środa, 2 listopada 2016

Zapalenie płuc, którego nie ma.



Pod koniec września Młodą dopadł jakiś dziad wirus - znowu, podobnie jak rok temu, mieliśmy nocną schadzkę na SORZe, bo panna zaszczekała na krtani. Nie jakoś bardzo, ale jednak a że ja się boję takich oddechowych atrakcji to pojechaliśmy.
Zalecono inhalacje i po kilku dniach kiblowania w domu- przeszło.

Pojechaliśmy do Małego Cichego, w Tatry.
Było super. Pełen relaks i pogoda w 3 odcieniach: najpierw upadł, potem w jedną noc zrobiła się jesień po czym spadł śnieg... Trzeba mieć farta, żeby w 7 dni zaliczyć w Tatrach 3 pory roku.
Młoda pokasływała.

W drodze powrotnej z Zakopca zjechaliśmy troszkę z trasy odwiedzając mój rodzinny dom. Przy okazji Młoda postanowiła rąbnąć sobie metalową furtką ogrodową w dłoń tak, że skończyło się szyciem małego paluszka.
No więc zwiedziliśmy SOR również i tam, gdzie w gabinecie zabiegowym osobiście odprawiłam akrobatyczny striptiz przed chirurgiem i jego personelem, gimnastycznie karmiąc piersią wisząc nad stołem, wspiąwszy się uprzednio na coś pokroju podnóżka tudzież mini drabiny.
Ot, kolejne praktyczne zastosowanie "cusia".

Po powrocie do domu Młoda kasłała coraz bardziej i bardziej.
Kaszel stał się mokry i definitywnie nie mogła sobie z nim poradzić. Nasza pediatra zmieniała co chwilę pomysły, od Zatogripu po Mucosolvan, ale jakoś definitywnie "niet".
Aż w końcu Młoda znowu zapiała na krtani. Lekko bo lekko, przez sen, nawet się nie obudziła, no ale jako rasowa przewrażliwiona matka, wbiłam dziecię w kurtę i pojechaliśmy wesołym family-busem na SOR.

Od słowa do słowa, okazało się, że krtań może i zła nie jest, ale jak kaszle, to na RTG, a co! Jeszcze jedno zdjęcie do albumu rodzinnego! Przecież od RTG jeszcze nikt nie umarł!
I tak oto weszliśmy na SOR z lekką infekcją krtani a wyszliśmy z.... diagnozą zapalenia płuc.
Recepta na antybiotyk i do domu.
Ja zbita jak pies, bo kurwa, ile można się bujać jak nie z krtanią, jak nie z palcem, to jeszcze, ja prdlę, płucami?!

Spanikowana podałam antybiotyk po czym włączyłam myślenie.
Przypomniała mi się historia naszego pobytu w szpitalu, jak miała 11 tygodni, na zapalenie płuc właśnie. Rzekome zapalenie, bo po wyjściu zrobiłam sobie tour-de-najlepsi-lekarze-w-powiecie i 3 z nich niezależnie potwierdziło, że żadnego zapalenia nie było a szpitale są pełne dzieci z lekkim kaszlem i katarem, faszerowanych antybiotykami na zapalenie płuc. Jeden z tych lekarzy, znamienita pani ordynator z dziecięcego szpitala chorób płuc, po zobaczeniu zdjęcia RTG spojrzała na mnie jak na debila: ale, przepraszam, co dziecku dolegało? bo ja tu żadnych zmian nie widzę, nie mówiąc już o licznych.

Zadzwoniłam więc po mojego pediatrę super hero, takiego, którego zamawiam tylko na specjalne okazje, za milion zielonych dolarów, rzecz jasna.
Potwierdził tylko moje przypuszczenia, że generalnie to dziecko się nadaje do cyrku (ze swoją energią) a nie do antybiotyku i że zapalenie, to ma chyba dupy co najwyżej, radiolog co zdjęcie opisywał. Albo sobie chłopina przysnął i w środku nocy zrobił odruchowo "kopiuj-wklej" z losowo wybranego opisu. I nie ja pierwsza, nie ostatnia. To plaga jest.
Za porozumieniem stron odstawiłam antybiotyk (Młoda dostała tylko 1,5 dawki) i zaczęłam normalnie leczyć normalnie pokasłujące dziecko.

