niedziela, 6 listopada 2016

Udany start karmienia piersią

Zagląda tu co najmniej kilka przyszłych mam, takich o których wiem. Tych, które się nie ujawniają jest pewnie więcej. I na pewno wiele osób, które może i jeszcze walczą, ale w końcu dobrną do etapu kompletowania wyprawki i wiedzy.

Na pewno chciała bym uniknąć dawania "dobrych rad" w jakimkolwiek obszarze macierzyństwa, bo po 1,7 roku mojego własnego, jestem na nie uczulona. Poza tym laktacja to bardzo odpowiedzialny temat, a ja (póki co) nie czuję się na tyle kompetentna, żeby palcem wskazywać co robić. Mogę jednak odnieść się do własnych doświadczeń i podzielić się, jak było u mnie, co mnie zaskoczyło, co być może bym zmieniła a co się udało. Ot, doświadczenia o które jestem mądrzejsza. 
Nie jest powiedziane, że to jest prawda uniwersalna, która sprawdzi się u każdego, ale nie zawadzi wiedzieć. A nuż.
Dobra, do brzegu. 

Statystyki nie wyglądają optymistycznie.
Na starcie niemal każda chce karmić, a w ciągu pierwszych 6 miesięcy odpadamy - jedna po drugiej. 




A wyłączne, czyli karmienie tylko piersią, to już w ogóle dramat



Także wychodzi na to, że łatwo nie jest.
Porad laktacyjnych udzielać nie będę, bo się nie czuję kompetentna. W rzetelnych źródłach można znaleść informacje, co i jak robić, żeby się udało. 

Przemyślenia dotyczące mojego przypadku są następujące.
Spisuje również dla siebie, ku pamięci. 

#W CIĄŻY 
  • Teoria.
    Za słabo się przygotowałam.
    Mogłam poświęcić więcej czasu na zrozumienie mechanizmu laktacji a nie prasować kolejną sukienusię. Szkoła rodzenia daje jakiś pogląd, ale moim zdaniem warto to zgłębić. Żeby zrozumieć. Poczuć. Załapać.
    Tą książkę kupiłam jak Młoda miała ok 6 miesięcy, a przydała by mi się o wieeele wcześniej.
    Nie jest idealna i świata nie zbawi, ale póki co lepszej nie spotkałam. Zbudowana na zasadzie pytań i odpowiedzi. Uporządkowana. 


  • Baza kontaktów.
    Jak zaczęły się kłopoty z moją piersią ok. 3 tygodnia życia Młodej, to nie bardzo wiedziałam do kogo mam się zgłosić.
    Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że rzetelna wiedza o laktacji nie jest wiedzą powszechną. Baaa, jest wręcz wiedzą tajemną. Do dziś tego nie rozumiem.
    Dzwoniłam do lekarza gina prowadzącego- dupa.
    Pani ze szkoły rodzenia, bez certyfikatu doradcy - coś tam poradziła, ale jak się okazało, nie do końca rzeczowo.
    Dr Google - baaaaaaaaad, baaaad, baaad idea. Don't do it.
    Położna środowiskowa - dziecko we mgle. Miała trochę podejście "albo ci się uda albo nie".
    Położna moja porodowa - w miarę, bo się zapytała swojej koleżanki, certyfikowanej doradczyni, ale i tak coś pokićkała.
    Dopiero ta ostatnia mi pomogła ostatecznie. A to nie był problem z serii "nie wiadomo jaki". Ot, normalna niedrożność kanalika w piersi. Ale każdy mówił co innego, czas leciał, cycek jak kamień, ja gorączka i zero progresu przez kilka dni. Dobrze, że drugi był sprawny.
    Szukanie pomocy już w trakcie, kiedy się wcześniej na kłopoty nie przygotowało, wprowadza jeszcze większy zamęt, stres i zmniejsza szanse na powodzenie.

    Na przyszłość już wiem, gdzie mam się zgłosić w razie "W".
    I gdzie rzeczywiście dostanę rzetelną pomoc.
    Z listy pomocowej z góry skreśliłam teściową, która nigdy nie karmiła. Polecam.

    Konkretnie przydało by mi się mieć pod ręką:
    - numer i namiary na sprawdzoną wcześniej (np w necie lub z koleżankami) certyfikowaną doradczynię laktacyjną.
    - koleżankę-mamę-karmiącą lub kilka. Osobiście na początku karmienia trafiłam do grupy mam karmiących spotykających się cyklicznie, przewodzonej przez świetną promotorkę karmienia. Tam dużo się dowiedziałam i otrzymywałam bieżące wsparcie w trudnych momentach, które się pojawiały od czasu do czasu.

    Pediatra w karmieniu raczej nie pomoże, w sensie nie rozwiąże problemów.
    Oby nie przeszkadzał i wspierał, to będzie git.
  • Gadżety
    Laktatora nie kupiłam, bo nie wiedziałam, czy będzie potrzebny. Ale jak mi wywaliło nawałem to małż jeździł po mieście szukając wypożyczalni. Jeśli nie kupuje się wcześniej, to chociaż dobrze wiedzieć, skąd wypożyczyć, żeby nie szukać na chybcika tryskając mlekiem po monitorze.
    Zapłaciłam podwójnie. Najpierw za wypożyczenie (długo trzymałam) a potem kupiłam sobie swój.

