wtorek, 26 stycznia 2016

Z pamiętnika wkurwionej matki.


Pobudka między 6:00 - 7:30
Chwila na miętolenie, zmiana śmierdzącej pieluchy, wyjście z wyra na salony.
Śniadanie. 
Mycie bobasa i przebieranie w odzież dzienną. 
Mama sprząta kuchnię i ogarnia syf. 
Zmiana z zasięgu małych łapek wszystko, co mogło by wylądować w buzi (czyli wszystko, co się zmieści). Czasami potrzebny jest odkurzacz. No dobra, często. 
Samodzielna zabawa, wspinanie się po meblach, cyrk. 
Marudzenie.
Ok 10-11 pierwsza drzemka, trwająca tak jak każda inna: 30 min. 
Mama próbuje zrobić sobie kawę, zjeść coś, wziąć prysznic, doprowadzić się do wyglądu młodej kobiety. Już prawię upija łyka świeżej, ciepłej kawy a wtem!
Ryk w elektronicznej niani. 
Cicho i elegancko pod nosem: "esz, kuźwa..". 
Drepczę do jamy, zabrać smoka na drugie śniadanie.
Myję bobasa, wyjmuję jabłko z nosa i uszu. Włosy zostają. Z włosów się nie da wyjąć, bo ryczy. 
Samodzielna zabawa.
... wróć...
mama by chciała, żeby była samodzielna, ale jest to raczej wiszące na nogawce, przeciągłe "maaa maaaaa".
Mama próbuje zrobić obiad. Jej i nam. A może uda się zrobić "one for all".
Fajnie by było się wysikać. Ale by było super. 
Jest.
Obiad jest! Bez ofiar w ludziach. 
Młoda, czysta jeszcze, zasiada do nadal czystego fotelika. Zaczyna memlać.
"Mniamm, mniamm". 
Podaję ojcu dziecka. 
Sobie nakładam.
Dźgam widelcem w kotleta iiii... jebut!
Zbieram strawę dziecka z podłogi i po krótkich oględzinach serwuję ponownie. Niech się hartuje. 
Robię trzy kęsy. Mm jak miło, siedzę obiema pośladkami na krześle. Lux malina. 
Ma ma, ma ma, ma ma, ma ma...
Zostawiam swój obiad. Biorę brudne niemowlę strząsając z niego liczne kawałki jedzenia. 
Myję.
Przebieram CAŁE, bo przecież picie z kubka wymaga poświęcenia. 
Zabawiam zabawkami.
Ojciec zjadł, poszedł do gabinetu polować na mamuty. 
Wracam do obiadu - zimny.
Eeee tam... 
Sprzątam. 
Me me, ma ma, me me, ma ma.
Przecieram ostatni kawałek blatu - bim bam! 15!
Kładę niemowlę spać.
30 min! Boże, Boże co robić najpierw? Ganiam jak oparzona po domu - układam, przestawiam, czytam coś, może i nawet usiądę! Ba, powiem więcej! Może się nawet wysikam!
A może "poranna" kawusia! A hulaj dusza!
"Beeeee, meee meeee!?"
Kuźwa..
Zabawa.
Marudzenie.
Podwieczorek.
Mycie.
Siuśki.
Zabawa.
18! Godzino cudowna, jesteś wreszcie!
Kolacja!
Kąpię to brudne jak nieboskie stworzenie niemowlę, skrobię za uszami, włosy szoruję kartaczem.
Ubieram - ryk. Standardowo.
Cycuś i... patrzę na te powieki cudowne, jak opadają.
Cudowne są głównie jak opadają, bo tak to różnie o nich sobie myślę. 
Odkładam do łóżeczka, włączam szumisia i wysuwam się z pokoju jak pantera, lewitując niemal nad ziemią, oddychając na pół gwizdka i niech choćby kot miałknie, to zabiję, jak słowo daję. 
Wysunąwszy się z pokoju, moim oczom ukazuje się kuchenny chlew. 
Zmywarka uśmiecha się do mnie zalotnie: wypróżnij mnie a potem zapełnij znowu, maleńka. 
Ano więc idę w to.
Zakładam na ucho jedną słuchawkę i dzwonię do innych dorosłych ludzi, żeby porozmawiać całymi zdaniami. 
Jak kończę to jest już spokojnie koło 21.
Czas coś zjeść, więc robię kolację.
Zjadam i zalegam, zostawiając po sobie gary na kolejny poranek pełen cudów. 
Wyłania się małżon, dotychczas polujący na mamuty, czyniąc samcze zaloty.
"Daj mi chwilkę, tylko złapię oddech".
Tak go łapię, że zasypiam na popielnicę, ze śliną cieknącą z lewego kącika, kapiącą ciągnącą strużką na wzorzystą, ozdobną poduchę z IKEI. Wyglądam wtedy zaiste jak kolejny aniołek Victorias Secret. Z zaschniętą kaszą wplecioną we włosy. 
Teleportuję się do łóżka, licząc, że tej nocy będą tylko 2 cyckowe pobudki. 
Coś tam mi się chyba śni, ale nie mam siły, żeby zapamiętać. 

