piątek, 12 lutego 2016

El crisiso



...czyli: uwaga, będę marudzić.
Marzę, żeby było normalnie. Inaczej.

Moja bajka:
sobota.
budzimy się wszyscy, nie ważne o której, w dobrych humorach.
On nie poszedł spać o 3, tylko normalnie, jak człowiek - więc i normalnie rano wygląda i kontaktuje.
Uśmiechamy się.
On robi kawę, ja śniadanie.
Rozmawiamy.
Potem jemy razem.
Ogarniamy się synchronicznie, z werwą, bez niepotrzebnego rozwlekania. Mnie nie przeszkadza to, że ogarnę i siebie i dziecko. Byle on był ogarnięty na czas.
Wychodzimy z domu bez przepychanek i nie spóźnieni o 60 minut, jak zwykle.
Idziemy na spacer, jedziemy dziś do lasu.
Mamy ze sobą herbatę w termosie i wafle. Jesteśmy w świetnych humorach.
On zapina Młodą w nosidło, idziemy, idziemy - gadamy o wszystkim i o niczym, milczymy - tak czy inaczej jest fajnie.
Potem jedziemy gdzieś na obiad albo jemy w domu - nie ważne. Jemy razem.
Przy stole czujemy się zrelaksowani i czujemy się razem - nikt nie korzysta z telefonu przy jedzeniu, nikt nie je na wyścigi, bo "muszę coś skończyć".
Potem spędzamy razem popołudnie. W domu.
Bawimy się z Młodą, robimy jej zdjęcia, jest ubaw.
Potem niech i sobie idzie i posiedzi trochę przed tym kompem umiłowanym - luz. I tak już jestem szczęśliwa.
18:00 ta daaam!
Karmię małą smoczycę, on szykuje kąpiel, kąpie ją, ubiera - ja usypiam.
Robimy albo, niech będzie - ja zrobię! - kolację.
Jemy ją, przed TV.
Potem leżymy na kanapie i oglądamy razem film. Przytuleni. Okazujemy sobie ciepło, ktoś kogoś pogładzi po ręce, cmoknie w szyje. Wiesz, że jest miłość. Że on chociaż cię lubi. Ona jego też.
Potem idziemy spać - razem. Nie kładę się sama do zimnego łóżka.
Kto wie. Może i coś się wydarzy ciepłego.

***

Czy to tak dużo? Czy ja nie widzę, że u mnie trawa też jest zielona? Czy ze mną coś jest nie tak?
Moja bajka na ten moment przypomina raczej mroczną baśń braci Grimm.
Zmęczona, niezbyt wyspana księżniczka, z mocnym fochem, rzucająca "kurwami", odrapanymi paznokciami i butami sprzed 3 sezonów.
I on - mroczny książe na ziarnku grochu, w iPhonem w ręce, przykutym do oczu macbookiem, wiecznie dzwoniącym telefonem, wiecznie coś kończący, wiecznie pracujący na budowę domu, w którym niebawem sobie sam zamieszka.

Niby oboje wiemy, że macierzyński to nie wakacje. Niby oboje chodziliśmy do szkoły rodzenia, gdzie pani mówiła, że młodej mamie trzeba pomóc, bo sama wszystkiego - no może i ogarnie - ale pierdolca dostanie jak nic. Niby oboje śmialiśmy się z tych tatusiów, co to nie pomagają swoim żonom, młodym mamom, a to przecież ich obojga obowiązek i przywilej.
No, tośmy się pośmiali pośmiali i ch** z tego.

I proszę mi tu nie chrzanić farmazonów o małżeńskich rozmowach i podziale obowiązków przed pojawieniem się dziecka, bo ja wcześniej noworodka na oczy nie widziałam. Trudno się managuje z wyprzedzeniem projektem, którego założeń, materiałów, terminów i założeń się wcześniej nie zna.

Albo jakoś się dotrzemy w tym rodzicielskim bajzlu, albo...
nie wiem.