Jako, że ja to ja, jestem jaka jestem, inna nie będę - pocieszyłam się jakieś 2 h, po czym moje zwoje mózgowe zaczęły pracować dalej. Każde Jej kaszlnięcie stawiało mnie na równe nogi. Każde "ehe-ehe" w wykonaniu mojego dziecka wprawiało w rezonans cały mój system nerwowy.
Czasem mam wrażenie, że moje myśli żyją własnym życiem.

A co jeśli...?
Nie możliwe..
Teściowa na pewno ma rację..
Jestem złą matką..
Popełniam błąd..
To nie logiczne..
Ogromna odpowiedzialność..
Przerwałam antybiotyk..
A jeśli???

I wiele, wiele innych.

No więc znowu umówiłam się do znamienitej pani ordynator z dziecięcego szpitala chorób płuc, zgwałciwszy telefonicznie jej kalendarz, że ja muszę już, bo tu cuda się dzieją.
Byłam dziś.
Powtórka z rozrywki.
Zdjęcie RTG źle wykonane a opis to nie wiadomo kogo, chyba Konopielki jakiejś, bo z moim dzieckiem wiele wspólnego nie ma. Zapalenia nie ma.
Meśka za to tak się cieszyła, że wyszła wreszcie z domu pierwszy raz od X czasu, że zrobiła nadobnej pani ordynator jesień średniowiecza w jej nadobnym gabinecie.
"To dziecko jest jak sprężyna. Widziała pani kiedyś dziecko z zapaleniem płuc?".
Widziałam. Siebie. Jak miałam kilka lat i fuj, to nie było fajne.

Jeśli wszystko będzie ok, to w poniedziałek pójdzie do ukochanego żłobka.
(ej, żłobek jest zajebisty. serio.)

Odtrąbię HAPPY END dopiero, jak Młoda skończy kasłać, bo teraz mam jeszcze jakieś resztki pietra w sobie. Dzielę się jednak z Wami tą historią nie tylko dlatego, żeby się zupdate'ować. Po prostu znam mnóstwo przypadków, gdzie dzieciaki wylądowały w szpitalu z "zapaleniem płuc" niemal zupełnie bez objawów i wszystko to jakieś podejrzane.. Antybiotyki to nie są cukierki. Szczególnie dla takich maluszków.

Byle do wiosny ;)

35 komentarzy:

  1. Kurde, jak człowiek nie chce dziecka faszerować chemią bez potrzeby to musi mieć zastęp rozsądnych specjalistów (jak ich znaleźć?) w odwodzie i stalowe nerwy! Już się tego boję.
    Twarda jesteś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że gdybym mogła cofnąć czas to w ciąży lepiej bym się przyłożyła nie do oglądania dziecięcych ciuszków, a zlanezienia dobrego pediatry od razu - to raz. Dwa - do karmienia piersią (w szkole rodzenia Ci powiedzą to i owo, ale to nie jest wystarczające moim zdaniem).

      Z pediatrą mam system dwubiegunowy:

      - pediatra pierwszego kontaktu na NFZ - przypadkiem trafiłam na całkiem spoko babkę, rozumiemy się, póki co jest ok, pro karmienie p. (to ważne u pediatry!! bo jak Ci pediatra będzie skrzydła podcinał to możesz szybko poleieć). No i jest za darmo :)

      - pediatra prywatny, na wszelkie gorsze rzeczy - odpytałam grupy mam z mojej okolicy na FB i to był strzał w dziesiątkę. Wszystkie moje koleżanki-mamy z niego korzystają.

      Piona.

      Usuń
    2. O położnej laktacyjnej już myślałam. Poza czytaniem książek, chcę się spotkać przed porodem raz, podpytać, dowiedzieć się co i jak z pierwszej ręki, a potem według potrzeb.
      Ale kwestia pediatry ledwie majaczyła na horyzoncie. Twój wpis postawił mnie trochę do pionu. Dzięki za rady!