***




Tak wygląda wyrywkowo wybrany dzień z życia matki 10cio miesięczniaka.
Oczywiście, dzień z tych nudnych, mniej fajnych dni.
Oczywiście, tych dni jest mniej niż tych, kiedy latam, gram i fikam, acz nie zmienia to faktu, że jestem, kuźwa, zmęczona.
Nie ogarniam ostatnio.
Młoda jest cudowna, świetnie się rozwija i codziennie jestem dumna, że jestem Jej mamą. Jednak powiedzmy to sobie głośno i wyraźnie: codziennie również mnie wkurwia.
Czasem mam ochotę powiedzieć, nieco głośniej niż nakazywała by etykieta: "Ej, kuźwa, nie widzisz, że jem? Spadówa". Nie czuję się wtedy złą matką. Czuję się wtedy jedynie matką wkurwioną.

Czasem rano, jak mam wolne 30 sekund, stanę na wadze.
Wyświetla 54 kilo.
Ostatni raz tyle pokazywała, skubana, jak byłam w liceum.


38 komentarzy:

  1. Pink, uwielbiam Cię czytać! :) Twoje posty nie są cukierkowe, nie ma w nich rzygania tęczą - jest rzeczywistość, ze wszystkimi jej odcieniami :)
    pewnie mimo wszystko trochę Ci zazdroszczę... dlatego staram się doceniać moje chwile z książką przy kawce czy nad kolorowanką...
    choć gdyby ktoś kazał mi wybierać - bez chwili wahania wybrałabym taką jak Twoja codzienność...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hania, wiem o czym do mnie mówisz, bo to przerabiałam.
      Tuż przed podejściem do IVF spotkałam się z pewną mamą (bliźniaków co prawda, z IVF też) i ona mi powiedziała coś takiego: wiem, że teraz trudno ci w to uwierzyć, ale jeszcze czasem będziesz miała tego dość.
      Spojrzała na moją minę i dodała: "serio", bo moja mina zdecydowanie wymagała, żeby to dodać :)

      Żebym została dobrze odczytana- ja bym tej mojej rzeczywistości nie zmieniła za nic :) kocham to brudne niemowlę, śmierdzące rano kupą, że fuj, ponad życie ;) co nie zmienia faktu, że bywa czasem ciężko i nie ma się co wstydzić i krępować, żeby o tym mówić.
      Macierzyństwo nie musi być wiecznie serwowane z grubą warstwą lukru.
      Po niepłodności czy nie, whatever,

      Usuń
    2. Myślę, że dobrze Cię odczytałam, dlatego piszę o rzeczywistości ze wszystkimi jej odcieniami :) wiadomo, że czasem jest fantastycznie, a czasem po prostu kiepsko, ale takie właśnie jest życie :)
      naprawdę wierzę, że można mieć momentami dość takiej codzienności, ale tak samo można mieć dość nadmiaru czasu :)
      mam nadzieję, że doczekasz się chwil z książką/tylko dla siebie, a ja takiego zakręcenia ;)

      Usuń
    3. Dobrze, pewnie, że dobrze ;) Dziekuję za miłe słowo.
      Hania, i tego Ci życzę z całego serca :) takiego rabanu.

      Usuń
    4. No i tak bywa ale za kilkanaście lat można i tym zatęsknić;)

      Usuń
  2. Chociaż część rzeczy jest mi już obca, bo Lila to jednak 3latka, której nie mam najmniejszego problemu powiedzieć, że nie- teraz piję kawę i tak ją będę pić, do końca, gorącą! To jednak to zerknięcie na zegarek i wielkie uff, kiedy pokazuje 18 znam aż za dobrze :) Szczególnie w okresach pauzy w przedszkolu... O ludzie, jak ja wtedy wyczekuję tej 18 to ja jedna i miliard matek na całym świecie wiem :)

    Zła matka? Hmm, zła matka to między innymi taka, która nie dba o dziecko, a Ty w tej materii ze 300procent normy trzaskasz :) A matka wkurwiona? No błagam Pink- każda z nas bywa. Ileż to razy przez zęby cedziłam, syczałam wręcz: "No śpij już"...
    A co do odpowiedzi na komentarz Hani- no hej- niepłodność niepłodnością, ale jak już ustaliliśmy, wbrew temu co twierdzą "eksperty" to są normalne dzieci, które jak podejrzewam, matki swe potrafią przeczołgać, że hej :) Także trzym się i szukaj pozytywów- 54kilo??? Raaaaajciu, zazdraszczam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, Ty jedna i miliardy innych matek rozumiecie mnie bez dwóch zdań ;)

      Usuń
  3. 10 mcy...jak to zleciało.
    Co do jedzenia, to mnie nie kręciło to samodzielne jedzenie dziecka. Nie miałam do tego siły ani...czasu, kiedy mój syn miał 10 m-cy ja od 4 mcy już pracowałam. Początkowo próbowałam, jedzenie lądowało wszędzie oprócz ust, bałam się więc że syn za mało je. Wolałam podać mu jedzenie wymieszane, poduszone widelcem, wiedziałam, że jażdy kęs ma wartość.
    Rodzicielstwo bywa trudne i wcale nie oznacza to braku miłości. Dla mnie synek jest największym szczęściem, ale nie wyobrażam sobie nie pracować. Kiedy pracuję, wszystko wygląda inaczej, mam więjszy dystans to pewnych spraw...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zleciało jak z bicza strzelił.
      Zanim rozpoczęliśmy samodzielne jedzenie (czyli zanim zaczęliśmy jedzenie w ogóle) machnęłam książkę o BLW i ona rozwiała wiele moich wątpliwości. Przy karmieniu piersią (a może i mm także - nie wiem) dzieci tak de facto nie potrzebują od razu takiego zwykłego jedzenia i każdy kęs wcale aż takiej wielkiej wartości nie ma, bo dzieci słabo trawią inne niż mleko. Long story w każdym razie . Zaufałam tej teorii, młoda najpierw niewiele zjadała, wiele spadało na ziemię a teraz ma 10 miechów i je na prawdę nieźle. Nie grymasi, zjada chyba szerszą paletę warzyw niż ja :) Tzn nie chyba a na pewno.

      Wrócę do pracy w ciągu najbliższych miesięcy, ale wszystko ma swój czas. Każda mama i każde dziecko inny. Nasz się zbliża, ale jeszcze nie jesteśmy gotowe.

      Usuń
  4. Hehe
    Pink cudowny sposób na schudnięcie ;))))
    Jejku może jak mi się wreszcie uda zaciążyć, a później urodzić to też ten sposób zadziała hehe
    Bo będzie z czego chudnąć oj będzie :)))))
    Jesteś napewno cudowną matką :))) bo taką która długo walczyła o swoje maleństwo :))) a chwile zmęczenia są normalne przy małym dziecku :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana ;)
      Karmienie piersią + całodzienna opieka na dzieckiem = najlepsza kuracja odchudzająca świata :))

      Usuń
    2. Dlaczego to na mnie nie działa? U mnie nadal teraz już 7 na plusie :'(

      Usuń
  5. A ja nie mam zmywarki terefere. ;-) och ta magiczna godzina 18 uwielbiam, czekam, tęsknię, nie ważne jak jest dobrze :-) a i tak cieszę się tym, co mam, za chwilkę zawita u mnie armagedon. I będę to też uwielbiac, niesamowite, jak to działa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo nie, nasza zmywara byla zepsuta kilka dni i... przestałam się skarżyć, że trzeba ją ładować i rozładować .. ;)))

