wtorek, 23 sierpnia 2016

Żłobek oswojony!



Mission completed!
Z nieskrywaną radością uprzejmie donoszę, że żłobek został oswojony :)

Nie było łatwo, przyznaję.
Nie wiem, komu było trudniej - mnie czy Jej. 
Pierwszy tydzień był bardzo trudny- Meś może i nie zalewała się łzami na miejscu, ale w domu bardzo mocno przeżywała temat. Widać było po Niej, że nie może sobie poradzić i... byłam już niemal pewna, że temat jest nie do przejścia na ten moment. 
Szczytowy był piątek przed długim weekendem, czyli ostatni dzień tygodnia pierwszego. 
Kiedy przyszłam odebrać córkę po obiedzie, zastałam dziecko siedzące przy stoliku bez wyrazu, zapadnięte, smutne - po prostu złamane. Kiedy to zobaczyłam to pękło mi serce i byłam właściwie pewna, że pozamiatane. 
Baaa, miałam wręcz pretensję do siebie, że zafundowałam dziecku takie atrakcje w postaci "durnowatego" żłobka. 

Długi weekend popłakiwałam po kątach, choć za dużo czasu na to nie miałam, bo dwoiliśmy się i troiliśmy z mężem, żeby Meśce zapewnić maksimum miłości, bliskości, funu, atrakcji i zabawy. 
Wolne chwile między zabawą a łkaniem spędzałam z Google poszukując idealnego urządzenia podsłuchowego, które wszyję w dziecięce ubranie. Podejrzewałam wszystkich o wszystko. 

We wtorek, po długim weekendzie, zaprowadziłam Młodą do tego miejsca "kaźni niewiniątek".
A raczej: ojciec dziecka mego je zaprowadził, bo ja sama nie byłam w stanie.  Szłam obok posuwistym krokiem, jakbym szła co najmniej do dentysty na leczenie kanałowe i lewatywę. 
Pożegnałam się na tyle luzacko, na ile mi zdolności aktorskie pozwoliły, zapowiedziałam klasycznie, że wrócę po obiadku i elegancko z tej szatni spierdzieliłam, zostawiając dziecko w ramionach lekko zdezorientowanego ojca. Następnie załkałam niemo na placu zabaw, roniąc kilka łeż i układając wpis na bloga pt "Żłobing - mission failed". 
Ojciec jak to ojciec, dał buziaka, dziecko oddał pani, oddalił się wyluzowanym krokiem i już był myślami gdzie indziej. 

Liczyłam się z tym, że jest to już prawdopodobnie jeden z ostatnich dni. Zastanawiałam się, co ta ciocia żłobkowa jest taka dziwnie spokojna. Przecież jest dramat. Wkurzała mnie swoim spokojem. Uznałam ją za nieczułą pindę i sadystkę. 

Tuż po 12 pognałam do żłoba po odbiór mojej cierpiętnicy, przekonana, że znowu zastanę kukłę zamiast dziecka. 
Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że kukły nie ma. Jest za to rumiana, zadowolona z życia mała dziewczynka, która się świetnie bawi (podglądałam zanim weszłam) i wcale nie ma ochoty iść do domu. Przybiegła do mnie entuzjastycznie, zaczęła pokazywać zabawki, wysyłać buziaczki dzieciom oraz ciociom i problem był, bo nie chciała franca mała wyjść. Musiałam ją stamtąd wynieść na bosaka, buty założyłam dopiero na żłobkowym placu zabaw, na którymże musiałam spędzić jeszcze dodatkowo ze 20 minut, obserwując jak moje dziecko korzysta z zabawek w zupełnie nowy, nieznany mi dotąd sposób, susząc przy tym swoje rozstrzelone mleczaki. 

W domu też okazało się, że nastąpił jakiś całkowity przełom - nie wykazywała właściwie żadnych oznak stresowych. Ot, zadowolona z życia dziewczynka, w wyśmienitym wręcz humorze.
Zjadająca dwa obiady, w dodatku.  

Aktualnie bije nam trzeci tydzień żłobingu.
Od tamtego czasu jest już tylko lepiej - skończyły się żłobkowe płacze, skończyły się domowe strachy-na-lachy. Odbieram za to zadowolone z życia dziecko, które bardzo lubi ciocie i dzieci. Nie ma mowy o strachach. 

Przyznam szczerze, że adaptacja była dla nas doświadczeniem o wieeeele trudniejszym niż przewidywałam. W pewnym momencie byłam pewna, że nic z tego nie będzie i byłam na prawdę bliska poddania się. 
Jestem na prawdę zaskoczona jak gwałtownie sytuacja uległa zmianie. 

Bardzo się cieszę z takiego obrotu sprawy i z radością obserwuję, jak moje dziecko, zadowolone i wywietrzone, codziennie przynosi do domu jakieś nowe umiejętności czy zachowania. 

Oto żłobek oswojon! :)
Oby tak dalej. 



23 komentarze:

  1. Super, że udało Wam się oswoić żłobek 😊😊😊
    Więcej stresu Ty miałaś niż Mała 😀
    Najważniejsze, że Meś zadowolona i polubiła nowe miejsce ☺😊😊to i Ciebie serce nie będzie bolało gen trzeba będzie ja tam zostawiać ☺☺☺☺buziaki 😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taaak, najważniejsze, że się udało, bo kosztowało nas to mnóstwo nerwów :)
      Pozdrowienia!

      Usuń
  2. Czytałam to i czułam, to co Ty czułaś. Wszystko dopiero przed nami. Fajnie, że już jest OK jest i nadzieja dla nas:)
    Dałaś radę kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo nie było, przyznaję, ale wszystko jest do przejścia. Tylko trzeba się trzymać w przysłowiowej kupie i nie pokazywać po sobie, że jest strach :) Będzie dobrze, zobaczysz :)

      Usuń
  3. Super, cieszę się, że poszło :)
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  4. FANFARY!!!
    Dla dzielnej Meli i cierpliwej Mamy, która ma nerwy ze stali;)
    Brawo!
    Bardzo się cieszę:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo dla Meli oraz brawa dla mamy Pink! :D

    Mam nadzieje, ze u nas pojdzie rownie gladko... Dzisiaj mielismy spotkania zapoznawcze w przedszkolu oraz zerowce i bylo, hmm... srednio... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas ten pierwszy etap był dramatyczny a teraz jest na prawdę spoko :) Trzymam kciuki :)

      Usuń
  6. Brawo Dziewczyny! Czułam, że Mela ma potencjał :) A Ty dałaś Jej szansę. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wsparcie w strategicznych chwilach :)

      Usuń
  7. Suuuuper!
    Zazdroszczę no moja Riczi płacze nawet jak ja u dziadków zostawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde dziecko inne - widzę to po przekroju dzieciaków moich koleżanek. Każde.
      I co ważne - wszystko się w czasie chyba zmienia, także głowa do góry ;)

      Usuń
  8. Ha! A mówiła ciocia mama Czupurków, że adaptacja żłobkowa jest tylko dla rodziców o mocnych nerwach! Początkowo nie wierzyłaś, ale widzę, że nerwy zostały opanowane, a teraz zobaczysz jak Mesia będzie frunąć do żłobka :-)
    U nas było bardzo podobnie - pierwszy tydzień był kiepski, a później chłopaki tak się rozochociły, że panie w żłobku mówią o nich: rozkręcają nam tu towarzystwo :-)
    Buziaki! Teraz już z górki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ Ciotko, ja wierzyłam od samego początku :)
      Tylko co innego czytać i myśleć o adaptacji, a co innego trafić w jej "krwiożerczy" wir :)
      A teraz to już jest zupełnie - super extra :)
      Buziole

      Usuń
  9. Pink, widziałaś akcję na krotki.blog.pl?

    OdpowiedzUsuń
  10. Pink Matko, węszę, że Ty jestes specem od reklamy.... poradź nam proszę na krótki.blog!!! :) ważna sprawa!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny, byłam w Tatrach bez kompa i zasięgu do netu, dopiero wróciłam i spojrzałam w pocztę :((
      Niestety przegapiłam :(( Sooorkaaa :(

      Usuń
  11. Pink! Jak tam u Ciebie, Meli i Pana Taty? Naskrob coś nam :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, u nas gil gila pogania :(
      Odezwę się niebawem, buziaki!

      Usuń