35 komentarzy:

  1. Cóż powiedzieć może tylko tyle żebyście się lubili to będzie dobrze. Cudów nie ma chyba nigdzie,kurwy leca i u mnie ze hoho . Tylko z odrobiną takiej wesołości,takiego przymruzenia oka,nie wiem. Ja dziś się żaliłam małżowi czy mnie w ogóle jeszcze kocha i że nie czuję tego . Coś mi pomógł w kuchni a orzechy łuskał i tak żeśmy sobie gadali a odpowiedź na to czy kocha to usłyszałam...jak sk....yn . No to tak jak ja .także ten. Ale to tak z sympatią kapke było.
    Ciezkie te chłopy,trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to też tak wszystko na wesoło, ale już ostatnio w pięty mi idzie..
      Koleżanka mi niedawno powiedziała: jak się na was patrzy, to nie wiadomo, czy współczuć wam, czy zazdrościć.
      I rację miała. Nie wiadomo.

      Usuń
    2. No to podobnie ,tez mi kolezanki mówią że my sie kochamy ale ja też nie wiem,może i tak,może nie. Tylko my już ponad 20 lat po ślubie! Pewnie lepiej nie będzie.

      Usuń
    3. Aż sie pomyliłam 20 po ślubie będzie niedługo,23 lata sie znamy już;)

      Usuń
  2. Może terapia szokowa?
    Piątek
    Kochanie odciągnęłam pokarm na trzy dni. Na lodowce wisi numer do Pizza Hut - to dla Ciebie. Na stole w salonie lista ważnych telefonów, leki i grafik karmienia - to dla Małej. Jadę do SPA, mamy, koleżanki... whatever. Widzimy się w niedzielę. Hej ho!
    A tak na poważnie to bez rozmów chyba się nie obejdzie... Faceci to muły, sami się nie domyślą czego kobieta potrzebuje, nawet jak coś ktoś na szkole rodzenia wspominał.
    Trzymaj się Pink! Przekichane tak ogarniać dom, dziecko, siebie i faceta na dokładkę. No a zmęczenie dodatkowo rysuje wszystko w czarnych barwach:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, taka terapia szokowa super pomysł, tylko szkoda dziecka.
      Trzeba by nam jakoś pogadać, ale problem z komunikacją na linii :/

      Usuń
    2. Nie jestem zwolenniczką takiej terapii, bo można się na niej przejechać. To nie jest tak, że facet sobie nie poradzi, najczęściej zwalają wszystko na kobietę jest im tak najwygodniej ale potrafią więcej niż nam się wydaje. Gorzej jak sobie poradzi i co w wtedy? A zazwyczaj dziecko z inną osobą niż mama jest mniej wymagające, faceci z natury mają bardziej lajtowe podejście i dopiero będzie „O co ci kobieto chodzi? To nic trudnego”. Zresztą dla mnie to mało poważne, wiadomo, że kobieta wrócić i to tylko taka zabawa w dom dla męża…chodzi o to żeby na co dzień więcej z siebie dawał… Co innego dostać raz (choćby nagle) takie „zadanie” (facet lubi się wykazywać) a co innego robić (nawet te same rzeczy) kiedy jest się zmęczonym, zrezygnowanym brakiem wsparcie itp…

      Usuń
  3. Witaj w klubie... pisałam o tym niedawno u mnie. Faceci są z innej bajki i jak się im paluchem nie pokaże i czasem za przeproszeniem mordy nie wydrze to nie wiedzą.... przed pojawieniem się dziecka robiłam w zasadzie wszystko ja. Bo miałam dużo czasu,nie chciało mi się go prosić,zresztą lubię sprzątać.ale jak urodziło się pierwsze dziecko....jeszcze radę dawałam. Teraz mamy dwoje dzieci. Problem obowiązków jest. Mogę zdzierac gardło co tydzień i co tydzień to samo. Prośba,grozba nie działa! Wymiekam czasem. Faktycznie czekam aż mała będzie jeść stałe pokarmy,bo na razie ma ponad pięć miesięcy i jest na samej piersi.ale poczekam jeszcze aż skończy roczek i jak Boga kocham znikne gdzieś na cały dzień.

    Rozmowa....czy u Was pomoże? Nie wiem. Ale skoro pojawił się taki post to znaczy że problem jest. Wiem tylko ze nie można odpuszczać ale o swoje walczyć. Jest takie brzydkie,ale bardzo prawdziwe przysłowie,ze kto sie za psa dał,ten za psa musi szczekac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, przy pierwszym dziecku jestem, moze i troche marudzaca- ale niezniszczalna. Ale z drugim to sobie nie wyobrazam.