      Usuń
  6. Pink, ach, ile matek_polek_błogosławionych objawi Ci się teraz w komentarzach po tym wpisie z umoralniającym smrodkiem, że "sama chciałaś", "o tym marzyłaś", "a wąchaj te zasrane pieluchy" i w ogóle zrezygnuj może z żarcia, samotnych wizyt w WC i tym podobnych ekscesów..?
    Ja co trzeci ranek syczę przez zęby: dziecko, do *&^%$#@(;2=*$#!, DAJ MI CHOCIAŻ ZJEŚĆ ŚNIADANIE!
    A przeca kocham to dziecko nade wszystko...

    54 kilo! Nie wkur.... mnie...;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem o czym piszem, mam dwójkę... I teraz powiem Ci, w podobnym tonie jak to kiedys matka bliźniaków Ci rzekła- bedzuesz za tym typem wk... tęsknić jak diabli. Jak Ci Młoda do gimnazjum pójdzie to dopiero wtedy są emocje:)) Przy takim maluchu to nie tyle wk.. jest, co zwykle zmęczenie. Ja dopiero przy nastolatce poznałam, co to znaczy mieć ochotę siekać i drzeć pasy;) Złość do synka ( lat 2) przechodzi mi dość szybko, do Córki ( lat 12) juz nie tak prędko, choć kiedys w ogóle takie odczucia były mi obce... Takie Młode jeszcze Ci nie wygarnie litanii zaczynającej sie od słów " musisz mi kupić" a kończącej sie na " wyjdź z mojego pokoju" tudzież " to moja sprawa" ( i przykład z trampkami i cienka kurtka w styczniu to jedynie lekki lajcik;). Także tak... �� A tak btw- moja przyjaciółka jest teraz w ciąży, wyczekanej i wymodlonej, i właśnie ostatnio mi powiedziała, ze chyba jednak tej niani nie zatrudni ( a planowała wcześniej mieć pomoc) bo takie młode to tylko je i śpi, to szkoda kasy na nianie bo co niby ta kobieta miałaby robić? Przyjaciółka planuje trójkę, najlepiej rok po roku��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak generalnie nie lubię tekstów w stylu "później to dopiero zobaczysz"... ale, no kurna w całej rozciągliwości się zgadzam. U nas to starsze, wyszczekane skończy we wrześniu 10lat i... już wymiękam. I to co jest właśnie ciekawe- zupełnie inaczej wkurzam się na 3letnią Lilkę, złość mi szybciej mija, mimo że łobuz z Niej niesamowity, niż na moją pierworodną córeczkę. Nie wiem, czy to dlatego, że starsza w wymianie zdań zaczyna być równorzędnym partnerem (rozumiecie w jakim sensie), czy to dlatego, że ta przemądrzałość, która dochodzi już do głosu, wpienia mnie do żywego, no nie wiem, ale czasem to są takie akcje, że głowa mała... I serio- patrzę wtedy na Nią i myślę sobie, kiedy? Kiedy Ona z tej małej, słodkiej Elizki, którą była w wieku, w jakim teraz jest Jej młodsza siostra, stała się tym pyskatym, roszczeniowym małym potworkiem :)

      Je i śpi? Hihi, cóż... A nuż Jej się takie trafi :) A jak nie... Każdy najlepiej uczy się na własnym błędach :)

      Usuń
    2. Pewnie sprawa jest skomplikowana i trudno znaleźć jedno właściwe uzasadnienie dla powiedzenia "małe dzieci, mały kłopot, duże dzieci, duży klopot", ale zastanawiam się czy to nie jest m.in. kwestia oczekiwań. Takiemu maluchowi łatwiej wybaczyć, bo nie zakładamy, że robi coś świadomie, specjalnie. Ze starszym dzieckiem zaczynają się schody bo "powinno" już rozumieć, lepiej stosować się do domowych zasad, być takie czy siakie.... A może to nie tylko zachowanie samo w sobie, może starszak chce nam zrobić na złość? I emocje gotowe. Złość i nas wtedy dłużej trzyma. Małego (nieświadomego) brzdąca, jaki by nie był, łatwiej zaakceptować ze wszystkimi cechami, w tym felerami.