    Staniki do karmienia kupiłam przed porodem i super. W szpitalu, podczas nawału, nie wyobrażam sobie ich nie mieć. Do dziś je zdzieram. Nie wyobrażam sobie także kupować ich po porodzie.

    Osłonki i inne bajery do dziś leżą w szufladzie, bo nigdy się nie przydały. Takie rzeczy można kupić na bieżąco.

    Kupiłam 1 saszetkę mleka modyfikowanego, na wszelki wypadek. I butelkę.
    Następnym razem nie kupię. Niepotrzebnie kusi.
    Jak rzucasz palenie to papieros w szufladzie Ci sprawy nie ułatwi.
    ALE nie użyłam jej nigdy.
  • Wsparcie partnera
    Przed porodem zaangażowałam go w szkołę rodzenia, wyświetliłam temat, jak bardzo mi zależy, jakie to daje korzyści dziecku, ile zaoszczędzimy i żę będę potrzebować jego wsparcia. To była udana inwestycja kłapania dziobem.
    W kryzysowych chwilach wsparł, otarł łzę i powstrzymał przed dokarmianiem mlekiem modyfikowanym.
    Na wagę złota. Bez Niego nie dała bym rady. 


#PORÓD & SZPITAL

strategiczny czas, bo w kp najważniejsze są pierwsze tygodnie. 
  • Sprawdziłam wcześniej szpital - jakie ma praktyki jeśli chodzi o pierwsze karmienie tuż po porodzie, czy jest doradca laktacyjny i kto to jest, co z dokarmianiem mm, czy zabierają dziecko po porodzie.
    W plan porodu wpisałam, że nie życzę sobie dokarmiania, że mega mi zależy na kp, że dziecko ma być cały czas przy mnie itd.
    I rzeczywiście, mimo tego, że miałam CC, pierwsze karmienie odbyło się w ciągu bodajże 20 min od pojawienia się Młodej na świecie, przy pełnej asyście i atencji położnej, odbyło się skutecznie.
  • Podczas pobytu w szpitalu byłam "klientem marudzącym" - non stop prosiłam o kontrolę i pomoc w przystawianiu. Widziałam, że położnym skakało już ciśnienie, ale przecież nie powiedzą, że mam sobie dać spokój, więc pomagały. Jednym słowem zdecydowanie prosiłam o to, co mi się należało jak psu zupa.
  • Dokarmiłam trochę Młodą butelką, bo mleko trysnęło strumieniem dopiero w 3ciej dobie. To było bez sensu. Młoda rzygała tym mlekiem dalej niż widziała. Wisiała non stop na piersi i ulewała przez pierwsze 3 doby, ale oczywiście ja szłam w zaparte, że nie mam mleka i dziecko głodne (ciekawe czym ulewała...). I oczywiście zerowe wsparcie ze strony personelu - jedne sugerowały delikatnie dokarmianie, inne nie, wg własnego "widzi mi się".
    Teraz wiem, że racje miały te, które sugerowały nie dokarmianie. Z dystansu widzę, że młoda nie była głodna - wystarczyła jej przecież porcja minimalna, wielkości paznokcia. Niby to wiedziałam a złamałam się. Młodej nie zepsuło to odruchu ssania i nie skomplikowało sprawy. Niestety, dziewczyna obok nie miała tyle szczęścia.
    Następnym razem, o ile będzie mi dany, nie podam mm. To jest jeden ze strategicznych momentów karmienia i może on zmienić bardzo wiele. Jest niemal kluczowy.

    Ślubuję pamiętać o poniższym obrazku. 

Bywają takie sytuacje, że trzeba dokarmić ale to są do tego konkretne wskazania, a nie że przypadkowa położna zacznie jęczeć, że dziecko głodne. O tych wskazaniach pisała kiedyś Hafija. I można to wtedy zrobić za pomocą systemu SNS (taka rurka doklejona do piersi) i nie jest to żadne czary-mary. Normalne.
Można zrobić jeszcze jedną rzecz, na którą ja nie wpadłam.... wydaje się dość dziwna, ale... dziewczyna obok miała taki nawał a jej Hania tego wszystkiego nie zjadała. Tak sobie myślę, że ja na jej miejscu bym się zgodziła. No, ale to dla odważnych.
Bo to, czy dziecko w tych pierwszych dobach dostanie mm czy mleko kobiece nie jest bez znaczenia dla jego jelit. Ale to każdy sobie sam może doczytać. 

  • Wyszłam ze szpitala chyba w 5tej dobie, czy jakoś tak, czyli tryskałam już mlekiem (co nie oznacza, że wcześniej go nie miałam). Nie wyobrażam sobie jednak wychodzenia do domu wcześniej, kiedy jeszcze tego wypływu tak nie czułam. Umarła bym ze strachu.