      Usuń
    3. Internet i znajomi i można znaleźć wszystko. Ale samodzielnie też trzeba się dokształcać niestety. No i trzeba mieć pieniądze bo niestety dobrzy specjaliści czy to z medycyny konwencjonalnej czy nie raczej wolontariatem się nie trudnią. Słyszałam że dobre efekty uzyskują rodzice którzy poszli w homeopatię czy medycynę chińską ale do tego trzeba mieć przekonanie. Ja sama skorzystałam z medycyny chińskiej i nie żałuję. Ostatnio bardzo jest nagłaśniany temat nietolerancji pokarmowych które mogą powodować rożne dolegliwości które trudno skojarzyć z alergią. Skarbnica wiedzy są też fora wegetariańskie, sklepy ze zdrową żywnością bo tam ludzie maja niesamowitą wiedzę i bardzo często sami wyleczyli się z różnych chorób.

      Usuń
    4. Uczuciowa, Boże, jak ja się próbuję wystrzegać "dobrych rad" :) Po ponad 1,5 roku macierzyństwa określenie "dobra rada" brzmi dla mnie niemal jak obelga :)

      To może zmienię konwencję i odnosząc się do własnych doświadczeń donoszę, że:
      w karmieniu piersią - umiesz liczyć -> licz na siebie.
      Mnie bardzo zaskoczyło, że generalnie większość położnych nie ma podstawowej wiedzy o laktacji, o "diecie matki karmiącej" (której nie ma) a już o rozwiązywaniu problemów laktacyjnych to łoooo panieee. I o dokarmianiu butelką, czy to na starcie w szpitalu, czy to już potem, podczas ew. kryzysików.

      Gdybym mogła cofnąć czas to zanim urodziłam zbudowała bym sobie bazę kontaktów, gdzie się zgłosić w razie problemów, bo juz w trakcie w razie draki może być trochę nerwowo.
      Wiedza w internecie o laktacji jest kiepawa, także achtung.

      Na szybko polecam
      http://www.magdakarpienia.pl/
      hafija.pl

      Z pediatrą będzie łatwiej ;)
      (z karmieniem może też się okazać, że pomoc nie będzie potrzebna.. :)

      Usuń
    5. ThePink Think miało być o zapaleniu płuc a tu temat karmienia piersią się rozkręca :). Pod wpływem Twoich komentarzy zaczęłam wyszukiwać w internecie jak można przygotować się do karmienia piersią jeszcze przed porodem. A może skrobnęłabyś jakiś post o karmieniu piersią dla matek dopiero oczekujących? :). A jakich specjalistów masz na myśli pisząc o bazie kontaktów? Tylko położna laktacyjna i pediatra. Czy jeszcze kogoś więcej?

      Usuń
    6. Hehe, pod wpływem komentarzy dziś zaczęłam pisać post o przygotowaniu do KP właśnie :)
      Super, że już jest ktoś, kogo to może zainetersować :) Będzie na dniach, może nawet dziś, jak się uda :)
      Stay tuned! :)

      PS. nie jestem doradcą laktacyjnym, boje się brać na siebie odpowiedzialność za "dobre rady" więc będę się odnosiła tylko i wyłącznie do własnych doświadczeń i własnych obserwacji :)

      Usuń
  2. Krtań lubi wracać. My (syn 3,5l) mieliśmy ją niezliczoną ilość razy. Zawsze mam w domu Nebbud,a nebulizator bierzemy wszędzie, na wakacjach w GR stanowił dosłownie połowę bagażu małego ;)
    Teraz już w ogóle nie idę z krtanią do lekarza, bo dziecko tylko złapie coś gorszego, zazwyczaj, jak reaguję od razu wystarczają 2-3 nebulizacje.
    Pewnie wiesz, że z krtanią w razie czego to trzeba "dać" dziecku zimnego powietrza, okno, lodówka...itp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są takie jednorazowe strzały - w nocy zapieje (te 2 razy ostatnie to się tak de facto nawet nie obudziła, tylko przez sen) i rano w sumie jest już ok. I potem to się nie powtarza.
      Robię jej inhalacje z pulmicortu na to.
      Co do zimnego powietrza to wiem..
      Już przy pierwszym razie mówili nam, że to się lubi powtarzać.
      A wiesz co jest przyczyną?
      Bo mi wczoraj ta pani odrynator powiedziała, że skoro czesto miewamy katar - a miewamy - to to może właśnie od tego.