      Usuń
  8. Moja zmywarka tez czeka na rozładunek do wieczora a kiedyś robiłam to rano... przed wiekami.
    Dziecko też sypia mi po 30 minut, boże, gdzie te czasy, że synek spał 2 godziny!!! o! właśnie się obudziła, niech se sama do siebie pogada. Dnie spędzam na podłodze, bo kiepsko jeszcze siedzi, ale bardzo chce! albo się turla i po chwili sie wkurza, więc trzeba ratować. Zęby idą od miesiąca, miesiąc wyjęty z życia....
    Od 18 modlę się dotrwać do 19:30... niech idzie spać:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Taaaa. Ja długo do siebie tego wkurwienia nie dopuszczałam, bo mi się właśnie wydawało, ze jak to tyle czekałam, tak pragnęłam a teraz co? A teraz jestem WKURWIONA jakieś 10 razy dziennie a mega szczęśliwa ok miliona. Myślę, ze jak utrzymam taka proporcję to będzie ok i wcale nie będzie znaczyło, ze jestem zła matka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pink doskonale do znam ze swojej codzienności... Mój młody daje popalić w nocy, pobudki dają w kość jak są co godzinę... Rano nie wiem w którą stronę świat się kręci. W dzień spi pól godziny max... Dziecko nigdy nie zmęczone i wiecznie w ruchu albo na ręcach. Mamy 8 miesięcy skończone.

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozumiem Cię dobrze. Też tak miałam, ale bardzo szybko nauczyłam i chłopa, i dziecko, że JA też potrzebuję zjeść/wyspać się/odpocząć (wiadomo - chłopa w tempie przyspieszonym, dziecku zajęło to dwa lata, ale zaczęło się właśnie od tego, że siadałam do jedzenia, jak była nakarmiona i przebrana, i wtedy mogła mieć syrenę włączoną). Już nie mówiąc o tym, że nie wyobrażam sobie, że ON wraca z pracy, a ja nadal zajmuję się WSZYSTKIM. Przyznałam przed sobą i nim, że nie ogarniam, i do cholery jasnej - on też MUSI pomóc. W końcu z kijem od mopa tego dziecka nie mam. Największym problemem matek dzisiaj jest to, że zamiast jebnąć raz drzwiami i wyjść (brak zaufania, że ON sobie poradzi? To z kim się związałaś?), muszą się jednoczyć w tym narzekaniu. Nie przed internetami się trzeba przyznawać do tego, że bycie matką, oprócz przyjemności, sukcesów, to jednak pasmo wiecznego zmęczenia. Zwłaszcza pierwszy rok. Potem jest lepiej. Tylko trzeba o to zadbać. Wiadomo, facet cycka dziecku nie da, ale może czasem się nim zająć. Choćby po to, żeby wieczorem matka-wariatka miała czas na inne szaleństwa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zobacz ile z nas podaje Ci rękę na znak: witaj w klubie! :) ja uważam że jeszcze trochę i będzie łatwiej, bo maluch sam zje, wypije i zribi siku. Dla mnie to było magiczne gdy doszłam z dziewczynami do tego etapu. No ale jedni jest niezmiene. Godzina 19.30 gdy robi się cicho w domu dalej jest dla mnie najpiękniesza :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przybij piątkę, Pink ! ;) Ja też czasami chodzę na takim wkurwie, że mam chęć coś w domu rozwalić - nie zastanawiając się w ogóle, ile będzie kosztowała naprawa lub kupno nowego sprzętu. Na szczęście na razie swoją frustrację wyładowuję tylko na przedmiotach (polecam trzepanie dywanu :) ) - bo kiedy zacznę wyładowywać na mężu, to chyba pora będzie zgłosić się wspólnie na jakąś małżeńską terapię ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pink, jak ja Cię rozumiem... Mam wrażenie, że przez mieszkanie jakiś tajfun nam przeszedł, ale sorry, nie dam rady ogarnąć. Niech czeka na lepsze czasy. Zmywarka wieczorem? Akurat te dźwięki wyraźnie Młodą wybudzają i nie mam szans na takie fanaberie.