#PIERWSZE DNI / TYGODNIE W DOMU

  • Nauczyłam się słuchać intuicji
    Byłam okrooopnie zestresowana :)) Myślę, że z drugim będzie spokojniej :)) Stres utrudnia wypływ pokarmu, także jak ryczałam nad laktatorem to nawet szpitalna maszyna nie dała rady :) Wciągnęłam meliskę, wyryczałam małżowi w rękaw, wyspałam a rano sikałam po ścianach.
    Najważniejsze: pozbyć się schiz.
    Moja głowa non stop podsuwała mi nowe pomysły, co też mogłam zrobić źle, bo przecież w książkach jest inaczej. Tracy Hogg pisze, że karmić co 3 godziny przez 30 min a ona je co 1,5 przez 10 min... Jeżuniu Jeżuniu jestem złą matką, wszyscy zginiemy.
    Jak odłożyłam wszystkie książki na najwyższą półkę, wypieprzyłam wszystkie tabelki i rozpiski co powinno a co nie powinno... to złapałyśmy rytm :)
    Jak zaczęłam słuchać siebie i dziecka, to wszystko stało się jasne.
    I uwierzyłam. 
  • Teściowa i rady z epoki kamienia łupanego
    Olałam dobre rady teściowej, o tym, że mam niewartościowe mleko (what?:), że dziecko płacze bo jest głodne, że puszcza bąki po fasoli i takie tam.
    Uwierzyłam.
  • Dieta matki karmiącej nie istnieje
    Dobrze, że szybko zrezygnowałam z restrykcyjnej diety, bo byłam okropnie słaba po porodzie i za lekkie jedzenie mnie wykańczało. Jeśli Młoda miała zły dzień to darła się niezależnie, czy jadłam gotowanego, jałowego indyka czy pizzę z tuńczykiem z Telepizzy. Niemal od samego początku jem wszystko i za Boga nie doszłam nigdy, czy coś jej kiedykolwiek zaszkodziło, czy nie. W szpitalu na oddziale poporodowym podawali schaba, kapustę i najlepszą grzybową na świecie i Armagedon nie zstąpił.
  • Catering
    Znowu mega przysłużył się mąż, bo ja odpoczywałam w łóżku z dzieckiem u piersi a on donosił mi strawę i napitek :) A że byłam meeega głodna i non stop chciało mi się pić, to się chłopak napocił, a co :) Także ojciec przydaje się nie tylko przy poczęciu (ups, choć nas to akurat przy poczęciu nie było - ot, taki joke ;))
    Generalnie zasada jest taka, że mleko i tak się naprodukuje, niezależnie od tego, czy kobieta zje czy się napije. Nie trzeba pić 3 butelek wody dziennie podczas kp jeśli nie mamy na to ochoty (to mit). U mnie to działało jednak tak, że jak byłam głodna to byłam zła a jak byłam zła to młoda to czuła i był cyrk.
    A najedzona, napita, wypasiona Pink to zadowolony, pięknie ciumkający Mesiek :) Czyli bardziej kwestia aury i atmosfery aniżeli biologii.
  • Waga - let it go
    W szkole rodzenia poradzili, żeby nie kupować wagi i mieli rację.
    Nie kupiłam.
    Waga strasznie stresuje. Ciągłe ważenie, sprawdzanie, schizy.
    Jak byłam z Meśką w szpitalu na zapalenie płuc (którego nie było) jak miała 11 tygodni to położne, zdecydowanie zaniepokojone, że karmię trzymiesięczne dziecko wyłącznie piersią (!!!), ważyły Ją rano i wieczorem. I liczyły, rachowały, procenty, promile, dużo, mało, je, nie je, ulewa, nie ulewa.... ja prdle..
    Przeżyłam horror przez duże H.
    Ot, wpadałam sobie raz na jakiś czas do przychodni ją zważyć i wszystko. Choć nie powiem, że nie kusiło.
    Do dziś wpadam czasem sprawdzić, ile waży. I do dziś uczę się odpuszczać temat wagi i centyli. Prawie mi wychodzi.
  • Pediatra
    z moją na szczęście nadajemy na tych samych falach. Jest pro karmienie a na wieść o BLW zaczęła podskakiwać i klaskać w dłonie. To ona zawsze mnie uspakajała, że moje dziecko jest szczupłe, bo tak ma a jak chcę sobie tuczyć kogoś, to kurę sobie kupić i rurką do gardła.
    Niestety, nie każda moja koleżanka ma tyle szczęścia. Nie ma co liczyć, że wszyscy lekarze znają się na laktacji i będą wspierać/walczyć/rekomendować naturalne karmienie.
    Z mojej obserwacji wynika, że ogrom mam odpada z imprezy kp dzięki pediatrom, którzy zalecają karmienie od czapy. Albo "do 6 miesięcy" a potem koniec. Wyrokują, że dziecko za chude, albo, o zgrozo, za grube!
    Gdybym trafiła na takiego, to na pewno bym go zmieniła. Na bank, bo byśmy się nie dogadali na pewno. 

#I DALEJ...