      Ja już też się oduczam łażenia po przychodniach i SORach - nie daj Boże. Ten wirus co Młoda złapała na koniec wrzesnia to chyba wlasnie w przychodni. Z katarem poszłam, bo się ciągnął, taki żłobkowy... no to mam za swoje.

      A powiedz mi, robisz te 2-3 inhalacje i potem ostawiasz i finito?

      Usuń
    2. My na krtań zawsze trzymamy też sól fizjologiczną w lodówce i w razie "w" taka inhalacja idzie w ruch, ale najszybciej to owinąć w koc/kurtkę, cokolwiek i na balkon.

      Usuń
    3. Tak, odstawiam w zależności od potrzeby, jak nie ma "szczekającego kaszlu" kończymy.
      Nie wiem jak to jest z katarem, u nas krtań pojawia się różnie, raz samotnie, raz rozpoczyna, raz kończy infekcję...

      Usuń
    4. U nas przechodzi właściwie po 1-2 inhalacjach.
      W przyszłości to będę się bronić rękami i nogami przed SOR'em.
      Po prostu zrobie inhalację.

      Usuń
  3. Kochana a trójki to już Wam wyszły? Bo powiem ci ze my właśnie zmagamy się z mega mokrym kaszlem właśnie od trojek... ponoć przez nie jest dużo wydzieliny która spływa i dwóch lekarzy nas ostrzegło ze ten kaszel może się jeszcze ciągnąć ze 3-4 tygodnie, niestety :'( Tylko w takim razie skąd ta krta? W każdym razie moje dziecię tez zdrowe, osluchowo czyste, uszy czyste, gardło czyste tylko ten kaszel...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde no właśnie dziś przylookałam, że idzie nam trójka... i generalnie ostatnio wylazły nam zęby różne.

      U nas jest tak, że od końca września jej ten kaszel został po infekcji. Ja to miałam - wykaszlałam i wyplułam po ACC. Mąż tak samo. No a ona - dopiero teraz ACC dostała, od tego mądrego lekarza.
      Ona osłuchowo też ok.

      Ale z tymi zębami to widzisz... dobrze wiedzieć!

      Usuń
    2. U nas przez to ząbkowanie obniżyła się odporność i Ola pierwszy raz w życiu zalapala infekcje wirusowa gardla... gorączka 3 dni, gardło czerwone, kaszlec nie chciała bo ja tak bardzo bolało a wydzielona się zbierała... no ale dostała mucosolvan w inhalacjach i trochę jej ulyzlo, oprócz tego podawała jej junior angin na ból gardła... a teraz już nie rozrzedzamy tylko "zasuszamy" żeby z gardła nie poszło niżej w oskrzela i płuca... na szczęście jesteśmy pi kontroli i jest wszystko dobrze... ale jeszcze mamy na gardło jej podawać leki. Bardzo dużo nam też opiniowanie pleców zrobiło... Kaszel juz sporadycznie się pojawia.

      Usuń
    3. Opukiwanie miało być... ach ten słownik w tel.

      Usuń
    4. A jest ACC dla maluszków? Ja mam od 6 rż. Lekarze tak często się mylą / mają odmienne zdanie że wolę opierać się na ulotce.

      Usuń
    5. My na pewno dawaliśmy córce wcześniej niż po 6roku życia, ale za Chiny Ludowe nie mogę sobie przypomnieć, czy to było jakieś "specjalne" dla młodszych dzieci, czy lekarz kazał nam dzielić tabletkę na pół- obstawiam tę drugą wersję. To było ładnych kilka lat temu, a samo ACC przy Jej częstym chorowaniu, mieliśmy zalecone tylko raz, także zwyczajnie nie pamiętam.

      Usuń
    6. Kasia, jak tam myślę o tych zębach, to im więcej myślę, tym bardzej mi wychodzi że te zęby mogą być przyczyną. A krtań to wiesz- polecaiło jej z nosa, poszło na dół i chwyciło troszkę krtań. No nic. Byle do przodu.

      Bahati, Marta
      mamy ACC Classic w syropie. W ulotce jest napisane, że od 3 roku życia, ale lekarz z góry od razu mówił, że jest takie info na papierze, bo kwestia rejestracji leku czy coś, ale generalnie można podawać dzieciom w wieku nawet od 3 mcy. Miał praktykę szpitalną we Francji i tam jest powszechnie stosowany.
      I ja mu wierzę, bo jest super. A i Młodej pomaga, tak samo jak i nam. ACC rules.

      Usuń
    7. Nam właśnie dzisiaj wyszła przedostatnia trójka... a katar i kaszel od dwóch dni poszedł sobie w niepamięć :) Mam nadzieje ze u was też szybko zniknie :*

      Usuń
    8. No i masz.. oby i u nas tak było!

      Usuń
  4. My z zapaleniem płuc mieliśmy równie "zabawną" historię, tyle, że w trochę innym kontekście. Lila mając 1,5roku zaczęła mieć dziwne gorączki, które pojawiały się i znikały. I tak przez jakieś 2tygodnie, a że gdzieś tam w tle była trochę podziębiona, to będąc cały czas pod kontrolą naszego pana doktora na domowe wizyty, jeszcze nie panikowaliśmy. W końcu coś Go jednak tknęło- kazał zrobić mocz. Okazało się, że jest bakteria, skierowanie do szpitala. Na IP przyjmowała nas starsza pani doktor, zleciła ponownie mocz, ale do tego krew (CRP już było 100, także masakra) i osłuchała Lilę- coś Jej się nie podobało, więc zdjęcie. Tam oczywiście cyrk, ale robiłaś zdjęcie Meli, więc wiesz jak się robi zdjęcie 1,5rocznemu dziecku... Ktoś to zdjęcie potem opisywał- nic nie stwierdził, no a my i tak zostaliśmy w szpitalu, bo przecież zakażenie układu moczowego. Lekarza prowadzącego dostaliśmy innego, niż pani która nas przyjmowała, a szkoda... Po jakimś czasie pani doktor od przyjęcia miała dyżur- osłuchuje Lilę i mówi, że jest... no co?! No zapalenie płuc! Pyta się, o zdjęcie. Mówimy, że dostaliśmy informację, że zdjęcie nie wzbudza podejrzeń.Pani doktor poszła je odnaleźć, wróciła z nim i mówi, że jak byk widać już wtedy zapalenie, także ten... Drugi antybiotyk, kolejny tydzień w szpitalu dołożony, żyć nie umierać...

    A te schizy to u mnie normalne- spuścizna po chorowaniu Elizy...
    Trzymajcie się i wracajcie do żłobka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj jak mnie denerwują nasi lekarze z tymi antybiotykami.Tak jak piszesz to nie cukierki a oni i tak swoje.Mój syn kiedyś ok.3 tyg.gorączkował i robił brzydkie kupy ,byłam kilka razy u pediatry i oczywiście żadnych dodatkowych badań tylko w końcu dała antybiotyk na gardło(już nie miala pomysłu na leczenie to wymyśliła gardło).My jesteśmy bardzo anty na antybiotyki więc wtedy do prywatnego szybko,ten zlecił kilka badań i wiesz co się okazało?Salmonella.Szok nie!Zawsze jak dzieci mają przepisany antybiotyk sprawdzam czy to konieczne u prywatnego lekrza i dzięki temu udalo się kilka razy uniknąć niepotrzebnego faszerowania chemią.Szkoda tylko że nie można w 100 procentach ufać swoim lekarzom:(Często trzeba się własną intuicją kierować,Twój przykład też to pokazuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, to rzeczywiście. Od gardła do salmonelli... no nieźle.
      Trzeba się kierować intuicją, bo inaczej nam dzieci wyjałowią jak pojemniki na mocz!

      Usuń
  6. Trafiłam dziś całkowitym przypadkiem na Twojego bloga. Najpierw zaczęłam czytać od środka, potem od końca, jeszcze nie dałam rady przecztać całości, ale przez większość czasu wydawało mi się, że czytam o sobie. Tyle stycznych, począwszy od momentu decyzji o dziecku, poprzez starania, decyzję o in vitro, nawet bardzo podobną rozmowę z szefem odbyłam przed podejściem do pierwszej procedury. No i te emocje, humory, absolutnie wszystko. Moja historia jest nieco inna, bo przy bardzo złych parametrach nasienia, w momencie gdy byliśmy już zdecydowani na ivf zaszłam w naturalnie w ciążę. Mamy prawie 4-letnią córkę. To był nasz cud. Jak się potem okazało tym samym limit cudów wykorzystaliśmy, bo walcząc o rodzeństwo dla córki poddaliśmy się 3 procedurom i dopiero ta ostatnia dała nam zarodki. Teraz jestem po criotransferze i czekam na betę. Mam nadzieję, że blog będzie trwał, bo czytam Cię z wielką przyjemnością i dziś uratowałaś mnie przed totalnym zeschizowaniem. Dziękuję :)
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Asia, bardzo mi miło :)
      Tak się cieszę, jak się kolejne osoby utożsamiają z tymi moimi wypocinami :) Czasem nawet zdjęcie dzidziusa na @ dostanę.. ;))

      Trzymam kciuki za Wasze crio!
      Daj znać jak poszło jak będziesz miała ochotę.
      Buziaki!

      Usuń
  7. Biedna Meśka:( wiem przez co przechodzi, bo mnie kaszel męczył teraz całe 2 tygodnie. Najgorzej w nocy. Kaszel nie dawał spać :(
    Biedne maleństwo:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, Kochana - nie jest tak źle. To nie jest jakiś bardzo męczący kaszel. Właściwie to jest dość słaby. Nie taki bardzo męczący.

      Usuń
  8. Pink, dobrze, że jesteś... i współczuję przebojów. Mój synek na razie był zdrowy jak ryba (oczywiście przypisuję to cudownym właściwościom kp;)
    Niestety jak na złość od 2 dni mały katar (2 raz w życiu!) i właśnie pokasłuje. Ja jestem wyluzowana, ale mąż (ok, może mieć rację) sugeruje, że powinien go zobaczyć lekarz. Miałyśmy już tylu "wspólnych" lekarzy, że zastanawiam się czy pediatrę też mamy tego samego. Czy ten lekarz to RD? Jeśli nie to daj znać jakiego pediatrę polecasz.
    Ja do dziecka wołałam RD (w zasadzie bez powodu-matka wariatka, standard) i jest ok.. ale mnie kilka rzeczy nie do końca pasuje, m.in właśnie pogląd na "dietę matki karmiącej"-rekomenduje mocno eliminacyjną... Z drugiej strony wiem, że jest dobry, nie faszeruje antybiotykami, etc.

    BTW może napisz kiedyś o kp. Jak często karmisz M teraz, jak to wygląda w nocy...bo u mnie noce niestety są mocno kiepskie... i myślę nad improvementem w tym temacie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, ania, tak RD właśnie :))))) Jeżuniu, robi istną furorę facet.
      Tak, rzeczywiście wyczułam go, że ma pewne rozbieżności miejscami. Raz zasugerował mi, że dobrze by było młodą troszkę podtuczyć (choć to raczej ja mocno sprowokowałam te sugestie). Widzę, że BLW też nie jest jego jakimś wielkim faworytem. Nie pali na stosie za mleko modyfikowane, co też mnie lekko zaskoczyło w kontekście jego osoby całościowo (a nie dlatego, że uważam, że powinien).
      O diecie eliminacyjnej nie miałam pojęcia, ale ciekawa jestem jego tłumaczenia i argumentów.