    Kochana, zazdroszczę wagi. U mnie nieregularne posiłki i wieczorne żarcie ("bo wreszcie się najem") kończą się niestety fatalnie. Także mi ta dieta nie służy. I jeszcze niech mi ktoś powie, że KP odchudza. No chyba, że bez niego byłoby jeszcze gorzej ;) Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziewczyny, odpowiadam zbiorowo :)
    Po prostu rozwaliłyście mnie :)))
    Oczekiwałam tu jakiegoś gradu rzęsistego hejtu, że "chciałam to mam" a tu proszę - Fight Club jak się patrzy! :)))
    Uwielbiam Was po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ochhh to wiszenie przy nodze... skąd ja to znam? A samodzielna zabawa? Zapomnij mamo!! No chociaż te noce nie są najgorsze i idzie odpocząć przed pracą ;)
    Mam wrażenie, jakby mi od 8 miesiąca ktoś dziecko podmienił, momentami jest po prostu nie-zno-śna! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh...syndrom 8 miesiąca u nas dość burzliwie przeszliśmy. Pocieszę Cię, ze ok 11 miesiąca trochę przechodzi ;-)

      Usuń
    2. No właśnie juz powoli przechodzi, na szczęście... ale dopiero po 11,5 miesiąca, jak córka nauczyła się sama chodzić :)

      Usuń
  17. Rozumiem...jak jest weekend, mąż przejmuje dużo obowiązków, zbawienne-praca, boże jak ja się cieszę że wróciłam do pracy po pół roku! Córcia jest cudowna, pięknie się rozwija, taki mały przytulasek, ale uwielbiam pracować a tym samym odpoczywać od domu :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Hehe, pociesze - to minie! Ja moim juz bez skrupulow mowie: "Mama teraz je/pije kawe/sika/kapie sie (bo bywa, ze i do prysznica mi zagladaja). Masz tez tate, idz do niego". Zazwyczaj sluchaja. ;)

    A moja zmywarke kocham gleboko i namietnie. :) Naczynia w zlewie mam wrazenie, ze rozmnazaja sie przez podzial. Wracam do domu o 17 i zazwyczaj pierwsze co robie (po zapchaniu malych paszczy jakims zarlem) to rozladowuje zmyware, po czym laduje do niej wszystko co zalega w zlewie. Zazwyczaj w tygodniu gotujemy niewiele, raczej konczymy to, co zaczelismy pichcic w weekend. Dzieci ida spac o 20 i od tej pory nie ma trzaskania garami, bo przylaza do kuchni zaciekawione co tam sie takiego dzieje. ;) Czyli na balaganienie mamy jakies 3 godziny dziennie. A jak rano wstaje, to zlew znow jest pelniusienki i po powrocie z pracy zabawa w rozladowywanie i zaladowywanie zaczyna sie od nowa... Nie mniej, jakbym miala co wieczor zmywac to wszystko recznie, to bym sie zaplakala. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Trzymajta się - mija! :)
    A wagi zazdroszczę!!! Mnie NIGDY nic tak po prostu nie spadło :( Nawet w zmęczeniu i zalataniu.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wita druga wkurwiająca się matka.
    U mnie do niedawna tez były dwie półgodzinne drzemki ale finalnie spac chodziła o 21!
    Teraz ma jedną drzemke albo w ogóle i spac chodzi 21-22.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. I jeszcze dodam,że zmywarkę mam ręczną!!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytałam w takim samym tempie jak wyglądają takie dni :) przerabiałam już to kilka razy i choć było to zawsze moim marzeniem i nie zamieniłabym nigdy na nic w świecie mojego macierzyństwa, to też czasami wysiadałam i wysiadam dalej. A kiedy widzę te opadające powieki, tą słodycz na śpiącej buźce, to odlatuję i się delektuję :)
    Wyobraziłam sobie tą lewitację nad podłogą i ewentualnie miauczącego kota - uśmiałam się w głos :) Hahaha, jakie to prawdziwe... równie prawdziwy ten chlew zaraz potem w kuchni, ech życie :)
    Ale są i tego plusy - 54kg, wow! :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń