czwartek, 11 sierpnia 2016

Żłobing

Meśka na wakacjach.
Proszę o nie wykorzystywanie zdjęcia bez mojej pisemnej zgody. 

Gdyby raptem niecały rok temu ktoś powiedział mi, że moje dziecko "wkrótce" pójdzie do żłobka, to w najlepszym wypadku bym zczerwieniała i fukneła na nosie a w najgorszym wydłubała oczy i zrobiła sobie kolczyki.

Ale tak to już ze mną jest, że rosnę razem z dzieckiem i dojrzewam do pewnych tematów. Niesamowicie zmienia się w czasie moje postrzeganie różnych aspektów macierzyństwa.
I tak właśnie było ze żłobkiem- który od wizji piekielnego kotła w mojej głowie ewoluował do bardzo fajnej idei socjalizacji dziecka, kontaktu z rówieśnikami, wyszumienia się a także umiejętności radzenia sobie z trudnościami: zarówno w kontaktach z dziećmi jak i z własnymi emocjami.
Oczywiście po blisko 1,5 roku macierzyństwa wiem też, że nie ma jednej uniwersalnej prawdy dla wszystkich dzieci - tak więc ta wizja "fajności" żłobka pasuje mi akurat do mojego dziecka, przynajmniej tak mi się wydaje (wydawało?).

Meś bardzo lubi towarzystwo dzieci, nowe zabawki, miejsca, lubi jak się dużo dzieje - więc to daje mi nadzieje, że żłobing jakoś zatrybi.
Bo, no właśnie - żłobkujemy się od poniedziałku. Nareszcie!
Na razie od 8:30 - 12:30, żebym miała czas na zrobienie czegokolwiek, jak chociażby szukanie nowej pracy.

Po kilku przebojach z innym żłobkiem (długie oczekiwanie na miejsce, po czym się nie dostaliśmy) ostatecznie padło na prywatną placówkę tuż obok mojego miejsca zamieszkania. Dosłownie 1 przecznica. Marsz 2 minuty spacerem. Nawet wózka nie wyjmuję, tylko wrzucam Młodą do nosidła, 2 kroki i jesteśmy. Plusem placówki jest ogrodzony, dość zielony jak na miejscówkę teren z własnym placem zabaw - co oznacza, że podczas ładnej pogody dzieci są niemal cały dzień na dworze. Kit, że to jest centrum miasta - ale chociaż na dworze.

Pierwszy dzień rewelacja - nastawiłam się na siedzenie tam z Nią cały dzień, a zostałam odesłana do domu po 15 minutach.  Meś uderzyła szturmem na plac zabaw i byłam zbędna. Cały dzień nie uroniła ani jednej łezki i generalnie wcale nie miała ochoty wracać do domu. ALE widziałam w Jej oczach, co dzieje się w środku. Z drzemki obudziła się
z mega krzykiem.
Dzień drugi był już troszku gorszy.
Środa - kryzys dnia trzeciego, ale na razie nie płakała przy rozstaniu.
Dopiero dziś, w czwartek, przyczepiła się do nogi i mocno protestowała "mama, niee! mama, niee!", chwytając mnie za ręce i unosząc nogi do góry, wdrapując mi się na ręce.
Dość szybko ucięłam temat - pożegnałam się, obiecałam powrót po obiadku i ulotniłam się, podsłuchując jeszcze jakiś czas pod drzwiami. Była cisza.

Jest dzielna, ale widzę, jak w Jej malutkiej główce kłębią się meeega - emocje - giganty.
Po powrocie do domu jest rozdrażniona, bardzo źle śpi w nocy i... dostała mega apetytu.
Je takie ilości, że poważnie zaczynam się zastanawiać, czy moje dziecko nie zajada stresu.
W żłobku je jak odkurzacz- cały obiad + dokładkę. Inne dzieci muszą mocno pilnować swoich talerzy.

Ja, jak się okazało, znoszę żłobing troszkę gorzej, niż przewidywałam.
Tęsknię za Nią podczas nieobecności i oczywiście pojawiły się wątpliwości, czy aby na pewno nie robię Jej tym żłobingiem jakiejś krzywdy.
Czy to nie za wcześnie?
Czy to nie są dla Niej zbyt duże emocje i wyzwania?
Czy żłobek to jednak tylko przechowalnia na dzieci, czy może coś więcej?

Na razie łykam jak młoda foka historie innych mam o tym, jak po trudnym okresie adaptacji, dzieci uwielbiają instytucję żłobka.

Mam nadzieję, że i u nas tak będzie, bo poza aspektem praktycznym (4h dziennie bez dziecka to jest serio niezły bajer- mogę normalnie wypić kawę i zrobić zakupy) to ja serio wierzę w ideę żłobka, którą sobie wyhodowałam. Póki co.

Trzymajcie za nas kciuki, proszę.


34 komentarze:

  1. Trzymam kciuki:) U nas żłobek dopiero budują, ma być otwarty ponoć od września. Czy ja jestem gotowa? Nie wiem.
    Chodzę do pracy na cztery godziny dziennie. W tym czasie mały dwie godziny śpi. Podczas mojej nieobecności Kacprem zajmuje się babcia. Więc stresu w ogóle nie mam. Ale chciałabym się troszkę uniezależnić, może wziąć 3/4 etatu, kurcze nie wiem. Mały jak idzie do ojca też wraca troszkę rozdrażniony. Co prawda nie płacze ale po powrocie musi każdego uszczypać, ugryźć lub pociągnąć za włosy. Każdego tzn. mnie babcię i dziadka. Nie wiem co to ma znaczyć:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ją odebrałam i Pani mówi, że było lepiej niż wczoraj, także uf. I rzeczywiście, jak weszłam do sali to się bawiła zabawkami i nawet nie podeszła. Mizdrzyła się i wszystkim buziaki rozsyłała. No i chodzi po domu od poniedziałku i gada "Ka-ja, Ka-ja". Okazało się, że mają Kaję w grupie :)

      Fajnie masz z tą robotą i babcią pod ręką...
      Co do żłobka to powiem Ci niebawem jakie wrażenia :) Mela ma w grupie chlopczyka, który ma 1 rok i 2 mce i serio, nie wygląda na nieszczęśliwego :)

      A to gryzienie i kopanie - to jest chyba odreagowanie emocji, z którymi dziecko nie umie sobie poradzić. Mela jak się wkurzy to wali czasem głową o podłogę. Taka sytuacja.
      Ale rozmawiam z koleżankami i ich dzieciaki mają podobnie, więc to chyba taka norma.

      Usuń
  2. Ja jestem całą sobą za żłobkami:) Oczywiście tymi sprawdzonymi, bezpiecznymi, troskliwymi i nie dla każdego dziecka, ale generalnie za:)
    Wielokrotnie obserwowałam mega skoki rozwojowe dzieciaczków (najbliższej rodziny i znajomych), które poszły do żłobka. Napatrzeć się nie mogłam:)
    Mam nadzieję, że Mela z dnia na dzień będzie wracała coraz bardziej zadowolona, a Ty skorzystasz z czasu dla siebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, myślę, że to ma sens. Rzeczywiście chyba dzieci mogą się wiele nauczyć :)
      Oby tak było :)

      Usuń
  3. Ja jak doczekam dzieci to z pewnością będę korzystała ze żłobka. Będę chciała wrócić do pracy, do ludzi, troszkę odpocząć od małego terrorysty 😊 dobre i 4 godziny które można przeznaczyć dla siebie w spokoju 😀
    Wiem, że łatwo się mówi póki sprawa nie dotyczy bezpośrednio, ale myślę, że nie zmieni mi się myślenie 😊
    Ciesz się Pink tymi 4 godzinami spokoju 😀😀😀😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, tak to już jest, że jak się pojawi dziecko, to faktycznie kurdel, ta głowa i rozum idą już jakimś zuuuupełnie innym torem :)
      Ja się zapierałam, że ja na pewno wracam natychmiast do roboty jak tylko urodzę i generalnie finito! a życie życiem ... ;)
      Ale mieć te 4h - bezcenne ;)

      Usuń
  4. No to ja Ci powiem, jako pomoc nauczyciela w grupie żłobkowej- głowa do góry :)
    Grunt to dać czas sobie i dziecku. Wielu rodziców, tych, którzy nie mają noża na gardle, często rezygnuje, bo dziecko płacze, bo to, bo tamto... Dzieci mają absolutne prawo płakać, krzyczeć, czepiać się maminej nogi. Dla Nich to nowa sytuacja. Do tego, to przecież bardzo kumate istotki i szybko łapią się o co w tym chodzi- aha, idziemy tą drogą, wchodzimy do TEGO miejsca, mama zaraz mnie TU zostawi...
    Twoje zachowanie przy rozstaniu- rewelacja. Gdyby każda Mama umiała tak się rozstać, byłoby super. Choć ja rozumiem i te, które nie potrafią. Z czasem wydłużaj tylko Mesi czas pobytu w żłobku i będzie dobrze.
    Czy żłobek to przechowalnia? Raczej nie. Oczywiście, że nie mamy możliwości pracować z Maluszkami tak, jak z przedszkolakami ( u nas jst grupa mieszana- roczniaki z dziećmi do 2,5roku), bo nawet czas ich koncentracji mocno odbiega od dzieci w wieku przedszkolnym. Jednak jest dużo zabaw, śpiewania piosenek, proste prace plastyczne (najczęściej odciskanie rączki), nasze Maluszki mają też 2razy w tygodniu rytmikę- i choć na początku część z Nich w ogóle nie bierze udziału w tych zajęciach, to niesamowite jest to, ile zapamiętują stojąc obok.
    I najważniejsze- z rozmów z koleżankami wiem, że te młodsze dzieci znacznie szybciej i lepiej aklimatyzują się od przedszkolaków. Szybciej stają się ufne, otwarte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo Kochana, przeczytałam Twój komentarz wczoraj wieczorem i lepiej mi się spało dzięki temu (choć Meli niekoniecznie). A to mi się trafiło, że mam specjalistę pod ręką :)

      Wychowawczyni Meli twierdzi, że wszystko idzie u niej typowo jak na adaptację maluszka także staram się keep calm.
      Choć dziś zaczeły się protesty już na etapie odpinania nosidła :(
      Ponownie rozegrałam to szybko - rozebrałam, dałam pić, powiedziałam, że kocham najbardziej na świecie, wrócę po obiadku, po czym podeszła do niej pani i Meś z chęcią poszła do niej na rączki. Jeszcze raz, tak dość dyskretnie, żeby nie chciała do mnie wrócić, powiedziałam "papa, wrócę po obiadku, kocham Cię" i poszłam.
      Chwilę podsłuchiwałam, ale była cisza.

      Obstawiam, że dziś będzie słabo, bo strasznie niespokojnie spała, okropnie i w dodatku obudziła się o 5:20. No ale... trudno.
      Jakoś trzeba przeżyć.

      Liczę na to, że za góra 2 tygodnie będzie już zaadaptowana i żłobek stanie się przyjemną rutyną.

      Buziaki.

      Usuń
    2. Do specjalisty mi daleko :) Ale poza pracą tam, przeżyłam dwa przedszkolne debiuty córek :)

      Jedna z ważniejszych kwestii, to moim zdaniem, szczerość Pań. Takie, które nie ściemniają, że jest super i w ogóle och, ach. Zawsze zależało mi, żeby wiedzieć, czy Dziewczyny płakały, jadły, spały etc. Teraz, będąc po drugiej stronie, robię to samo- zawsze mówię Rodzicom prawdę. Taka dobra komunikacja jest bardzo ważna.
      Mesia jest w tym wieku, że niespokojny sen, to może być tak naprawdę wszystko- ząbki, emocje, zmiana diety...

      Mela ma potencjał na wzorowego żłobkowicza, bądź spokojna. Jak będziesz chciała o coś spytać, to śmiało. Doświadczenia nie mam dużego, ale zawsze mogę napisać Ci, jak u nas to wygląda.
      Trzymajcie się Dziewczyny. Teraz przed Wami trzy dni wolnego, po których może, ale nie musi, być ciut ciężej się rozstać :*

      Usuń
    3. Napiszę wieczorem na priv :)
      Skorzystam, a co :)

      Usuń
  5. Trzymam.
    To są ciężkie przeżycia.
    Ale moja Ł była żłobkowa i był CUDOWNIE. Dla niej zwłaszcza. Naprawdę.
    Trzeba czasu.
    Też dla Ciebie.
    Buzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pamiętasz ile czasu zajęło, zanim Ł poczuła się tam dobrze?

      F nie żłobinguje, prawda?

      Usuń
    2. Pamiętam. Krótko - tydzień chyba. Ale on był DOSKONAŁY ten żłobek.
      Za to, gdy musieliśmy go opuścić, w nowym przedszkolu zajęło jej prawie pół roku. Płakała co rano.
      F z nianią. Oddałabym go tez do klubu, lubię uspołeczniać ;) ale nie dam rady ogarnąć kwestii odprowadzenia do szkoły Ł bez niani i niania była konieczna.
      I też jest super babka! :)

      Usuń
    3. Eh, zobaczymy jak to u nas będzie, bo mi po tygodniu troszku mina zrzedła. No nic... ale jednego jestem pewna: za długo nie wytrzymam, jeśli Młoda nie zaskoczy.
      I nie powstrzyma mnie nawet hiper-optymistyczny w temacie żłobka mąż.

      Usuń
  6. "Kontakt z rówieśnikami"
    Nie trzeba być specjalistą od rozwoju i psychiki dzieci żeby wiedzieć, że kontakt z drugim dzieckiem w tym wieku nie jest dziecku naturalnie potrzebny. Na socjalizowanie się 1,5 roczniak ma czas, nawet lata, a ogromny stres, którego doświadcza napewno pozostawi ślad na zawsze, uwarunkuje charakter, sposób budowania relacji.Takie dziecko potrzebuje mamy, taty, ewentualnie innej bliskiej osoby, a napewno bycia w centrum uwagi, to w dzisiejszym świecie bardziej przydatne niż bycie tylko 'owcą w stadzie'. Owszem dziecko po jakimś czasie nie płacze...już nie płacze, po prostu przyzwyczaja się, że jego błagania nie są wysłuchane.
    To kwestia priorytetów...żłobek to ostateczność kiedy mama musi zarabiać na podstawowe potrzeby, bo ich zaspokojenie jest konieczne, a jeśli mama nie musi pracować a chce to znaczy, że nie dziecko jest dla niej najważniejsze...Z perspektywy całego życia te kilka lat, kiedy należałoby zająć się dzieckiem (jeśli nie ma się szczęścia i babci do pomocy) to mał chwila, podczas której można realizować się inne sposoby niż te wymagające oddanie dziecka do przechowalni.
    Są gorsze rzeczy niż żłobek, ale nie dodawajmy do niego ideologii, że to dobre dla dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Na pewno" to są podatki i śmierć ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Brawo! Znalazłaś błąd. Tylko jeden? Ja widzę więcej zwłaszcza w Twoich wypowiedziach.
      Tylko na tyle cię stać?

      Usuń
    3. Yy, ale ja ci nie wytknęłam błędu. Nawet go nie zauważyłam :)
      Napisałam tylko to, co napisałam - ni mniej, ni więcej.
      Wyluzuj :)

      Usuń
    4. ..."a ogromny stres, którego doświadcza napewno pozostawi ślad na zawsze, uwarunkuje charakter, sposób budowania relacji."- hmm, bardzo, powiedziałabym, śmiała teza. Masz na jej poparcie jakieś dowody? Nie wiem- badania, znasz ludzi, którzy doświadczyli tych wszystkich "traumatycznych" żłobkowych przeżyć?
      Jasne, że możemy podawać argumenty za i przeciw, ale mimo wszystko byłabym bardziej ostrożna, bo mocno trąci mi tu samozwańczym psychologiem ze specjalizacją "traumy z dzieciństwa i ich wpływ na całe życie jednostki" :)

      Usuń
  7. Szukasz nową pracę, a co z Waszymi dziećmi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już zupełnie nie twoja sprawa.

      Usuń
    2. Całe szczęście.