      Co do KP to właśnie szykuję post, ale bardziej o przygotowaniu do kp niż o moim własnym. M teraz właściwie bardziej ciumka niż je. Noce przesypia całe. Zasypia w swoim łóżeczku koło 19:30-20:00 i śpi tak do 7 rano. Czasem jej się zdarzy jakaś pobudka 21-23 ale to nie codziennie. Wtedy cycek i śpi w 30 sekund z porwotem. Także ja mam high live.
      ALE
      moja przyjaciółka tam ma, noce makabra, jej córka 1 rok i 4 mce. I po prostu młoda zaczęła spać na osobnym spaniu z ojcem. Okazalo się, że obraca się do tatusia plecami i śpi do rana. A koleżanka może się wyspać. Dacie radę :)

      PS. Kurde, musimy się w koncu spotkać. Czy Ty bywasz w okolicach lokalu T. w parku Ź? Np. na spotkaniach chustowych czy coś? Albo na spotkaniach LLL?

      Usuń
    2. Ha!!! miałam takie przeczucie, że to właśnie RD! Byl u nas wczoraj, dziecko katarek ma 2 raz w zyciu, trochę pokasłuje, maz panika... ok, szanuje.. sama panikowalam wielokrotnie :) Jest ok, inhalacje, wit C, etc. Kilka dni i powinno być ok. Luz!!
      Wiem, RD że jest b. dobry, ale teraz wiem, że z dietą eliminacyjną ostro przesadza. Generalnie kazał mi zapisywać wszystko to co jadłam (nawet kiedy spróbowałam "łyżeczkę". Mówił, że wszystko przenika; orzechy, łosoś, morele-absolutny zakaz-silne alergeny. Dostałam ochrzan za np paprykę. I tak starałam się kierować bardziej intuicją i jadłam w zasadzie wszystko... ale jakiś strach był. Niepotrzebny.
      Drugi raz kiedy miałam mieszane uczucia: panika pt "dziecko nie je i nie pije". Oczywiście dziecko jadło, ale nie tyle ile ja oczekiwałam. I nie to czego ja oczekiwałam. Z piciem podobnie. Niestety mnie nie uspokoił, mówil, że kp na bank za mało (1-2 min) i powinien pić min. 800 ml bo się odwodni. Taka dieta jaką dzieć sobie wymyślił (owoce) jest ok tydzień.. ale już po miesiącu dobrze byłoby zrobić morfologię bo niedobory, etc... Poziom paniki pozostał na poziomie na jakim był.
      I wtedy poszłam do lekarki, która jest wiekowa i mega doświadczona. Usłyszałam dokładnie to co powinnam. Tzn: przesadzam, mam dać dziecku życ, niech je tyle ile chce i co chce. Luzować. Tylko w PL matki latają jak wariatki z łyżeczkami i wmuszają (przyznaję, miałam taką fazę!!) Nie choruje, fajny, kontaktowy, nie wyszukiwać problemów. Nie odwodni się tak łatwo, nie ma szans. Karmić piersią, pokarm jest (miałam wtedy schizy, że mało!) Wyszłam podbudowana.
      Ale to tylko taka dygresja!.

      Musimy się spotkać zanim ruszymy w korporacyjny wir again! W T. jeszcze nie byłam, wybieram się od x czasu. Możemy tam się kiedyś spotkać!

      PS: chyba wypróbuję spanie dziecia z tatusiem! :)

      Usuń
  9. No poszło niestety kiepsko :( Była blada krecha, była pozytywna beta w 11dpt, ale w 13dpt spadła no i dupa :( Zbieram siły na kolejny transfer i o o ile z siłami jakoś będzie o tyle ciężko teraz wykrzesać z siebie wiarę w to, że się uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asia, bywa i tak, przykro mi :(
      Ale z wiarą to Ty mi się dziewczyno nie załamuj. Przecież komu się zdarzył już cud najprawdziwszy jak nie Wam?
      Głowa do góry, będzie dobrze.

      Usuń
    2. No to z marszu robimy kolejny transfer :) A Twojego bloga już całego od deski do deski nadrobiłam :)

      Usuń