      Usuń
  4. Skąd mnie znasz,że piszesz o mnie w swoich postach???

    Z ta różnicą,ze do szkoły rodzenia chodziłam sama,bo on pracowała na ten dom..miszkamy w nim razem,ale tylko fizycznie,duchem to kazdy jest gdzies indziej.
    Ale akurat aktualnie jest fajnie.I celebruje ten czas i popłakuje po cichu,ze to pewnie na chwilę.
    Nie jestem tu bez winy..przyznaje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie.. Ja też nie jestem. Prawda jest taka, że słabo komunikuje swoje potrzeby.

      Też nie moge powiedzieć, że on mi zupełnie nie pomaga.
      Wychodze kiedy chce.
      Za chwile jade do fryzjera, dziecko zostawiam. Wychodze wieczorami i on ją pilnuje. Raz zostali razem na czas zasypiania- byla masakra ale dali skbie rade.
      Prawda ma dwie strony niestety- ja tez troche za malo inicjatywy podejmuje, czasem wole sama zrobic. Takze... Marudzenie marudzeniem ale jakies konstruktywne dzialania trzeba podjac.

      Usuń
  5. No to wedle życzenia nie chrzanię, tylko łączę się w bólu. U nas co i rusz poważna rozmowa w tym temacie ma miejsce, a i tak kończy się tym, że my stoimy już z dzieckiem gotowi do wyjścia, w grubych kurtach i zimowym obuwiu - a Małżon nadal biega po domu w samych gaciach, totalnie nieogarnięty i jeszcze pretensje ma, że się na niego krzywo patrzę. Trzeba trochę przycisnąć,albo sypialniany szlaban nałożyć - od razu mu się podejście zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowilam narzucic nam taką zasadę: nie zdążysz na czas- jadę bez ciebie. Sayonara.

      Usuń
  6. Powiem tak: już po poprzednim poście widziałam że coś jest nie tak. Tzn wszystko. Wszystko jest w twoich rękach. Więc chyba za dużo. Proponuje wyłożyć kawę na ławę, najprościej jak się da. Musi on znaleźć czas dla dziecka. 2~3 godz. Musi i już! Jak nie po dobroci, to szantażem. Jak nie pomoże to smakuj siebie i mała i wyjedź. I nie wracaj póki on nie obieca zmiany! To musi być terapia szokowa. Bo widać że tłumaczenie na niewiele się zdało. Takie moje zdanie. A Ty rób jak uważasz tylko na pewno cis zrób! Bo jak się nic nie zmieni to będzie tylko równia pochyla: (

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech..Ja już czułam pismo nosem po wpisie o wakacjach ale co będę komuś zrzędzić,sama idealna nie jestem.
      U nas 'kurwy' też lecą ale potem jest spokój na dłuższą chwilę,do kiedy tak pociągniemy?nie wiem
      Tylko,że u nas problem tkwi gdzie indziej bo mąż pomaga,pracuje do 17 ale potem obiad kawa i "do małej" i ja mam czas na swoje sprawy czyt.obiad,porządki hahaha ;-) ale u nas było od początku jasne,skoro ON też chciał dziecka to też karmi,przewija...
      Ja robotem nie jestem,a zabawa z małą po pracy to powinna być odskocznią dla mojego męża.
      Mąż mojej koleżanki w ogóle nie pomaga przy dzieciach ale ona jest tak wychowana,że mężowi to się pod nos podstawia więc nie narzeka.
      Może to głupio i banalnie zabrzmi ale trzymam za Was kciuki.

      Usuń
  7. A to ch*jowe uczucie, że jak jest w pracy to wszystko idzie jakoś lepiej, łatwiej, płynniej też znasz? Bo ja tak, choć ogólnie nie mogę za mocno narzekać.
    Nie będę pieprzyć farmazonów. Myślę, że powinnaś sobie jakoś dogodzić. Kupić te cholerne buty, pomalować wieczorem paznokcie kosztem bałaganu w kuchni czy nie złożonego prania. Spa byłoby super, ale wiem, jak jest. A jak w sobotę śpi do południa po prostu iść bez niego. Nie jakoś na złość ani nic. Po prostu dla siebie i swojego spokoju. Bo ten nasz wkurw sam się później nakręca. A jestem pewna, że już mu nie raz wykrzyczałaś, co Cię boli. Myślę, że jak poprawisz sobie sama humor, to i z nim łatwiej będzie się dogadać. U mnie przynajmniej podzialalo
    Bo byłam w tej samej czarnej jakiś czas temu.
    Przytulam mocno :-*

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja kolezanka kiedys zrobila facetowi mala niespodzianke.Wyszla do koleżanki niby na chwile.a wrocila po kilku godzinach.Dziecko cale,chlop biedny,taki byl zarobiony,ze nie miał sobie nawet jak bulki zrobic😁A ciągle gadal,ze Ona przeciez nic nie robi.Namawiam ja na częstsze niespodzianki tego typu😉

    OdpowiedzUsuń
  9. Wcale a wcale nie pociesza mnie świadomość, że u innych tak samo... Z tym, że u nas może jednak trochę inaczej- w weekendy, jeśli tata jest, to jest faktycznie dla nas i nie trzeba Go błagać, wyciągać, namawiać. Natomiast w tygodniu... W tygodniu tata wraca z pracy, je podany obiad (tak, tak...) a potem siedzi z nosem w laptopie. I czego On tam szuka? Nie wiem, ale krew mnie zalewa. Komunikacja? On nie widzi problemu. Terapia szokowa- jasne, przydałaby się. Tyle, że... no ja na przykład mam opory ze względu na dzieci. Choć wiem, że przydałoby się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne wyjście to skonfiskować tym naszym chłopom telefony, tablety, konsole itp. nóż w kieszeni mi się otwiera jak widzę mojego bujającego dziecko w leżaczku i z telefonem w ręku. Ok, sama też tak robię, ale do cholery on to robi zaraz po powrocie z pracy. Zamiast "porozmawiać" z dzieckiem, pogłaskać to w telefonie ciągle gra w jakieś pierdoły.

      Usuń
    2. U mnie "hitem" była taka scena- córka wymyśliła jakąś zabawę z udziałem taty, i On się faktycznie z Nią bawił. Nie wiem, na czym konkretnie ta zabawa polegała, bo zmywałam po obiedzie, ale wyobraźcie sobie taki widok- odwracam się po coś tam, a Oni idą za rękę przez przedpokój, Mała do taty coś nawija, a On Ją trzyma za tą rączkę malutką, a w drugiej trzyma telefon i coś czyta... I to był ten moment, kiedy byłam w stanie zrozumieć te wszystkie zbrodnie w afekcie... Bo jasne- ja też wejdę w ciągu dnia na bloga, fb, czy napiszę sms do koleżanki/mamy. Tylko, że... Jego w tej zabawie po prostu nie było. On szedł z Nią za rękę i przypuszczam, że gdyby Mała wyprowadziła Go wtedy z domu, to nawet by nie wiedział, że wyszedł na boso na dwór. A już mega wkurwia mnie świadomość (nie, nie wkurza- WKURWIA), że facet, którego nie ma 10godzin w domu, po powrocie wciąż ma ważniejsze sprawy niż ta chwila ZABAWY z dzieckiem, gdzie On będzie aktywnym uczestnikiem, a nie kimś, kto jest tam ciałem. Bo układanie puzzli, gdzie córka odchodzi po 5minutach, a tata układa sam przez kolejne 10, bo nie zauważył, że Lilki już dawno nie ma, to standard.

      Usuń
  10. Ja tez jestem za terapią szokową.
    Niestety czasem trzeba "poświęcił" nasze dziecko, no ale ONO tez jest męża, więc dramatu nie powinno być. Poza tym chcesz wrócić do pracy i co wtedy też wszystko będzie na Twojej głowie?
    Też znam ten tekst "przecież ja to robię dla nas/dla was..." Srały muchy, będzie wiosna, trawka będzie sobie rosła. Wolę gnieździć się w mieszkaniu z ukochaną osobą u boku, niż żyć na salonach obok obcego faceta.
    U nas tez nie było kolorowo - dziecko jednak weryfikuje związek. Ale ja z tych co nie biorą sobie wszystkiego na swoje barki i umiem oddelegowywać obowiązki;-0. Poza tym zapisałam się na fitness 3 razy w tyg., raz w miesiącu kosmetyczka albo częściej, samotne spacery z psem też pomagają mi się zresetować. My 24 lata razem w tym 14 lat po ślubie więc może jakoś łatwiej nam dojść do konsensusu.
    Łatwo jest komuś radzić i się wymądrzać zrób to, albo tamto.
    Ja myślę, że Ty wiesz co powinnaś zrobić tylko jeszcze czekasz na ten moment.
    Trzymam kciuki za Was!

    OdpowiedzUsuń
  11. To ten tego, ja tez witam w klubie. Tyle ze my juz o level wyżej ( mieszkanie juz kupione, na stanie dwoje małoletnich, pies i dwie myszy). Chłop jak nie w robocie ( kredyt ze większość dwie chałupy by postawiła) to przysypia przed tv, moje niektóre buty dobijają juz i 6 lat (=12 sezonów!!!, ale piżamki od Gap dla dzieci właśnie do nas jadą). Znajomość języków obcych: łacina u mnie perfect, teraz zaczynam wdrażać grekę starożytna ( Młoda ostatnio zaczęła używać pewnych zwrotów łacińskich, znak, ze za bardzo kumata sie robi). Stan mieszkania chwilami taki, ze nie wiem, czy bardziej opłaca sie tutaj posprzątać, czy kupić nowe... Do tego przyjaciółka w ciąży ( pierwszej, plany na trzy pociechy) z tekstem, ze powinnam ja pocieszać i zabawiać bo ona teraz w ciąży jest ( i tak, tak, ona rozumie, ze tydzien z gorączkującemu dziećmi to ciężka sprawa no ale mogłabym cześciej dzwonić bo ona tu w ciąży, nudzi sie, i kiedy ja przyjadę bo ona nie wie, jaki wózek wybrać).
    No.
    Nie martw sie, przy drugim przestaniesz zwracać uwagę na buty i paznokcie, na chłopa tez, bo bedzie pracował tak średnio po 14h. Do tego dostaniesz 500 od państwa, na dobrego psychiatrę powinno styknac;)
    Ps. Ale paznokcie to sobie ostatnio zrobiłam, pierwszy raz od 5 lat!!!! Teraz tylko po nocach mam koszmary, ze mi sie ta hybryda połamała;)
    Łeb do góry:) kryzys nie zima, nie trwa wiecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Terapia szokowa niekoniecznie pomoże, z tego co czytam, to Twój jest z tych "typów" co mój, zostawisz z nim dziecko a on będzie dalej zajmował się sobą a ona niech się również zajmie sobą, bez względu na zniszczenia i marudzenie. Dopóki nie zacznie mała gadać iw sposób dla niego zrozumiały domagać się uwagi, to zapomnij o wszystkim. Wiem, że jak wyjdę z domu, to przetrwają godzinę- max.półtorej, ale jest to przetrwanie a nie opieka. U nas też była ostatnio wielka afera, choć niby to nasze drugie dziecko a jego któreś tam, to ciągle nie rozumie, że przebywanie z dzieckiem 12-13 godzin na dobę, to ciężka praca a nie wakacje pod palmami. Myślę, że sama wiesz, że to się nie zmieni, zmieni się tylko, to, że mała będzie większa i będzie mniej upierdliwa- czyli mniej będzie dawać w kość.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pamiętasz tę terapię szokową jaką mu zaserwowałaś po wyjściu ze szpitala? Wtedy, kiedy wróciłaś sama, bo on zabalował? Może czas na powtórkę?
    Jeśli spakujesz się z Melą i wyjedziesz gdzieś odpocząć to nic to nie zmieni, On zostanie i dalej będzie tkwił w swoim gabinecie pochłonięty swoimi sprawami i może nawet będzie zadowolony, że nikt mu nie gdera, nie wymaga, dziecko nie płacze, będzie mógł odpocząć.
    Ty za to może i się zrelaksujesz fizycznie, w co jednak wątpię to i tak problem będzie nadal, bo potrzebujesz relaksu dla duszy, utulenia, uwagi, nie tylko pomocy przy dziecku(nakarm,przewiń).
    Może jakaś wspólna terapia u specjalisty?

    Jak trafiłam na Twój blog to była połowa lipca 2014. Byłaś już w ciąży, ja nadal nie...
    Moja historia jest niemal identyczna jak Twoja, może poza większym stażem w staraniach i już bez śnieżynek, za to z piękną dziewczynką bez bruzdy na czole ;-)
    Trzymaj się dzielnie Pink!

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas też grubo było i okazało się że trochę inne mamy wyobrażenie o partnerstwie. Ale teraz po roku jest dużo lepiej a byłam już pewna że już po naszym małżeństwie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja nie wiem czy miałam takie szczęście, czy tak sobie „wychowałam”, ale pewne rzeczy po prostu by u mnie nie przeszły. Jak jest Ci źle, to coś musisz z tym zrobić, bo to nie minie z czasem, samo zmienić może się tylko na gorsze. Nie mów, że rozmowy nic nie dadzą. Myślę, że na niektóre nasze „gadania” panowie są uodpornieni, ale odpowiednio przeprowadzona, SPOKOJNA rozmowa, z konkretnymi argumentami coś tam po sobie zostawi, nawet jeśli facet będzie udawał, że nie wie o co chodzi.
    Praca faceta nie jest żadnym wytłumaczeniem. Najważniejsze jest podejście. My z mężem zajmujemy się domem i dzieckiem po połowie, a mąż nie pracuje tylko 8h…ma swoją firmę, w pracy jest co najmniej 10h, po czym często wyjeżdża po zakupy, towar, ale jak trzeba to mąż jedzie do pracy o 4, zjeżdża o 7 żeby posiedzieć z małym/ zawieźć go do dziadków, później wraca do pracy. Przez pierwsze pół roku jak wróciłam do pracy (mały miał 6mcy) robił tak 2-3 razy w tygodniu… Na szczęście nie rzutuje to na nasze wspólne spędzanie czasu, bo w sumie niemal codziennie po mojej pracy od ok 15-16 jesteśmy razem (często towarzyszymy mężowi w wyjazdach). Przy dziecku nie ma tak, że coś jest moim obowiązkiem a coś męża, on potrafi zrobić wszystko. Nawet nie rozumiem co znaczy stwierdzenie, że „facet POMAGA żonie przy dziecku” . Pomóc to on może pomalować mi paznokcie od stóp :D Reszta jest naszym wspólnym obowiązkiem. Oczywiście nie jestem za tym, że iść w drugą stronę i tyrać męża – np. kiedy byłam na urlopie czy pracowałam od 9 to wiadomo, że w nocy wstawałam ja (na szczęście rzadko była potrzeba).
    Za te niepomalowane paznokcie i stare buty powinnaś dostać po tyłku… No kochana, tyle czasu powinnaś mieć. Zrób sobie hybrydę (choćby krótkie i delikatny kolor), chociażby dla tych 1,5h, które będziesz musiała na to poświęcić - pójść, usiąść, wypić kawkę i pogadać o pierdołach z manicurzystką. Na stare buty nie ma usprawiedliwienia ;) Ja po urodzeniu dziecka wpadłam (dosłownie) w zakupoholizm… ogólnie bardzo się bałam tego właśnie, że jak to często bywa, stanę się zaniedbaną mamuśką, wiec w zasadzie o samego porodu dbam o siebie bardziej, pozwalam obie na mniej ustępstw .
    Podejście to lwia część sukcesu, ale bez jego dobrego podejścia też się da (tylko jemu będzie trudniej)… po prostu daj mu konkretne zadania, bez krzyków, po prostu „Zrób toito w ten weekend”, Jak nie zrobi to zawstydź go pytaniem, z wielkim zdziwieniem i konkretnie „Dlaczego, przecież miałeś to zrobić.”? No i regularnie zostawiaj Małą pod jego opieką, nie na złość, ale np. na czas zakupów, kosmetyczki, czy choćby szybkiej kawy.
    To nie jest tak, że u nas jest idealnie, że mój maż nie rozrzuca skarpetek, nie domyka szafek (wrrrrrr) czy np. listwa przypodłogową, którą wyciągnął Mały nie czeka na włożenie do momentu, aż nie poproszę o to z 5 razy itp. Też mamy się o co kłócić. ;)
    p.s.
    A jak u Ciebie z powrotem do pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, tak to jest Kochana, że czasem trzeba sobie pomarudzić :)
      Generalnie z tymi starymi butami i paznokciami może trochę przesadziłam no.. ;) sęk w tym, że "przed" dzieckiem musiałam sobie raz na 2 tygodnie wyjść na jakieś zakupy, choćby na łażenie, bo by mnie piekło pochłonęło :) Teraz nie do końca mam na to czas... albo może... ja po prostu nigdy mu nie zaproponowałam: ide na shopping, zajmij się nią :) Ot i cała tajemnica.

      Malować zaczęłam się jeszcze na porodówce, jak mi z krocza kapało i nie za bardzo mogłam się wyprostować.
      U fryzjera byłam w sobotę, sama, bez dziecka ;))

      Generalnie wiele spraw mogło by wyglądać lepiej, ale fakt jest taki, że nie jest znowu tak źle jak to opisałam. A będzie znacznie lepiej, jak zacznę komunikować swoje potrzeby i domagać się a nie pokazywać wszystkim wiecznie jakim jestem zajebistym matką himenem.

      Czasem zapominam, że nie muszę startować w wyścigu na matkę roku.


      PS. Do pracy wracam. Planuję maj.
      Póki co rzuciłam starą i mam poczucie, że to był świetny krok.
      Szukam nowej. Na razie wybrzydzam w ofertach, ale na pewno coś się znajdzie.

      Usuń
  16. Pink co w tej sytuacji z powrotem do pracy i projektem nr 2? Już wiesz, jakie ma założenie i materiały, a ciężko nim zarządzać, to co będzie przy dwóch projektach? :)
    W ogóle nie znam tych problemów. Mój w ogóle nie gra. Siedzi przy komputerze tylko jak pracuje lub porządkuje zdjęcia. W domu też robi to co trzeba bez gadania. Tzn. czasem gada, że ja za mało robię i ma wrażenie, że wszystko na nim. Ale to w momentach przemęczenia. Ale prawda jest taka, że ja trochę gram, czytam, maluję paznokcie i oglądam TV, a on na to raczej nie ma czasu.
    Pink rozmawiaj i dopilnuj, żeby wtedy nie miał komórki gdzieś w pobliżu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Projekt nr 2 odroczony w czasie (jakieś 2 lata).
      Ale ten to już zostanie poprzedzony ostrymi rozmowami w obecności notariusza, Pana Boga i prezesa Kaczyńskiego.

      Do pracy wracam - jak wyżej:
      "
      Do pracy wracam. Planuję maj.
      Póki co rzuciłam starą i mam poczucie, że to był świetny krok.
      Szukam nowej. Na razie wybrzydzam w ofertach, ale na pewno coś się znajdzie."

      Fjuu fjuuu same ideały normalnie :)

      Słowem kluczem w Twojej wypowiedzi jest fragment:
      "Tzn. czasem gada, że ja za mało robię i ma wrażenie, że wszystko na nim. Ale to w momentach przemęczenia."

      Takowy właśnie mnie dopadł w momencie pisania tego posta :)
      (choć nie wycofuję się rakiem twierdząc, że wszystko jest super).

      Sporo pracy przed nami, ale wierze, że się ułoży.

      Usuń
  17. Oj kochana, brzmi znajomo... Moj M. po narodzinach corki poszedl do pracy na noc, zeby sie nia w dzien zajac. A potem pojawil sie synek i tak malzonek przepracowal na nocnej zmianie blisko 3 lata. I dopoki wymienialismy sie opieka po polowie, jakos sie trzymalismy. A potem w koncu zdecydowalismy, ze Mlodszy jest na tyle duzy, ze mozna go oddac pod skrzydla opiekunki, a M. znalazl prace na dzienna zmiane. Mielismy tyle marzen jak nasze zycie bedzie wygladac, jak bedziemy cudownie, rodzinnie spedzac wieczory, itd. A potem bajeczke szlag trafil. Okazalo sie, ze M. owszem, zrobi to co musi. Kiedy naprawde trzeba przewinie, wykapie, nakarmi. Ale nie ma czegos takiego, ze pobawi sie aktywnie z dzieciarnia. Nie wiem co faceci maja z elektronika, ale moj jest taki sam! Nieraz na blogu wrzucalam zdjecie, gdzie dzieci sie bawia np. na placu zabaw, ja probuje sie rozdwoic pilnujac oboje, a w tle moj malzonek stoi wpatrzony w srajfona. Oj, nieraz mialam mu ochote roztrzaskac ten telefon o ziemie! I tak jest do teraz. Kiedy prosze, zeby zabral Potworki do ogrodu, zebym mogla w spokoju odkurzyc, robi to z laska, albo co gorsza fochem. Czesto namawia mnie, zebym poszla z dziecmi, a on za mnie odkurzy, co dla mnie jest nie do pomyslenia... ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No i na jakim etapie El Crisiso (sounds familiar ;)) jesteście? Mam nadzieję, że Panoczek się opamiętał. Fajnie, że zafundowałaś sobie wyjście. Więcej takich - a zobaczysz, że, mamuśka, odpoczniesz i więcej ciepłych uczuć dla siebie nawzajem mieć będziecie.

    Całusów moc!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiem ze wpis z przed ponad pol roku ale zabiore swoj glos..Moj pierwszy maz widzial tylko prace,w weekendy bral dzieci na spacer (corka I syn z 2 letnia roznica wieku)ja moglam posprzatac I uprasowac -wieczorem on mial czas dla siebie..wytrzymalam 7 lat w takie ukladzie (robiac sama wszystko przy dwojce dzieci I ogarniajac duzy dom )jego nie bylo Bo taka zmiana ze wracal w nocy ..niestety ta praca I jego podejscie spowodowaly ze stalismy sie lokatorami a nie malzenstwem.. odeszlam zabierajac ze soba po 10 latach (3 pierwsze byly dobre 7 kolejnych juz niestety z roku na rok gorsze)ubrania oraz Meble z pokoju dzieci -poznalam kogos innego po paru mcach zamieszkalismy razem,zaszlam w ciaze..bylam I Nadal jestem w szoku ze to mozliwe miec takiego faceta..u nas to on wstaje do malej mimo ze pracuje a ja jestem na macierzynskim,dziecko wstaje o 5 on wstaje z Nia zabiera ja do salonu zajmuje sie jednoczesnie szykujac sie do pracy -o 7 przynosi mi corke do sypialni,stawia kawe na nocnym stoliku I idzie do pracy.Po powrocie myje rece je obiad I zajmuje sie dzieckiem...majac porownanie do dzisiaj nie wiem jak wytrzymalam w poprzednim ukladzie gdzie wszystko bylo na moje glowie ..zycze aby Ci sie poukladalo w zwiazku -jednakze jesli rozmowy nie pomoga I nie bedzie lepiej na Twoim miejscu nie pakowalabym sie w drugie dziecko-u nas po drugim zepsulo sie bardzo znacznie Bo obowiazkow 10x wiecej ja przemeczona on wiecznie zajety...

    PS.Mi rowniez wrozka 10 lat temu przepowiedziala ze bede miala dwoch mezow I to ja zostawie pierwszego..powiedziala rowniez ze drugi maz bedzie pracowal na uniwersytecie-bedzie wykladowca..jakie bylo moje zdziwienie kiedy poznalismy sie zupelnym przypadkiem a on powiedzial mI gdzie pracuje ..nie wierzylam we wrozby dopoki nie sprawdzilo sie to co przepowiedziala mi tyle lat temu pewna wrozka dla ktorej nota bene poszlam dla zabawy..

    Pozdrawiam serdecznie -M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, wszystko dobre, co się dobrze kończy ;)
      U nas kryzys minął, wszystko się poukładało i... nie wierzę, że to mówię, ale - jest dobrze! :)
      I, co najważniejsze: wszyscy są szczęśliwi :)
      I niech tak zostanie: i u nas i u Was :)
      Buziaki

      Usuń
  20. Ciesze sie ze u Was wszystko sie poukladalo :)- masz racje bardzo istotne jest po prostu rozmawiac..ja zaczelam rozmawiac jak juz bylo za pozno i nie dalo sie nic uratowac
    Ale widac tak musialo byc -wszakze nic nie dzieje sie bez pczyczyny
    pozdrawiam cieplo :*
    M.

    OdpowiedzUsuń