  • Rozszerzyłam dietę
    po 6 miesiącach wyłącznego karmienia piersią i zupełnie nie rozumiem, co ja się tak stresowałam tym jedzeniem pokarmów stałych. Bez sensu. Niepotrzebny stres.
    Następnym razem nie będę się tak spinać, czy dziecko zjadło tego brokuła/marchewkę/ziemniaczka czy nie.
    Jeśli wszystko będzie w normie, tak jak i teraz, to myślę, że do roku na spokojnie, niech sobie dziecko idzie w swoim tempie. Meśka i tak szła w swoim, ale co ja się nadenerwowałam przy tym... kompletny bezsens. Mądry polak po szkodzie.
  • Nie gadać
    Będę mniej poruszała ten temat w rozmowach face-to-face
    Kuźwa, karmienie piersią to istny temat-mina.
    Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo karmisz za krótko, za długo, za często, za rzadko, w ogóle karmisz, nie karmisz mm, jesteś nienormalna, zboczona, obnażasz się, za dużo widać, za mało widać, matka-polka, starodawna, uwiązana, niemodna, zabobonna, nudna, nachalna i jesteś terrorystką laktacyjną, bo w ogóle karmisz (choć być może nawet słowem się nie odezwałaś, ze karmisz).
    Na starcie myślałam, że generalnie inni myślą, że jeśli kobieta karmi to dobrze.
    No, to zonk.
  • Krytyka
    Nie wiem jak poradzę sobie psychicznie z krytyką długiego karmienia piersią.
    Karmię 1 rok i 8 miesięcy i na razie nie mamy z Młodą zamiaru przestać i w 90% przypadkowych rozmów na ten temat jestem postawiona w sytuacji osoby tłumaczącej się z tego i zawstydzanej.
    Obawiam się także, że niebawem presja otoczenia i zwykły lęk przed oceną i krytyką zmuszą mnie do ograniczenia naszych karmień wyłącznie do domu.
    Get ready for it.

    Gdyby ktoś nie wiedział, to ogólnoświatowe zalecenia są takie, że ludzkie dziecko powinno być karmione wyłącznie mlekiem matki przez 6 miesięcy a następnie karmienie powinno być kontynuowane CONAJMNIEJ do 2 lat, tak długo jak życzą tego sobie matka i dziecko.
    Jak pierwszy raz usłyszeliśmy z mężem te zalecenia to wybuchnęliśmy śmiechem. Teraz je rozumiem, choć zdaje sobie sprawę, że dla rodziców nie karmiących lub nie karmiących długo mogą one być dziwne... niemniej jednak nie jest mi miło, kiedy jestem ośmieszana tylko dlatego, że jestem bliska ich realizacji.
***

Dobra, bo strasznie się rozwlekłam :)
O tym, dlaczego jeszcze karmię być może napiszę innym razem.
Myślę, że nie karmiła bym tak długo, gdyby nie wsparcie mentalne innych karmiących mam. Dzięki niemu nie czuje się jak Alf w galerii handlowej.
W kupie siła :)

Ej, Wy, przyszłe mamusie :)
Uwierzcie, że macie tę moc :)  
Z dedykacją, jeden z ulubionych kawałków mojej pierworodnej ;)





43 komentarze:

  1. Ooooooooo!!!
    Pink kocham Cię;))))
    Jeszcze nie przeczytałam, ale już mi się micha śmieje do ekranu, ale suuuuuuuuper lektura na dziś:)))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś wspaniała:). Dziękuję za post o karmieniu piersią. Też jeszcze nie czytałam ale jak zobaczyłam go to musiałam najpierw podziękować :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisałaś "Nie wiem jak poradzę sobie psychicznie z krytyką długiego karmienia piersią". Dla pocieszenia dodam że zawsze jak robi się coś innego niż wszyscy to na taką krytykę się naraża. Wiem z własnego doświadczenia bo nie jem mięsa i nabiału więc dla przeciętnego Kowalskiego jestem kosmitą. No i przeciętny Kowalski po informacji że ktoś tak się odżywia naraz staje się ekspertem dietetycznym:) Statystyki karmienia piersią mnie nie dziwią. Pokolenie naszych mam było uczone zimnego chowu i tuczenia dzieci na mlekach modyfikowanych i współczesne dziewczyny nie mają po prostu wsparcia psychicznego. Ja przeczytałam kiedyś "W głębi kontinuum" i "Księgę Rodzicielstwa Bliskości" i zapragnęłam takiego macierzyństwa ale czy dam radę? Nie wiem bo wiem że raczej będę osamotniona w swoich poglądach i mogę poddać się kiedy po raz kolejny będę słyszeć że krzywdzę własne dziecko i jestem złą matką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, miesiąc temu z hakiem przestaliśmy jeść z małżem mięso i też się tym raczej nie chwalę.. :) Ale WEGANIE łooo panie, wy to dopiero macie przesraniutko ;)))

      Książek o których piszesz ostatecznie nie przeczytałam. Choć ocierałam się o nie mocno - wiesz jak jest, chustonoszenie, długie karmienie, blw i inne takie... ale nie przeczytałam i napisze na pewno o tym, dlaczego przestałam się nużać w tych rodzicielskich filozofiach.

      Matką być nie jest łatwo :)

      Usuń
  4. Pink, a czy mógłbyś udostępnić swój plan porodu? Zostało mi jeszcze kilkanaście dni... Też będzie cc... Na co zwrócić uwagę? Karmienie cyckiem jak najbardziej na tak!:-) o.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, teraz zazwyczaj szpitale udostępniają swoje plany porodu, do wyboru z różnymi opcjami.
      Najważniejsze, żeby wcześniej sprawdzić, czy szpital w ogóle będzie w stanie spełnić Twoje oczekiwania.
      Wiesz, że możesz pójść na porodówkę przed porodem, obejrzeć ją sobie i pogadać z położną? Ja przynajmniej byłam.

      Moje najważniejsze wymagania:
      - kontakt skóra do skóry tuz po porodzie (przy CC troszkę pozniej niz po naturalnym, ok 20 min, ale wiesz... koleżance w innym szpitalu po CC przynieśli dziecko RANO. Makabra.)
      - pierwsze karmienie na sali porodowej / poporodowej po CC, z pomocą
      - nie dokarmianie dziecka bez mojej zgody.
      - prosiłam też, aby tata mógł kangurować podczas kiedy ja będę szyta - co się stało i było cudownym doznaniem dla nas wszystkich, a szczególnie dla niego i Młodej. A ja mam pewność, że młoda w swoich pierwszych minutach dostawała maksimum bliskosci.

      Pamiętaj, że to, że będzie CC nie ma negatywnego wpływu na laktację. Znakiem startowym dla laktacji jest odłączenie się łożyska, a ono się odłącza i przy SN i przy CC. Innej opcji nie ma :)

      Piękne chwile przed Tobą :)

      Usuń
    2. Dziękuję, zabieram się za pisanie:-) o.

      Usuń
  5. Nie mój temat wprawdzie, ale wpis na pewno przydatny dla wszystkich przyszłych mam (a na szczęście jest tu takich całkiem sporo :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialny opis sytuacji! I tak jak piszesz, informacje, wsparcie, pomoc w problemach lakatacyjnych - kiepskie zewsząd. Ale i tak więcej poczytasz o karmieniu piersią niż o karmieniu butelka mlekiem matki a to akurat mnie się tyczy i również napotykam się w codziennej swojej rzeczywistości z problemami z którymi nie mam do kogo się zwrócić:(

      Usuń
    2. Bąbelkowa, ah, ja tak często o Was myślę "poza komputerem" :) Za każdym razem jak zakładam młodej szlafrok w kropki, za każdym razem jak wciągam różowe rajty z dalmatyńczykiem i wieeele, wiele innych :) Pozdrawiam Was serdecznie :)

      Anonimowy (sorka, ze tak, ale nie wiem jak się zwracać ;)
      No właśnie. Pomoc kiepska, a czy się karmi mm czy kp to i tak po pysku można dostać :) Jak żyć, panie premierze, jak żyć?! :)

      Usuń
  6. Karmilam piersią 28 miesięcy. Z korzyścią dla dziecka, wygodnie, zdrowo. Nie żałuję a wręcz jestem z siebie dumna bo początki do łatwych nie należały. Wklesle brodawki, zapalenie piersi, pielegniarka laktacyjna, pobyt w szpitalu z Synkiem nim skończył miesiąc życia. Dałam radę. �� Można ale przygoda laktacyjna u Każdej z Nas jest inna. Pozdrawiam. Kasia P.S. Super tekst. ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) U mnie faktycznie początki nie były jakieś trudne. Było kilka przygód, ale niektóre dziewczyny staczają najprawdziwsze batalie!
      Ale ale, żeby nikogo nie przerazić - niektóre zaczynają z palcem w nosie i karmiąąą i karmiąąą i karmiąąą. W sumie większość moich koleżanek jakoś bez problemu zaczęło. Jedna moja świetna kumpela, taki typ "anty matka polka" :) miała karmić "z łaską" 3 miesiące, potem 6 mcy, potem do roku, ale na roczek to już odstawione na bank :) No, to córka jej ma 1 rok i 5 miesięcy i nadal karmi :))))
      Droga każdej karmiącej mamy jest inna, w rzeczy samej :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Tak jak zauważyłaś dużo tu przyszłych mam. Może miałabyś ochotę i czas napisać post o tym jak poradziłaś sobie/ radzisz z niepracowaniem przez tak długi czas. Jak udało Ci się z osoby aktywnej zawodowo i zadowolonej z pracy stać się szczęśliwą mamą na pełen etat? Jak radziłaś sobie emocjonalnie z niepracowaniem przez czas ciąży? Pytam bo mnie dotyczy ten problem i dotychczas w sieci nie znalazłam odpowiedzi na te pytania. Od zawsze wiedziałam że chcę na czas ciąży skupić się na sobie i dziecku a po urodzeniu malucha zostać z nim minimum 2 lata. To była teoria. Od dwóch miesięcy jestem na zwolnieniu lekarskim w ciąży i nie potrafię się w ogóle odnaleźć. Boję się że po urodzeniu dziecka będę tęsknic za pracą a gdybym wróciła do pracy będę tęsknić za dzieckiem i powstanie błędne koło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, to nie jest tak, że ja sobie to wszystko jakoś fantastycznie poukładałam. W sumie znowu bardzo trafiony temat, bo akurat zbieram się do napisania podobnego postu od jakiegoś czasu. Jak to jest u mnie. Jak było. I jak jest teraz.

      Jedno co Ci mogę powiedzieć na już, jako szybkie "koło ratunkowe" - potrzebowałam czasu, bo z jego biegiem wszystko było nieeesamowicie płynne. To było chyba najbardziej dynamiczne 2,5 roku mojego życia jeśli chodzi o zmiany wewnętrzne, o postrzeganie świata i mojego miejsca w nim, siebie samej, roli życiowej.
      Ten macierzynski to jest tak dynamiczny czas, że nie jestes chyba w stanie określić jak będzie.
      Napiszę niebawem, jak to u mnie.
      Pozdrowienia!

      Usuń
    2. to ja sie wtrace jako tez mama, z prawie trzyletnim stazem - bedziesz tesknic juz zawsze, i zawsze bedziesz sie martwic. i bedziesz miala dosc i bedziesz probowala wyjsc, uciec, wyjechac bez powrotu, a jak zamkniesz drzwi, to zaczniesz juz myslec czy sobie poradzi, ten twoj syn/corka. czy bedzie zdrowy, czy bedzie zadowolony, czy nie byloby mu lepiej zupelnie gdzie indziej z kims innym, albo i z Toba. to bedzie bledne kolo. i to sie milosc nazywa, jest nieuleczalne:-)

      Usuń
    3. Eeeejmen sister!
      Święte słowa! ;)

      Usuń
  8. Pieknie napisane!
    Olać teściową, pamiętać o tym obrazku z objętością żołądka i słuchać siebie. I ta meliska w kryzysowych sytuacjach. Amen.

    A w Klopsa grupie jest dziewczynka nadal pijaca z piersi i jedyne co, to sie śmiejemy, że nabiera ochoty jak widzi, że Wiercipietka pije. Podobno to, że karmimy i robimy inne naturalne dla mamy z dzieckiem rzeczy (spanie razem, noszenie itd) jest 'modne' i się nazywa bodajże 'crunchy mums' ;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, rzeczywiście, jest takie pojęcie :))
      Well, może i troszkę "crunchy" jestem, ale takie mamy "mega mega crunchy" działają mi na nerwaaa :)))

      Usuń
  9. Nie moge zniesc tej piosenki! :D Jeszcze angielska wersja ujdzie, ale polskie tlumaczenie jest bez-na-dziej-ne! ;)

    Stwierdzam, ze w moim karmieniu piersia, mialam wiecej szczescia niz rozumu. ;) Owszem, przeczytalam kilka artykulow. Owszem, poszlam na szkolenie w tym zakresie (nic specjalnego, ot godzinka, glownie na temat pozycji przy karmieniu, z ktorych pasowala mi i tak tylko jedna). Owszem, szpital "zapewnial" pomoc doradczyni laktacyjnej. Owa pani wpadla tylko raz, scisnela mi cycek, zeby zobaczyc czy cos produkuje (wyplynela mizerna kropeleczka siary) i juz jej nie bylo. ;)

    Na cale moje szczescie, okazalo sie, ze moje dzieci to urodzone ssaki, ja dzialalam jak najwydajniejsza mleczarnia i jakos tak naturalnie przyszlo mi ich przystawianie. Mialam jeden lekki zastoj, zadnych zatkanych kanalikow czy zapalen. Owszem, pierwsze trzy tygodnie, przy przystawianiu, az zaciskalam zeby z bolu, ale brodawki szybko sie zahartowaly i potem bylo juz ok. ;)
    A tesciowa oraz matke, z ich "dobrymi" radami, mialam po drugiej stronie oceanu, wiec pomadrzyc sie mogly wylacznie przez skypa, co latwo bylo zignorowac! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, a wiesz, ze mnie sie ta piosenka podoba? :)))

      Z karmieniem nigdy nie wiadomo :) Mogą być trudności, ale wcale nie muszą :) Jak wyżej pisałam: gro moich koleżanek nie miało wcale problemów.

      Pozdrowienia :)

      Usuń
    2. Hihi, wiesz, ja mam w domu 5-latke, ktora potrafi mi zawodzic "Let it goooo..." caly wieczor, wiec troszke mi sie przejadlo. :D

      To prawda, ze karmienie piersia jest nieprzewidywalne. Moja siostra np. zaczynala bez zadnego problemu. Pokarm miala, dziewczyny pieknie ssaly. Nie pracowala, wiec obie karmila na zadanie. A obie jej corki jakos odstawily sie okolo 7 miesiaca. Jestem daleko, wiec nie wiem co tam zawiodlo, ale cos zawiodlo na pewno... Ja tez zaczynalam bez problemu, ale do pracy wrocilam za kazdym razem po 3 miesiacach. Musialam odciagac mleko laktatorem, karmilam piersia tylko rano, wieczorem i w nocy, a jednak udalo mi sie utrzymac laktacje odpowiednio 15 oraz 20 miesiecy. I utrzymalabym ja dluzej, ale w tym czasie juz swiadomie, sama odstawilam Potworki. ;)
      Kazda z nas ma wiec swoja "cyckowa" historie. :)