      Usuń
  8. Zdecydowanie popieram ideę żłobka. Ja swojej córki nie oddałam, bo czegoś takiego po prostu nie było w zasięgu 20 km od mojego miejsca zamieszkania (mieszkałam wtedy w lesie niemal). Tak więc przykładnie spędziłam z nią 3,5 roku, co zaowocowało tylko tym, że przez długi czas była wycofana w kontaktach z dziećmi, ludźmi dorosłymi, żadne nocowanie u cioci czy babci nie wchodziło w grę. Nie muszę pisać, w jakim stanie są ludzie spędzający 24h siedem dni w tygodniu rok po roku z dzieckiem :), prawda? Dobrowolna kontakty towarzyskie zaczęła nawiązywać mając 6,5 roku. Gdybym miał drugie dziecko, zaczęłoby przygodę ze żłobkiem w okolicach 1 roku. Pozdrawiam Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kasia, co dziecko to inna historia.
      Zobaczymy jak to u nas będzie. Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Ja też ze swojej perspektywy widzę, że żłobek to nie jest najlepszy pomysł.
    Nie mówię, że znalezienie dla dziecka jakiejś formy opieki na kilka-kilkanaście godzin w tygodniu nie jest dobre, bo faktycznie odpoczynku od dziecka potrzebuje chyba każda matka.
    Ale jestem przeciwna oddawaniu dziecka do żłobka na 8 godzin dziennie, bo też uważam, że wcale nie jest to dobre dla jego psychiki i rozwoju.
    Ja widzę po swoim dziecku, że kontakt z innymi dziećmi i zajęcia w grupie zaczęły być fajne dopiero w okolicach 3 roku życia.
    Moje dziecko poszło do żłobka jako 2 latek, i to bardzo kameralnego żłobka, bardzo blisko domu, na tym samym osiedlu, a mimo tego nie było to dla mojego dziecka pozytywne doświadczenie.
    Bogu dziękuję, że nie musiałam mojego dziecka oddać do żłobka wcześniej, bo też uważam że jest to doświadczenie nie wpływające pozytywnie na psychikę i rozwój dziecka, oraz na relację dziecka z rodzicami.
    A prawdziwą radość z zajęć w grupie i relacji z rówieśnikami moje dziecko zaczęło czerpać dopiero jako 3-latek. I dodam, że dzięki temu, że moje dziecko jest ze mną bardzo związane i spędza dużo czasu ze mną- matką, nie wpływa negatywnie na socjalizację. Wręcz przeciwnie - córeczka jest bardzo towarzyska, bardzo łatwo zaprzyjaźnia się z innymi dziećmi.

    Bo wbrew pozorom, to właśnie bezpieczna i bliska relacja z matką, sprawia, że dziecko lepiej odnajduje się z relacjach z innymi ludźmi. Nie odwrotnie.
    I ja również patrzę w przerażeniem na matki wyznające pogląd, ze roczniak w żłobku to super pomysł.
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Marysia, dobrze mieć info od mam z doświadczeniem żłobkowym.
      Ja go dopiero nabywam, także być może za tydzień wypuszczę kolejny post z aktualizacją :)
      Tak jak pisałam - rosnę razem z dzieckiem :)
      Na razie adaptacja idzie nam średnio i entuzjazm mi opada. Zobaczymy.

      Chętnie dowiem się więcej, czemu żłobek nie był dla Twojego dziecka pozytywnym doświadczeniem. Zawsze to jakiś konkretny feedback, z którego można czerpać.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Chętnie podzielę się swoim doświadczeniem :)
    Moja córeczka nie lubiła żłobka, tzn. zawsze przy rozstaniu płakała, a rano, przed wyjściem z domu, mówiła, że nie chce do żłobka, mimo, że jak ją odbierałam po południu, to była w dobrym nastroju.
    Ale te poranne pożegnania w dużych łzach i to ciągłe powtarzanie że "do żłobka nie", wskazywało na to, że naprawdę nie było to dla niej miejsce, do którego szła z radością.
    I do tej pory niemiło wspomina ten "żłobbing". A przedszkole bardzo lubi.
    Żłobek był kameralny, miłe panie, bardzo blisko domu- na tym samym osiedlu (w zasadzie to okna żłobka widzę z okien swojej sypialni, więc córeczka naprawdę mogła czuć się jak u sąsiadów).
    A jednak nie lubiła tam chodzić.
    Myślę, że te 2 latka, to jest czas, kiedy dziecko naprawdę bardzo jeszcze potrzebuje mamy.
    Moja córka przez pierwsze 3 miesiące chodziła tylko na 4 godziny i mam wrażenie, że wtedy jakoś lepiej to znosiła. Niestety później musiałam posłać ją już na cały dzień. I wtedy było najgorzej.
    Ja ze zgrozą patrzę na roczne, półtora roczne dzieci prowadzane do żłobków...One naprawdę bardzo płaczą i tęsknią do mamy i pamiętam, jak takie właśnie maluchy przechodziły adaptację. Płacz prawie na okrągło...
    Ja uważam, że dla takiego maluszka to faktycznie jest stres i faktycznie ono potrzebuje mamy, domu, rutyny. A nie innych dzieci, zajęć czy opiekunek...
    Moja córka miała mnie na wyłączność przez 2 lata swojego życia. I jest bardzo śmiała, bardzo kontaktowa, świetnie odnajduje się w relacjach z rówieśnikami (ma już wręcz swoje przyjaciółki w grupie, z którymi bardzo jest zżyta).

    Ja bym doradzała poczekanie ze żłobkiem. Tym bardziej, że Mela płacze przy rozstaniu...Ja w każdym razie bym poczekała na Twoim miejscu.
    Może udałoby się znaleźć jakąś inną formę opieki - np. nianię na kilka-kilkanaście godzin w tygodniu, jeśli potrzebujesz trochę czasu dla siebie (co jest zrozumiałe). To na pewno jest lepsze wyjście niż żłobek.
    Pozdrawiam :) Marysia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Marysia, dzięki za Twoją historię.
      Myślę, że każde dziecko jest inne i ile dzieci/matek tyle historii. U Meli w grupie są roczne maluszki które są tak szczęśliwe (obserwowałam je w akcji jakiś czas) i mają taki fun, że trzymam kciuki, żeby i Mesia tak się zaadoptowała.

      Mam również mnóstwo znajomych posyłających dzieci do żłobka, którzy są mega zadowoleni bo ich dzieci są zadowolone. Same się wyrywają a jak przychodzi weekend to jest foch, bo nie "do dzieci".

      Wierzę, że są też dzieci, które do żłobka albo nie nadają się wcale, albo "nie w tym czasie". Myślę, że zależy od charakteru dziecka, wszak nikt z nas nie rodzi się jako tabula rasa.

      Jak to u nas będzie, to zobaczymy. Najbliższe dni pokażą i na pewno napiszę o tym, szczerze, jak zwykle :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Hej, hej!
    Jak wiesz ja zawsze byłam - i nadal jestem - sporą zwolenniczką DOBREGO żłobka. Dobry żłobek rozpoznaję po ludziach tam pracujących, po atmosferze, energii tam panującej.
    Moi chłopcy są żłobkowiczami "pełną parą" od 6 miesięcy, czyli odkąd skończyli 15 miesięcy.
    Początki (1 tydzień) były trudne, później jak zaskoczyli, to w domu tylko słyszę: dzieci (z okrzykami radości), Ania, Mati, Julek, pokazują jak tańczą, a na pytanie jaki był obiadek, zawsze słyszę "mniam-mniam" (też inne dzieci muszą pilnować swoich talerzy ;-)).
    Zgadzam się, że bliski kontakt z mamą, z rodzicami jest niebywale ważny dla poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie u dzieci, ale, ale! To nie trwa - wg mnie - wcale 3 lata, nawet nie 2 lata, że dziecku potrzebna jest głównie mama, a cała reszta jest tylko mało istotnym dodatkiem do rozwoju dziecka. Kiedyś rodziny były wielopokoleniowe i ten kontakt z dziadkami, ciociami, rodzeństwem, kuzynostwem wyglądał zupełnie inaczej, wystarczyło mieć "bandę" małych krasnali w rodzinie, których zawsze ktoś z dorosłych doglądnął.
    Nie będę się rozpisywać o swoich teoriach, mogę za to napisać o swojej praktyce: moi chłopcy są coraz fajniejsi, aż miło patrzeć ;-) - i nie ujmując moim kompetencjom matczynym: nie uważam, żebym sama potrafiła tak dobrze stymulować ich rozwój - w szerokim tego słowa znaczeniu.
    Pozdrawiam, trzymam kciuki i jestem pewna, że już za niedługo Mesia będzie też piszczała "dzieci, dzieci!" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jesteś jedną z tych "znajomych" z których przykładów czerpię :)
      Nie ukrywam, że ta cała adaptacja jest póki co dla mnie samej nawet ku***sko trudna, ale liczę, że już niebawem będę mogła opowiedzieć o podobnym podejściu mojego dziecka do tematu :)

      Usuń
  12. Aha! I jeszcze w temacie, że "żłobek źle wpływa na relację z mamą/ z rodzicami" - mamy jest nieco mniej i ta nasza relacja jest jeszcze bardziej czuła, uważna, nie oganiam się od dzieci (jak to się zdarzało, gdy byliśmy ze sobą 24h na dobę), tylko celebruję każdą chwilę razem. I chłopcy odwzajemniają się tym samym :-)
    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę moje skromne żłobkowe doświadczenie, jak najbardziej Ci wierzę :)
      Rzeczywiście po powrocie Młodej ze żłobka to jest zupełnie inna jakość czasu spędzanego razem.
      Zobaczymy, czas pokaże :)
      Buziaki!

      Usuń
  13. Moje doswiadczenie zlobkowe jest skromne, bowiem zapisalismy do niego Bi na bardzo krotko. "Nasz" zlobek okazal sie typowa przechowalnia. Odbieralismy dziecko z gilem wiszacym az po brode i kupskiem przyschnietym do pupy. :/
    Moge tylko napisac, ze Bi zajelo okolo 4 tygodni, zeby przestac plakac przy pozegnaniu. Wlasciwie to przestala w ostatnim tygodniu swojego pobytu tamze. ;)
    Od tamtego czasu znalezlismy opiekunke z polecenia, ktora ma w domu cos na ksztalt zlobko - przedszkola, z maksymalnie 6 dzieci, a przekroj wiekowy to od niemowlakow po 4-latki. U nas Pani Marysia okazala sie strzalem w 10. Dzieciaki zaopiekowane, nawet dokarmione jesli zla matka spakowala cos nielubianego na obiad. ;) Niestety, nawet u niej, adaptacja nie byla latwa. To juz chyba zalezy od osobowosci dziecka. Bi ryczala przy pozegnaniu jakies 3 tygodnie, Nik to samo. Rok temu Bi poszla do przedszkola i powtorka - 3 bite tygodnie histerii, wycia, kopania - pelen pakiet! :/ Teraz od wrzesnia idzie do zerowki i juz ryczy, ze nie chce. Nik zaczyna przedszkole i wiem, ze tez bedzie "wesolo". :/
    Na pocieszenie napisze tylko tak: Nie zrazaj sie za szybko! My akurat nie mielismy wyjscia, oboje pracowalismy i nie bylo finansowo opcji, zebym mogla zostac w domu. I to bardzo pomoglo w motywacji. ALE! Po ciezkich poczatkach, moje Potworki, oba pokochaly opiekunke i dzieci tam chodzace. Bi zas, po tragicznym wrzesniu, uwielbiala przedszkole! Teraz mamy wakacje, a ja niemal codziennie slysze, ze ona teskni za paniami i kolezankami! Az czasem mam dosc tego jeczenia. ;)
    Odwagi i samozaparcia wiec! Jestem pewna, ze Mela wkrotce przywyknie i bedzie biegla do dzieci nawet sie za Toba nie ogladajac! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas pierwsze (i jedyne) podejście do żłobka okazało się niewypałem. To znaczy na upartego moglibyśmy próbować nadal tę ideę forsować, ale aż tak bardzo nam na tym nie zależało - bo sami nie byliśmy na to gotowi w równym stopniu, co Bąbel ;)

    Za Was oczywiście trzymam kciuki - obyście obie wdrożyły się w tę nową rzeczywistość :)

    OdpowiedzUsuń