poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Depesza



Ze startem tego roku odtrąbiłam, że pod prąd, nadal będę pisać o niepłodności i już.
Ale mijają kolejne miesiące, Meśka jest coraz starsza, ja jestem mamą coraz bardziej i... ta moja vena jest odwrotnie proporcjonalna do wieku mojego dziecka.
Im więcej czasu mija, im Meś jest starsza, tym mniej mam do powiedzenia w tym temacie.
Zapominam.
Odpuszczam.
Nawet moje demony, które tak bardzo mnie prześladowały, wlazły gdzieś głęboko pod szafę i śpią.
Dojrzewam z czasem.

Bieżąca sytuacja u nas wygląda tak:
Melduję i donoszę, że kryzys małżeński został opanowany. Odpukać.
Kurz po bitwie opadł, ciężki sprzęt opuścił Grunwald, trupów brak. Wyłonił się obraz nie-do-końca normalnej, ale przyzwoitej polskiej rodziny. Prezes Kaczyński byłby dumny.
Przestaliśmy walczyć, ja przestałam walczyć, miotać się jak karp w siatce. Oczywiście, że są spiny, wiadomo. U nas zawsze będą. I'm lovin' it.
Pozwoliłam sobie na ciche "uf".

Wirus wojny przerzucił się na teściową.
Na sam jej widok dostaję usposobienia psa dingo, wściekłego w dodatku, a jak słyszę:
"a czy ona coś jadła?"
"musisz.."
"nie możesz..."
"zobaczysz..."
"ja bym nigdy..."
"ale ona mnie kocha, jak żadną babcię..."

to dostaję migotania przedsionków.
Jednak przyznaję, że pierwsze 6 miesięcy dziecka karmionego wyłącznie piersią to jest pikuś w porównaniu do histerii jakie wywołuje w babci dziecko prawie 1,5 roczne, które jest na 3cim centylu i wyrodna matka nie raczy biegać z talerzem i łyżeczką, robiąc samolociki, po całym domu a rzuca jedynie leniwe "nie chcesz jeść, to nie, narka".


Meśka jest boska, gada chyba nieprzeciętnie dużo jak na swój wiek - tzn. żadne inne dziecko w naszym otoczeniu w Jej wieku tyle nie gada. Ale umówmy się - po mamusi ;)
Lata, skacze, gra i fika.
Tylko kurde, jest strasznie chuda. Wygląda na to, że moje kuchenne rewolucje rodem z BLW nie obudziły w Niej dzikiej pasji jedzenia. Zje 3 łyżki i narka (choć potrafi zmieścić na prawdę sporo i różnorodnie - ale gdzie to jest, to nie wiem... wszystko chyba w Dadę idzie).
Jest na 3cim centylu, co spędza mi sen z powiek.
Chwała Bogu, że nadal podpija moje mleko, bo mam jako taki spokój ducha, że nie padnie za raz na jakąś anemię (w przeciwieństwie do mnie, bo ważę jakieś 6kg mniej niż przed ciążą- i fajnie).

Ja sama odnalazłam się w roli mamy, ale już od kilku miesięcy płomiennie marzę o powrocie do pracy.
Problem w tym, że z poprzedniej zrezygnowałam a nowej nie mam czasu szukać, póki Meś nie pójdzie do żłobka.
Miała iść od dziś, ale że załapałyśmy bardzo nieprzyjemny odczyn poszczepienny po szczepionce Priorixem (odra-świnka-różyczka) to sprawa się odwleka o tydzień.
Aktualnie moja przerwa zawodowa to 2 lata, także jestem w panice, czy ja w ogóle jeszcze coś potrafię, czy ktoś mnie zechce i generalnie co dalej.
Boje się, ale staram się myśleć pozytywnie.
Dziecko "poczęłam" to roboty nie znajdę? :)
Wierzę, że to wszystko się jakoś poskłada i te puzzle stworzą jakiś spójny obrazek.

I tak to.

Zastanawiam się, co począć z tym miejscem w sieci - jeszcze nie tak dawno ognistym, opłakanym milionem łez, okłutym igłami, nastrzykanym sterydami, nafaszerowanym nadzieją?
O niepłodności powiedziałam już wiele, więcej chyba nie chcę.
O samym dziecku i rodzicielstwie nie wiem czy chcę pisać. Blogów parentingowych Ci u nas dostatek. No, chyba, że tak bez lukru, to może.
Zastanawiam się nad konwencją mojego blogowania w przyszłości.
Anything can happen :)
Czas pokaże.


46 komentarzy:

  1. Blogów parentigowych rzeczywiście Ci u nas pod dostatkiem , ale ... Ale my Cie poznałyśmy dawno temu , owszem na innym etapie Twojego życia , ale pewnie wiele osob sie ze mną zgodzi , że nadal chętnie poczytamy co u Ciebie - u Was . I nie ważne czy będziesz pisać o niepłodności , macierzyństwie , nowej pracy , własnych przemyśleniach czy tez o pogodzie - my i tak chętnie poczytamy .
    Bardzo chętnie !
    Buziaki dla Melci
    I super , że kryzys zażegnany :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana, pozdrowienia dla Ciebie ;)

      Usuń
    2. Zgadzam się z Przedmówczynią. Niezależnie od tematyki i tego, w którą stronę Twój blog pójdzie - nadal będę tu chętnie zaglądać. Parentingów faktycznie sporo, ale każdy inny. I podejrzewam, że Twój byłyby zupełnie niepodobny do wszystkich tych, które wcześniej powstały :)

      Usuń
    3. Anetka w zasadzie napisała wszystko- stałaś nam się bliska, Twoje podejście do wielu spraw jest nam bliskie... Będziemy tu, bez względu na to czy zaczniesz pisać o polityce, czy zwyczajach seksualnych słoni ;)

      ...a jako mama dziecka, które bardzo długo było n 10centylu, naprawdę rozumiem i łączę się w bólu. U nas co prawda problem leżał gdzie indziej, ale wiem ile niezdrowych emocji wzbudza małe dziecko, które jest- no nazwijmy to po imieniu- chude. I powiem Ci, że co ciekawe- mimo, że moa teściowa jest zdrowo walnięta, to nie ona napsuła mi najwięcej krwi w tym temacie, ale o zgrozo- inne mamy. I niby takie jesteśmy oświecone, niby odchodzimy od przekonania, że niby "pulchne dziecko, to zdrowe dziecko", ale... Ale właśnie ta chudość Elizy bardzo innych bolała. Oczywiście mnie bolała najbardziej, bo to ja walczyłam o każdy zjedzony posiłek (u nas był w ogóle problem z jedzeniem) ale ile ja się rad i komentarzy nasłuchałam... Aż dziś żałuję, że wtedy bloga nie prowadziłam.
      Ty znasz Melę najlepiej- masz okazję obserwować Ją przy jedzeniu. Wiesz, czy należy skonsultować się z lekarzem, czy nie. I nie daj sobie wmówić, że inni wiedzą lepiej :)

      Co do kp, to super, że nadal się karmicie. Ja jestem za kp całym sercem, choć jednocześnie daleka jestem od nawracania innych na tę drogę- w sensie, że raczej mocno pilnuję własnego nosa i własnych cycków :)

      Ps. Cieszę się, że z mężem lepiej.
      Co do pracy... Wstyd się przyznać, ale ja wracałam na rynek pracy po prawie 10latach. Wyobraź sobie moje obawy, lęki, demony wręcz... Ale... dałam radę :) I pracę o dziwo też znalazłam. Powodzenia.

      Usuń
    4. Dzieki dziewczyny, to bardzo mile :)

      Marta,
      u nas waga skacze sobie tak wlasnie miedzy 10-3 centylem. I tutaj Meska odziedziczyla sklonnosc do chuderlakowosci (przynajmniej w dziecinstwie) do matki. Na to wyglada :)

      Usuń
  2. Jak wyżej ��

    OdpowiedzUsuń
  3. No, właśnie masz "spokój ducha", bo nikt mi nie wmówi, że Twoje mleko dla niej jest źródłem niezbędnych witamin, mikroelementów itp., które mogą znajdować się w pełnej zbilansowanej diecie. Mleko jest dodatkiem i uspokajaczem Twojego sumienia. A, żeby nie było, że jestem jakąś wredną babą, to sama karmiłam piersią i walczyłam o pokarm i karmienie bardzo zaciekle, niestety tej obsesji na punkcie kp nie rozumiem. Moja koleżanka ma roczniaka, który właściwie żyje tylko na piersi, bo okazjonalne stałe posiłki raz na kilka tygodni, albo kęsy, to raczej się nie liczą. Teraz wpada w panikę i szuka psychologa, który by jej pomógł, ale wcześniej nie dała sobie słowa powiedzieć, żeby walczyła o to jego jedzenie zamiast podtykać mu pierś. Im dziecko starsze tym trudniej przekonać go do nowych smaków, konsystencji. Masz świetną porę roku, aby teraz mogła smakować wszystkiego, co świeże i różnorodne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yy, no raczej się nie zrozumiałyśmy :)
      Zupełnie nie rozumiem, skąd ten hejt w stronę kp i jakaś dziwna nadinterpretacja?

      Jeśli roczniak koleżanki żyje na samej piersi to raczej nic mu nie będzie ;) A ten psycholog to chyba samej koleżance by się przydał :) albo dobry pediatra. Z naciskiem na "dobry" a nie ten, który kręci nosem na kp powyżej 6tego miesiąca.
      A poza tym historie o koleżance koleżanki, której koleżanka mówiła, że pierś jest "ble".. :) tjaaa.

      Tyle się mówi o terrorze laktacyjnym a czasem mam wrażenie, że dosłownie odezwać się nie można, wspomnieć nawet, że się karmi, bo Ci gówno do cycków włożą i wiadro pomyj wyleją...
      Dziwne to.

      Jeśli chodzi o moje dziecko to nie wiem skąd pomysł, że nie mogę jej przekonać do nowych smaków. Dziewczyno, przypuszczam, że ona ma szerszą dietę, niż 50% blogerów w Polsce. Wzbudza wręcz zainteresowanie w towarzystwie, bo je wszystko - od tajskiego curry po polski krupnik i kiełbasę z grila po eko kasze i shit z parowaru. A że je w małej ilości (ale to też różnie bywa), to cóż zrobić. A nawet jak ma czas, że je wiele więcej, to po prostu brudzi x razy więcej pieluch.

      Co do mikroelementów i innych to już nikogo przekonywać nie będę, bo od tego są książki, badania i inne naukowe dyrdymały to już może Hafiji nie będę robić konkurencji.

      Peace, milk and love.

      Usuń
    2. Rozumiem lajtowe podejście, ale wszystkich rozumów chyba nie pozjadałaś. Ktoś mądrzejszy np.centyle wymyślił i miliony ludzi się ich trzyma. Dziecko się nie mieści to robi się diagnostykę, ewentualnie po wielu badaniach dochodzi do wniosku "taka uroda". Bo tak to z lekka nie odpowiedzialnie.

      Usuń
    3. A gdzie ja napisałam, że mi się dziecko nie mieści w centylach? :)
      I że jak się przestanie mieścić (o ile kiedyś?, to nie będę diagnozować?
      Zgaduj zgadula :)

      A teraz idę na śniadanie, resztę rozumów pozjadać :)
      pozdrawiam

      Usuń
    4. O ja pierniczę... A wiesz Pinku, że Miłosz też jeszcze na cycku? :))) Hehehe, lecę szukać psychoterapeuty.

      Usuń
  4. U nas do 3 centyla trochę brakuje. I tak gonimy tego króliczka i gonimy, ale ciągle poniżej. Cóż. Dla spokojności (mojej) byliśmy u jednego lekarza - popatrzył, pobadał - kazał nie panikować. Pół roku się udawało (mi) :), Poszliśmy do drugiego lekarza. Ten przebadał wzdłuż i w szerz - pooglądał wyniki i orzekł jak ten pierwszy :) - że ten tym najwyraźniej tak ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo powiedziało mi co najmniej 2 lekarzy :)
      Ja też jako dziecko byłam filigranowa i... nie jest to pocieszające dla mnie jako dla matki - w liceum - szkieletor :)
      Na studia poszłam, nie było maminych obiadków, to na kanapkach za raz na centylach skoczyłam... ;))

      Usuń
    2. Moje dziecko też tak ma/miało - ma 15 lat. Raz lepiej raz gorzej z jedzeniem. Mąż biegał po pediatrach, potem endokrynolog prywatny, potem na NFZ (i prywatny i na NFZ - PROKOCIM czyli polsko - amerykański szpital dziecięcy, pewnie lepszy trudno znaleźć). W końcu endokrynolog nie wytrzymał i mu wygarnął, by przyszedł jak będzie miał prawdziwy problem - czyli nadwagę, która stała się niestety też w Polsce dużym problemem. Ja jakoś spokojniej podchodzę - bo sama byłam niejadkiem i wiem jak to jest jak wszyscy nalegają byś jadła. Teraz jesteśmy w Pradze i nasze nastoletnie dziecko, które uwielbia czeską kuchnię ciąga nas po restauracjach czy miejscowych gospodach. Więc głowa do góry! Dorota

      Usuń
    3. Dorota, ja sie tym jej jedzeniem jakos straszliwie nie zamartwiam. Nie wszystkie dzieci musza miec faldki. Ona je roznorodnie i zdrowo, takze spoko.
      Zrobilam jej morfologie na dniach i ma wszystko ok, wyniki dobre, wiec nie bede jej na sile faszerowac.

      Usuń
  5. Laura bardzo długo była poniżej jakiejkolwiek siatki. Dobicie do 3 centyla zajęło 4 lata. :)
    A teraz jest szczupła, ale nie chuda.
    Problem z nią taki, że mimo mojego upodobania do różnorodności, ona je tylko to co lubi. A jak czegoś nie lubi, albo co gorsza nawet nie chce sprawdzić jak smakuje, to się wścieknie z głodu, nerwy zszarpie, a nie ruszy.
    A do tego je falami - parę miesięcy coś uwielbia, a potem odstawia i na zmianę. Czasem nie tknie odrobiny aby spróbować, a czasem próbuje i się zachwyca.
    Trudna jest żywieniowo, ale jakoś to ogarniamy. Nie przejmujemy się, jak gdzieś na wyjeździe nie je nic, bo w knajpie wszystko jest nie takie. I czasem dostaje Happy Meala, bo jak jest głodna, to jest nie do wytrzymania, a sama nie wie dlaczego się okropnie zachowuje.
    Dla równowagi lubi warzywa i owoce, to jakoś się równoważy.
    Na szczęście morfologię ma zawsze OK, energii jej nie brakuje, to się nie będę przejmować za bardzo tym co je.

    Pisz o czymkolwiek, zawsze miło, jak się odzywasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest ten sam ból z Elizą. My z Marcinem uwielbiamy próbować nowych dań, kuchni, cały czas eksperymentujemy w kuchni, także Ona od małego tę różnorodność na naszych talerzach widziała, ale sama jest tak uparcie zawzięta jeśli chodzi o przekonanie Jej, żeby czegoś spróbowała, że czasem mam wrażenie, że robi nam nam na złość. Chociaż jest też sporo prawdy w tym, że z wiekiem (dziecka) człowiek luzuje gumę w gaciach. Eliza ma teraz swoje ulubione potrawy, ulubione warzywa i owoce i owszem- to są jakieś wybrane, nigdy chyba nie będę mogła o Niej powiedzieć, że lubi wszystko, albo większość, ale wiem, że z głodu nie umrze.

      Usuń
    2. Meska tez je bardzo roznorodnie ale ma swoje humory: w jednej chwili jest szal na cos, czego za 2 tygodnie nie tknie :)
      Ale tak jak pisze Wezon: morfologia ok, energii za 5cioro dzieci i w towarzystwie nie raz wzbudzamy sensacje, ze "ona je wszystko". Tylko, ze po niej tego nie widac :)

      Usuń
  6. Skad ja znam to migotanie przedsionkow... ;) Moja tesciowa kazda rozmowe przez Skype'a zaczyna od "A co macie dzis na obiad?", a mnie szlag trafia, bo nawet jesli akurat tego dnia zamawiamy chinszczyzne, to nasza sprawa! :/ Bo oczywiscie na pytaniu sie nie konczy,ale potem sa komentarze, a dlaczego nie ma dwudaniowego obiadu, a czy to tak ciezko wstawic ziemniaczki i utluc kotlecika, a dla wnusi dlaczego nir ma ukochanego rosolku, itd. A mnie, jako kobiecie NIENAWIDZACEJ gotowac, gula skacze. ;)

    Ja tam chetnie poczytam co u Ciebie. Niewazne czy bedzie to dotyczylo nieplodnosci, Mesi czy poszukiwania pracy. ;) A co do blogow rodzinnych ("parentingowy" nie moze mi przejsc przez klawiature :D) to wiele jest cukierko - lukrowych do wyrzygania, ale sporo traktuje po prostu o zyciu z chlopem oraz dzieciarnia i nie brak w nich tych ciemniejszych stron posiadania potomstwa. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe sorka, za ten "parenting" :) "robie w branzy" wiec zboczenie zawodowe :))

      Daj spokoj z tym gadaniem tesciowych... Nic mnie bardziej nie wkurwia. Mam wrazenie, ze ich zycie (nie wszystkich pewnie) kreci sie wokol jedzeia :))) Naszego jedzenia!

      Umiejetnosc stawiania granic to bardzo wazna umiejetnosc :)

      Usuń
  7. Ochhh jak ja Cię teraz doskonale rozumiem... wyobraź sobie, że moja córka z grubiutkiego, pulchnego pączka zrobiła się niesamowitym szczypiorkiem... i też już czasem mi ręce opadają... Bo ma takie dni, że zje bardzo ładnie, a są takie dni, że nie chce nic i koniec. Na szczęście u nas jest 50ty centyl, więc nie jest źle... ale ja ciągle przed oczami widzę tą pulchną kluseczkę i tak jakoś uwierzyć nie mogę... :D
    Mojej koleżanki synek z kwietnia obecnie jeszcze jest w większości na piersi i oni niestety borykają się z anemią, bo on nie chce nic jeść, tylko często gęsto wybiera pierś... :(

    A co do pracy to uważam, że jesteś super babeczka i na pewno coś znajdziesz, bo kto, jak nie Ty? ;)

    Pozdrawiam i trzymam kciuki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, skoro Ola na 50tym centylu to nie taki znowu szczypiorek ;))
      Dziewczyny zaczely chodzic, wiec troche zgubily pewno ;) Mela z 10tego zjechala na 3ci. A na 10 tym utrzymywala sie od niemal samego poczatku (10 tygodnia zycia bodajze) takze widocznie taki ma modelkowy stajl - wysoka i szczupla :)

      Usuń
    2. Ola byla na 97 wiec spadek na 50 to dla mnie spora różnica ;-)

      Usuń
  8. Pink, normalnie w myślach mi czytasz. Blogowanie zeszło na dalszy plan, cieszę się ostatnimi dniami przedkorporacyjnej wolności, choć beztroską tego do końca nazwać nie można. Mała daleko poniżej 3 centyla... Włos się jeży na głowie, jak niewiele zjada i poza owocami prawie nic nie chce próbować. Ale u nas znaleźli się lekarze, którzy chcą wszystko sprawdzić. Byłyśmy już w szpitalu, wyniki ok. Ale jeszcze szukają... Z jednej strony czuję, że ten typ tak ma, ale też nie chcę niczego przegapić... Ech, odbiegaj człowieku od normy i masz przesrane. Zmęczona jestem. A Mała oczywiście rozgadana, energiczna, uśmiechnięta. Nic nie wskazuje na to, że coś mogłoby być nie tak.
    Trzymajcie się ciepło!
    A co do bloga, to pewnie, że to Twoja przestrzeń, masz się w niej dobrze czuć, ale mam nadzieję, że zostaniesz :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lacze sie w bolu, bo u nas co prawda diagnozowania pod katem "niedozywienia" brak, ale ciaaaagle jakies inne tematy. Nasza pani pediatra lubuje sie w kierowaniu nas do roznego rodzaju specjalistow. Czy wspominalam, ze bylam z 7 miesiecznym dzieckiem u psychologa? :))

      Zastanawiam sie czasem, czy nasi rodzice tez tak cyrkowali i skakali od jednego specjalisty do drugiego :)

      Usuń
  9. Pink zooooostaaaaaań :)
    Pisz co Ci w duszy gra! :)
    Nie musi być zgodnie z ustalonym schematem czy wedle jakiejś myśli przewodniej. Zawsze chętnie Cię czytam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, chyba faktycznie na razie zostane przy moim artystycznym nieladzie..:)))
      Buziak

      Usuń
  10. Pink, nawet jak będziesz pisać o psiej kupie, to chętnie bede czytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kus, Kochana,mieszkam w centrum miasta, wiec o psiej kupie mogla bym caly esej napisac :)

      Usuń
  11. Pink, jak dobrze, ze wrocilas!! Pisz, po prostu pisz. Parentingowo, jak zwal tak zwal, ale nie znikaj!!:)
    Z jedzeniem u nas podobnie. Duzo probuje, ilosci niewielkie. Czesc wypluwa, duzo wyrzuca, jak mu zasmakuje potrafi zjesc duuuzo:) Martwilam sie bardzo... ale wyluzowalam i to diametralnie.
    Dla mam niejadkow polecam "moje dziecko nie chce jesc"
    http://allegro.pl/moje-dziecko-nie-chce-jesc-carlos-gonzalez-i6368223927.html
    Uspokoilam sie, zrozumialam, ze moje dziecko nie jest pierwsze ani nie jest ostatnie. Fajny rys historyczny + fajne podejscie do kp.
    Ja rowniez nadal karmie piersia i tez mi to daje poczucie bezpieczenstwa.
    MM syn nie tknie, generalnie nie przepada niestety za piciem.
    Mialam schizy pod tytulem "odwodni sie" kiedy mialam spory kryzys laktacyjny, ale jest juz ok. Wiem tez, ze tak latwo sie nie odwodni, wiec luz.
    Hmmm.. zamiast psychologa dla wspomnianego wyzej roczniaka na piersi polecam wlasnie te ksiazke.. tzn dla jego mamy. Zobaczy, ze to jak najbardziej normalne i wyluzuje:)

    Ja rowniez 2 lata bez pracy (zawodowej!!). Wzielam jeszcze pol roku wychowawczego. Will see. odwlekam decyzje.

    Moze uda sie nam w koncu spotkac? :)
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesc Kochana :) milo miec wiesci od Ciebie
      (sorka za brak polskich znakow - pisze ze zdezylowanego kompa babci).

      Ksiazke znam i czaje sie na nia, musze sobie w koncu zakupic, zeby sie uodpornic na glupawe komentarze tesciowej i... swoje wlasne strachy. :)

      Co do spotkania to ja bardzo chetnie :)
      W przyszlym tygodniu zaczynamy zlobkowanie, ale tylko 4 godziny dziennie o od 12:30 bedziemy wolne :) Napisz do mnie na @ to sie jakos zgadamy :)

      Usuń
  12. Fajnie, że jesteś. To Twój blog i możesz sobie pisać o czym tylko chcesz. Albo nie pisać kilka miesięcy. I osobiście bardzo się cieszę, że zmory sobie poszły, oby na zawsze! Z tym karmieniem już tak jest, ja bym się nie przyjmowała ;) Dzieciaki mojej siostry zawsze poniżej siatki centylowej, starszy 3 centyl gonił bardzo długo. Teraz ma 10 lat i mu matka mówi, by nie jadł tyle, bo mu brzuchol urósł ;) U mnie jak wiesz, jest w drugą stronę. Poza siatką górnej granicy, dwulatka wygląda jak cztero. No ale jak to tak, pewnie za dużo je, taka duża a nie mówi jak powinna, a kij im wszystkim w zad. Ważne, żeby mieć dystans ;). Przy teściowych nie jest to łatwe, no ale cóż.

    Pracę na bank znajdziesz, Pink, Ty w to serio powątpiewasz? ;D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeny, Kochana, slowo "dystans" w macierzynstwie to slowo klucz :) i najtrudniejszy do zdobycia szczyt ;)))

      PS. Zagladam do Ciebie regularnie i wiem co tam w trawie piszczy, Kochana!!! Za raz lece skomentowac, bo TAKIE informacje wymagaja odpowiedniego komentarza!! :))))

      Usuń
  13. Zapomniałam zapytać, jaki odczyn miała Mela? Dużo zdrówka dla niej. Moja też miała po Priorixie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, wez.. co sie strachu najadlam :(
      Mloda goraczkuje niemal po kazdym szczepieniu, tak juz ma.
      Ale po Priorixie po tygodniu rowniutko pojawila sie goraczka, po 8 dniach czerwona wysypka na stopach, goraczka ponad 39 i dziwne zachowanie jak walenie sie rekami po glowie czy zawieszki, nocne wrzaski. 9 dnia byla juz caalusienka w czerwonej wysypce - wszystko: klatka piersiowa,rece, nogi, pupa, twarz, nawet podeszwy stop i dloni. Lekarka byla przerazona: nawet myslala, czy nas do szpitala nie skierowac. Ogladalo nas 3 lekarzy. Wykluczono odre poszczepienna. Po kilku dniach wszystko minelo i zostaly tylko bardzo mocno powiekszone wezly chlonne.
      Pediatra zglosila nasz przypadek do sanepidu jako nop po priorixie.

      Co ja sie strachu najadlam to dziekuje bardzo... goraczka i wysypka to pikus, to mija.. ale jak zobaczylam jak moje dziecko siedzi w lozeczku i wali sie rekami po glowie to zamarlam. Wszyscy znamy legendy o nopach po szczepieniach, szczegolnie po tej wlasnie.

      Na szczescie wszystko minelo.
      Walenie po glowie spowodowane bylo wielkim krwiakiem na dziasle, od wychodzacego zeba.

      Ale nie zycze nikomu takich doznan, jak my mialysmy.. :/

      A u Was co bylo?

      Usuń
  14. Wiadomo, że konwencja będzie Twoja, ale ja Was, Pink, widzę właśnie w wersji dzieciowej bez lukru :) Jakoś mi tak pasujesz ;)
    Buzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, fakt, ze srac tecza nad macierzynstwem to nie przepadam specjalnie.. ;))
      Buziaki ogromniaste.

      Usuń
  15. Pink ja też Cię widzę w tej wersji parentingowej bez lukru :)
    Sporo przeszłaś żeby dopiąć swego, a macierzyństwo to nie bajka :) to ciężka praca.
    Warto o tym mówić i pisać otwarcie, a nie tylko zachwycać się jak to niby jest cudownie :)
    Obojętnie jaką podejmiesz decyzję będę Ci kibicować i odwiedzać :)
    Uwielbiam Twoje wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. O ludu!!!
    Mogę skopiować tekst i opublikować u siebie?
    Bo wszystko sie zgadza,poza tym,że nasze..tzn Riczątka jedzenie idzie w nocnik nie w Dadę i że ja juz o pracy nie marzę,bo ją mam :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Czekam zatem na ciąg dalszy historii o Pinku & Co. Zostań z nami, przepoczwarzaj się, ile chcesz! Ja zwiałam w inne miejsce i blogowanie mi padło :) Ale przynajmniej nauczyłam się sporo, jak działa "ta branża", a i przyjaźnie netowe pozostały poza blogami. Całusy. M.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cokolwiek napiszesz to przeczytam chętnie. Co do żywienia dzieci to ja miałam z córką niedożywioną kłopot jak była mała a teraz w nastoletnim czasie odwrotnie- tyje i musi uważać ....już nie wiem co lepsze ,chyba ta chudość...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas z centylami jest tak, że to ja bardziej panikuję, a babcie uspokajają, że widocznie taka uroda (ledwo 3 centyl). Spotkalam się też z opinią lekarza, że dzieci po ivf są drobniejsze. Może coś w tym jest... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń