Usuń
    4. Punk,miałam identycznie, jak po 12 godzinach akcji skurczowej przynieśli mi papiery na cc to miałam ochotę całować te ręce co mi dlugopis podały ;))
      No jakby mi ktoś z pleców zrzucił wór kamieni.

      Ps, drugie cc znioslam o wiele gorzej, ale i tak nie żałuję.

      Usuń
  4. U nas TO już prawie, prawie popchnęło nas do kolejnej wizyty w ośrodku adopcyjnym. Byliśmy jak ten lisek, co to "już był w ogródku, już witał się z gąską...", a potem kilka porządnych kryzysów (małżeńskich, dzieciowych i nie tylko)skutecznie ten początkowy zapał i entuzjazm ostudziło. Na razie jeszcze nie mówimy "NIE", ale na pewno nie mówimy też "TAK" i nie idziemy w TO jak w dym. Dajemy sobie czas - sami nie wiemy, ile...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, nigdy nie wiadomo, kiedy jest ten odpowiedni czas.. :) Zawsze COŚ.

      Usuń
  5. Mi się zachciało Tego już w połogu... chciałam się starać o drugiego malucha tak półtora roku po poerwszym,bo miałam cesarskie cięcie.

    Ale karmiłam piersią i okres wrócił mi po 21 miesiącach dopiero. Nie zdecydowałam się odstawić,mimo że tak bardzo chciałam drugiego malucha.

    W końcu gdy okres się pojawił zaszlam w tym samym cyklu w ciążę, niestety w 10tc dowiedzieliśmy się,ze malenstwu przestało bić serduszko. Zabieg, 3cykle czekania i trzecia ciąża,której owocem jest moja obecnie 4miesięczna córka.

    Uff i już nigdy więcej, druga cesarka dała mi w kość!

    Chociaż czasami myślę sobie,ze może tak za trzy lata....:)

    Powodzenia w realizacji planów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Megi bardzo mi przykro z powodu Twojej straty :(

      Mówisz, że druga cesarka gorsza niż pierwsza?

      Usuń
    2. U mnie akurat była gorsza niż pierwsza, może też dlatego, że pierwsza mi robili jak byłam mega wymeczona skurczami i z rozwarciem 7-8cm,miałam ochotę umrzeć: )) więc ta cc była jak zbawienie.

      Druga była już zaplanowana,więc może dlatego wydała się bolesniejsza. Chociaż i tak wstałam szybko i w porownaniu do dwóch dziewczyn na sali w miarę się trzymałam.

      Dziękuję za mile słowa, strata boli,choć minął rok i cztery m-ce...też przez to zdecydowalam się na cc, bo jakby się miało drugiemu malenstwu coś stać...wolałam by dr szybko ją wyjął z brzucha,by jej nie narażać.

      Wiem,że to niepopularne, uważam,że poród sn niepowiklany jest najlepszy dla dziecka, ale też wydaje mi się nieprzewidywalny i niebezpieczny. Ja po pierwszym porodzie sn a w zasadzie jego próbie nie zaufalam już sobie na tyle by próbować urodzić córkę.

      Druga cc była ciezsza,ale się pozbieralam, po miesiącu było już zupełnie okej. Ale się rozpisalam! ;)

      Usuń
  6. Musze przyznac Pink, ze masz talent to zmylkowych tytulow! Jak ostatnio napisalas "przyszlosc bloga", wystraszylam sie, ze go usuwasz! Teraz przeczytalam "to", a na obrazku "2", wiec pierwsze co mi przyszlo do glowy, to ze na bank jestes w ciazy!!! :D

    Znam to "TO" az za dobrze... I w szoku jestem jak silne jest to pragnienie kolejnego dziecka! Wiesz, przez 3 lata, kiedy staralismy sie o Bi, myslalam, ze juz bardziej cierpiec nie mozna, ze jak bede miala dziecko, to ono zagluszy ta tesknote calkowicie. Mam dwoje, wiec zadnej tesknoty teoretycznie nie powinno nawet byc! A tu guzik! W listopadzie stracilam wczesna ciaze biochemiczna i od tego czasu po prostu nie moge przestac myslec o kolejnym maluszku! Jak madrze napisala ostatnio u Juti Marta W, teskniac za kolejnym dzieckiem, wie sie juz czego nam brakuje. Pewnie osoby nadal walczace o pierwsze dziecko sie nie zgodza, ale wedlug mnie pragnienie kolejnego potomka jest jeszcze silniejsze. W koncu pragnac pierwszego, tesknimy za czyms tajemniczym i enigmatycznym, brzmiacym cudownie, ale tak naprawde tego nie znamy. Nawet pracujac jako niania, albo pomagajac w opiece siostrze/ kuzynce, to nie to samo co posiadanie wlasnego malucha. Dopiero kiedy pozna sie smak macierzynstwa, wiemy za czym konkretnie tesknimy. I to jest najgorsze! Ja mam juz dwojke, chcialabym trzecie, a w psychicznym stanie (to pewnie zaostrzone przez listopadowa strate) jestem gorszym niz przed pierwszym! Sama siebie nie poznaje! :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, w temacie posiadania dzieci rządzą nami pierwotne instynkty :)
      Choć zupełnie nie podejmuje się rozdłubywania różnic w oczekiwaniu pierwsze vs kolejne..

      Postaram się już nie straszyć tytułami ;)

      Usuń
  7. TO chodzi też za mną... Tyle, że u mnie TO przypisane jest liczbie 3... I choć z zupełnie innych powodów, to pewnie TEGO nie będzie. Ale myśl i żal... no są.
    U Ciebie na szczęście jest szansa, że wraz z tym, jak Melania będzie rosła, czas szybciej Ci zleci. Taki roczniak, biegający, zaczynający z czasem mówić potrafi nadać mega tempa życiu. A wtedy ani się obejrzycie, a pojawi się zielone światło do tego, żeby móc znów cieszyć się tym wszystkim, co jest tak absolutnie zachwycające.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojjj skąd ja to znam... doskonale rozumiem... mam to samo... i też na razie czekamy... przede wszystkim ja muszę wrócić do pracy, bo inaczej zostalibyśmy tylko z męża pensją i nie dali byśmy rady :(

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas podobnie, tyle ze kwestia 3 dziecka ( no dobra, mojego 3 bo to nasze wspólne to mojego M jest pierwsze. Starsze juz w gimnazjum ( i kto myśli, ze fajnie, bo odchowane, to nie wie, o czym mowa...teraz dopiero jest jazda bez trzymanki...), młodsze w przedszkolu. Mieszkanie 116m, z winda i tarasem, tylko co z tego? Z jednej strony bym chciała, z drugiej paralizuje mnie lek organizacyjny, finansowy trochę jednak tez ( nie chce juz drugi raz przerywać pracy i być bez swoich dochodów). Wiem tez, ze mam juz 37 lat i jesli nie teraz to... Ale te chwile, gdy padam ze zmęczenia na twarz, gdy czasem czuje, ze juz dłużej nie dam rady... No nie pocieszę Cię, przy drugim nie jest łatwiej, do problemów typu standad dochodzi jeszcze relacja miedzy rodzeństwem ( nie wierz temu co widzisz na Instagramie, jak to cudownie sie kochają... Owszem, czasem taka chwila bywa...). I ta myśl, ze kiedys kobiety jakos dawały rade, tylko czy o to chodzi aby wszystko bylo tylko JAKOS???

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja Droga doskonale wiem o czym piszesz i temat drugiego dziecka też zaprząta moją głowę.Najpierw była opcja że już teraz,natychmiast jak tylko przyjdzie okres,odstawiłam młodego od cyca co akurat w Naszym przypadku gładko poszło ponieważ było tylko nocne. Okres przyszedł po 2 miesiącach od idstawienia synka i ... I mąż stwierdził że nie jeszcze nie teraz.Dla niego mając dwoje dzieci masze obecne M jest za małe (50m- dwa pokoje +kuchnia z salonem), marzy mu się zmiana a najlepiej dom i działka.Takie marzenia to zbieranie kasy latami a ja powiedziałam sobie że do max 35 lat będę w ciąży drugiej.Dwa mrozaczki czekają,ehh ale kiedy je zabierzemy czas pokarze.Na ten moment syn ma iść do żłobka we wrześniu czyli mając prawie półtora roku.Nie wiem jak ja to przeżyję ponieważ więź między nami jest bardzo silna a do pracy wracać trzeba.Dylematy,dylematy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja TEGO chciałam zaraz po urodzeniu Ł. Ale przyszło mi czekać siedem lat. Różnie się układa w życiu...

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie TO dopadło już w szpitalu po porodzie ;-). Po 7 miesiącach zaczęliśmy starania. Minęło pół roku i cisza w temacie. mam wrażenie, ze cały koszmar zaczyna się od nowa. Czekamy na wyniki badaj męża. Boję się.

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja historia jest inna, pewnie wiele osób mnie opluje < Mam już 44 lata. To chyba wszystko mówi. Mam już 3 troje dzieci, 1 poronienie 2 lata temu. Od tamtej pory nie umiem życ, spa, pracowac, cieszyc sie czymkolwiek. Jestem szczęśliwa i nieszczęśliwa zarazem. O niczym innym nie myślę, tylko o ciąży. Każda miesiączka to rozpacz. Wierzcie,że pragnienie pierwszego i dziesiątego dziecka jest takie samo. Ale ja mam 44 lata. FSH 14 w 3 dniu cyklu, AMH półtora roku temu 1.4. I wiem , że to koniec. Ale ta nadzieja każdego mioesiąca wykańcza mnie. Od 2 lat nie psałam bez leków nasennych. Ledwo chodzę do pracy ( jestem pielęgniarką). Życzę Wam spelnienia marzeń.

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajnie,że "2" w planie.Ja moge tylko pomarzyć,chociaz nawet tego sie obawiam,bo potem bedzie bardziej bolało...
    Chce sie,mimo wszystko

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana, nie wiem czy mnie pamiętasz, walczyłyśmy razem podczas ivf, Tobie się udało, mnie 2 razy nie, żadnych mrozaczków, jedno wielkie NIC :( a następnie po odstawieniu wszystkiego udało się naturalnie :)

    Przeglądając archiwum zakładek znalazłam Twojego bloga, bardzo dawno tu nie zaglądałam, więc biorę się za nadrabianie. Ale mam już coś do powiedzenia w kwestii drugiego dziecka.

    Starania o pierwsze zajęły nam 2,5 roku... Stymulacje, laparoskopie, dwa ivf i zszargana psychika, a następnie wymarzone 2 kreski, 8 miesięcy później koszmarny poród i.. nigdy więcej żadnych porodów, jeśli dziecko to chyba tylko z adopcji. Na dzień dzisiejszy nasz maluch ma już 8 miesięcy, a niesamowitym historiom nie ma końca.
    Sylwester 2015/2016 , oczywiście spędzony na białej sali :) przy elektronicznej niańce i tv, ale i tak było cudownie, mąż zrobił pyszną kolację, przygotował kąpiel, a w niej szaleństwo ;) Chwila zawahania, jak to tak bez zabezpieczenia? Ale nauczeni kilkuletnim doświadczeniem oboje doszliśmy do wniosku, że przecież za pierwszym razem 'bez' się NIE UDAJE. NIGDY. Na pewno nie nam, więc spokojnie.
    2 tygodnie później okres nie nadszedł, test i... 2 kreski! Niedowierzanie, jak to? Za pierwszym razem? Niedowierzanie, płacz, że ja nie będę rodzić, a następnie wielka radość, że jednak się udało, tym razem bez lat starań, bez lekarzy. Ot tak..

    I co? Właśnie zaczynam 8 tydzień :) Mam nadzieję, że ciąża przebiegnie spokojnie i poród tym razem będzie dla mnie łaskawy.

    Gorąco pozdrawiam i potwierdzam - wypadki chodzą po ludziach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że pamiętam :)
      Heeeej i gratuluję :)
      Poród koszmarny mówisz? :) Jak nadrobisz trochę u mnie to zobaczysz, że mnie porodowe męki ominęły i żałuję :))

      Niesamowita historia z Wami! Niesamowita! :)))
      My wiele razy już bez zabezpieczenia - właściwie to ani razu "z" i nic :) Ale wiem, że trzeba będzie się ogarnąć.

      Trzymam za Ciebie kciuki, dawaj znać co tam u Was :)
      buziaki

      Usuń
  16. Nie żałuj kochana nie żałuj, nie ominęło Cię nic fantastycznego, ani mistycznego. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Poród naturalny to największe zło tego świata. Jeśli śmierć boli, to jest właśnie ten ból. Ale nie, żeby nie było tak pięknie to nie urodziłam naturalnie, nie przytuliłam swojego dziecka po wyjściu przez tę magiczną dziurkę od klucza. Po wszystkich mękach tego świata dziecię zablokowało mi się w kanale rodnym, zaczął spadać puls i podjęto szybką decyzję o cc. Cięcie w znieczuleniu ogólnym, w największych skurczach, przez co straciłam mnóstwo krwi, po przebudzeniu nadal wyłam z bólu, nie mogłam ani zobaczyć ani przytulić mojej małej przez prawie dobę. 2 razy przetaczano mi krew żebym w ogóle wróciła do świata żywych, więc sama rozumiesz. Pomimo, że na świat przyszedł mój największy cud to nie był to jednak najlepszy dzień w moim życiu, a kolejne wcale nie były lepsze.
    Więc nigdy więcej żadnego sn. Teraz tylko zaplanowane cc, z resztą od zawsze lubiłam mieć wszystko zaplanowane, więc czemu (sic!) nie zaplanowałam tego porodu, nie wiem. Ale teraz będzie inaczej, lepiej. Bo gorzej już chyba być nie może ;) No bo chyba wtedy musiałabym wylądować na tamtym świecie.

    OdpowiedzUsuń