      Usuń
  10. To ja odezwę soę z drugiej strony barykady ;) Pink, jak wiesz, karmienie piersią kompletnie mnie nie dotyczy. I co wiecej, nawet gdybym urodziła swoją córeczkę, to wiedząc to, co wiem dzisiaj, wolałabym karmić butelką. Zaraz sypną się pewnie komentarze, że wyrodna ze mnie matka :) Dlaczego wolę karmienie butelką? Z wygody. Tak. I nie boję się nawet tego napisać :) Mała przesypia prawie 10 godz., może ją nakarmić mąż. Choć ja ostatnio fiksuję, bo córeczka charakterna jest i za nic nie chce jeść tyle, ile powinna. Z wagą nie za dobrze. Poczekamy jeszcze miesiąc i zobaczymy, co dalej. Na szczęście pediatre mamy wporządku. Kazał mi teraz parzyć sobie meliske na uspokojenie :)
    Najważniejsze, by każdy mógł wychowywać swe dziecię jak chce i by nikt mu w tym nie przeszkadzał :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, no nie wiesz, nie wiesz, nic nie wiesz cholewka.. w sensie o sobie mówię, odnosząc się do Twojego fragmentu "jak wiesz" :)
      Czy jesteś Ewa z bloga "Moja tesknota"?
      Jeśli tak, to ja sie nie moge do Ciebie dostać od chyba roku! Nie mam wjazdu!! Pisałam już w komentarzach kilka razy i nic.
      I do MIA tez sie nie moge dostac!
      Matko, jeśli Ty to Ty to mnie omineło kurde.. najlepsze :D że się tak wyrażę.

      Usuń
    2. E, no z ta wygoda, to ja bym polemizowala... :)
      Popatrzylam jak moja siostra karmi siostrzenice, ktora sie "odstawila" w wieku pol roku. Mycie butelek, wyparzanie, odmierzanie i rozpuszczanie mleka na "spiocha" w srodku nocy... Pamietanie, zeby zabrac zapas na wyjscia... W termosiku, a jak. Dziekuje, postoje! Cycek mialam zawsze przy sobie, mleko zawsze bylo w odpowiedniej temperaturze, a szczegolnie w czasie noworodkowym, kiedy Maluchy budzily sie co 2 godziny, piers to byla taaaka wygoda! Otworzyc jedno oko, podniesc z kolyski oseska, rozpiac stanik, przystawic ssaka i gotowe! :)
      I absolutnie nie krytykuje mam karmiacych butelka. ;) Kazda z nas ma prawo karmic tak, jak uwaza za najlepsze dla siebie i dziecka. Mnie tylko zawsze zastanawiaja takie opinie, ze karmienie piersia to niewygoda. Dla mnie karmienie butla to pogmatwany kosmos! Nie ma jak cycek... No dobrze, troche czlowiek jest na poczatku uwiazany do dziecka, ale to przez naprawde krotki czas i nigdy nie odczulam tego jako niedogodnosc...

      Usuń
    3. Agata, a ja oczywiście nie krytukuję kp. Każdy robi, jak mu wygodniej. Mycie i wyparzanie butelek (raz dziennie) trwa kilka minut. Karmie tylko raz w nocy, a właściwie nad ranem. Wodę nam w termosie. Moja coreczka bardzo ulewa, wiec dodaje zageszczacz (przy kp nie byłoby możliwości jego podania) i problem mamy z głowy. Dla mnie to wygoda :) Tym bardziej, że gdy karmi się butelką, to dziecko nie jada tak często.

      Usuń
    4. Fajnie że napisałaś :) W sumie ja dopiero oczekująca ale dobrze też wiedzieć że można karmić butelką i dobrze z tym się czuć. Ja aktualnie bardzo chciałabym karmić piersią ale ostatnio naczytałam się i mam w otoczeniu przykład że czasami kobieta nie może bo ma za mało pokarmu. Aktualnie dla mnie to zagadka jak to możliwe. Matka natura zawiodła czy jak? Zaburzenia hormonalne, specyfika kobiety? I co 200 lat temu taka kobieta rodziła dzieci które umierały z głodu potem?

      Usuń
    5. Droga Anonimowa ;)
      nie ma czegoś takiego jak "za mało pokarmu". Dlatego napisałam ten post o starcie i poszukiwaniu rzetelnej wiedzy, bo dostaniesz mnóstwo takich błędnych informacji o "niedobroach pokarmu" i innych, że "dziecko się nie najada". Oczywiście, bywają sytuacje, w których takie sytuacje mogą mieć miejsce, ale serio - one są nieporównywalnie rzadsze niż można to wywnioskować po rozmowach z babciami / mamami / koleżankami.
      Proszę: http://www.hafija.pl/2011/11/problemy-z-iloscia-pokarmu.html

      Jak słusznie zauważyłaś - ludzkość by wymarła, gdy tak co druga miała za mało mleka.

      To jest najłatwiejsza droga rozumowania - moje dziecko płacze, więc sie nie najada. Wisi na piersi godzinami, wiec sie nie najada. Jak nie masz wiedzy, to leżysz.

      Nic to. Nie będę tu udzielała porad laktacyjych :) ale polecam, na prawdę, polecam uzbroić się w wiedzę, która będzie Twoją tarczą. I na jej podstawie decydować - również o tym, jak chcesz karmić.

      Można być mamą karmiącą butelka i szczęśliwą i zadowoloną - ba, nawet trzeba być szczęśliwą mamą!
      Ale podejmujmy nasze decyzje z pełną świadomością i kompletem wiedzy.

      Bo to, że coś się dzieje w naszym otoczeniu "zdaniem koleżanek", to nie jest żaden wskaźnik reprezentacyjny.

      Ponad wszystko uważam, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko :))

      Usuń
  11. To ja :) Zaraz wyślę zaproszenie. Kiedyś na jakiś czas zablokowałam bloga, to fakt. Ale wróciłam do pisania i okazuje się, że wiele osob nie może ponownie czytać moich wypocin ;) A ja (antykomputerowa ;) nie wiem, dlaczego tak jest :) Mia podtanowiła pisać tylko dla siebi - takie mam od niej info.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Kochana, mam dostęp!
      Będę dziś nadrabiać, ale to na spokojnie, bo jestem SZALENIE ciekawa. Tak żałuję, że przegapiłam TE momenty.
      Strasznie się cieszę Twoim szczęściem. Pamiętam jak dopiero co zapadła decyzja, a to już.. już jesteś mamą :))

      Co do MIA- oki :) dobrze wiedzieć.

      Usuń
    2. Juz chyba widze o co chodzilo.
      Trzeba do Ciebie wchodzic przez prosty link, bez żadnych dodatków typu feed czy archiwum.

      Usuń
    3. Pink, dopiero co padła decyzja i już jestem mamą? ;) Tobie to czas leci o wiele szybciej niż mi ;) 2,5 roku to trwało. Choć czuję, jakby ze 30 lat upłynęło.. ;) Ewa

      Usuń
    4. Źle się wyraziłam.
      Chodziło mi o to, że ja to odczuwam jakby to było wczoraj.
      Jakbym dopiero co wczoraj o tym czytała.
      A fakt, że ostatnie 2,5 roku mojego życia, to było absolutnie najszybsze 2,5 roku ever :)
      Wiem, że dla Ciebie to był baaardzo długi czas.
      ;)

      Usuń
    5. Ewa, ja też do Ciebie zaglądałam, a potem nie mogłam się dostać. Bywało u Ciebie smutno. Cieszę się, że macie wreszcie córeczkę.

      Usuń
    6. Mam nadzieję, że zaproszenie dotarło :) Ewa

      Usuń
  12. Się nie wypowiadam, bo się nie znam :)
    Ale jednego jestem pewna, statystyki i te słupki, które widzimy, to akurat wielka ściema ;) Ja żadnego z dzieci - nie oszukujmy się - de fakto nie karmiłam piersią, coś tam ściągałam, ale to nawet za bardzo karmieniem mieszanym nie można zwać, a na wypisach mam, że karmienie piersią. Położna środowiskowa, opuszczając po tych paru tygodniach mój dom, też wpisywała: laktacja utrzymana, karmienie piersią..
    Tak że ten ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także ten.. jest w takim razie jeszcze ciekawiej, niż rysunki pokazują ;))

      Usuń
  13. U mnie ze względu na okoliczności było zupełnie inaczej. :)
    Nigdy się nie nastawiałam na karmienie piersią, nawet wręcz odwrotnie, zakładałam butelkę. Bo to boli, dzieci gryzą, biust się psuje, nikt nie może wyręczyć. Niczego się o kp nie uczyłam. W ciąży stwierdziłam, że będzie, co będzie, chwilę spróbować mogę.
    Poród mnie zaskoczył. Przez pierwsze dni odrobinę ściągałam, ale nawet się nie starałam, bo nie wiedziałam, czy się przyda. Nie chciałam mieć dziecka w grobie i pokarmu w piersiach. Kiedy prawdopodobne stało się to, że Laura przeżyje, bardziej przyłożyłam się do ściągania. Na szczęście przez pierwsze dni Laurze dawali 1 ml pokarmu, to każda by dała radę. Stres mi nie zaszkodził.
    Potem się rozpędziło, nie miałam problemów. Ale cały czas z laktatorem. Oczywiście nie miałam szans na przystawianie. Najpierw karmienie sondą przez 7 tygodni, potem początki z butelką. Ile to trwało, żeby wypiła te 10-15 ml. Z butelki łatwiej było sprawdzić, czy rzeczywiście zjadła.
    Próba przystawienia odbyła się przed samym wyjściem ze szpitala. Ale podano mi dziecko, jakieś ustawienie pokazano i koniec. Gdyby trafił się ktoś znający na karmieniu, to może udałoby się przejść na ssanie, a tak to ściągałam i podawałam z butelki.
    I tak przez pół roku. Po pół roku miałam dosyć tego wiszenia z laktatorem.
    I tak myślę, że pół roku wyłącznie ściągania to dobry wynik.

    Kiedyś, jak matka nie miała pokarmu, czy zmarła, to były mamki. W końcu dzieci też dużo umierało, a u wielu jak się jedno wykarmiło to i dwójce dały radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś mega dzielna.
      6 miesięcy mleka mamy dla wcześniaka to jest na prawdę bomba. Super.

      PS. Jeszcze nie słyszałam, żeby matka nie miała pokarmu. Chyba, że ma piersi silikonowe :) W naturze to są sporadyczne przypadki.

      Usuń
  14. Piękny post zapodałaś - tego mi było trzeba :-)
    Kuknij na maila, plis :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Na zdrowie.
      Teraz Ty zerknij w maila ;)

      Usuń