czwartek, 10 sierpnia 2017

THAT'S ALL FOLKS!


I nadszedł ten czas, w którym trzeba postawić grubą krechę zamykając pewien rozdział.
Od jakiegoś czasu blog leży zakurzony i stracił dawny wigor- po statystykach widzę, że wciąż tu zaglądacie, dostaję maile z pytaniami lub miłym słowem - to bardzo miłe, dziękuję.
Uleciała ze mnie ta potrzeba wywalania wszystkiego przez palce, wiecznej spowiedzi i analizowania. Myślę, że to dobry znak, dla tych którzy nadal walczą- o pewnych epizodach się zapomina.
Moja walka z niepłodnością nie należała do tych najtrudniejszych, nie trwała dekad. Była dość ognista i okropiona łzami, ale zdecydowana.
Dziś wiem, że decyzja o podejściu do in vitro była słuszna. Odkąd na świecie pojawiła się Meśka nie zabezpieczamy się w żaden, najmniejszy nawet sposób. Meśka ma już grubo ponad 2 lata a rodzeństwa jak nie było, tak nie ma. I w tej sytuacji nie można uznać, że "jestem zestresowana i zablokowana" tudzież "za bardzo chcemy". Nie chcemy wcale- kto czytał bloga wie dlaczego. Laboratorium wzywa.
Dlaczego ryzykowaliśmy? Jak słowo daję, chyba tylko Freud i sama Bozia raczą wiedzieć. A ocenę mojego postępowania zostawiam już tylko temu Najważniejszemu (w komentarzach nie przewidziałam na to miejsca, uprzedzam).

Blog spełnił swoją funkcję terapeutyczną- zakładając go nawet nie przypuszczałam jakiego da mi powera i ile wsparcia przyniesie. Poznałam dzięki niemu cudownych ludzi, którzy na zawsze pozostaną w mojej głowie, mimo, że nie znam ich twarzy. 
Wiem z maili, że te moje bazgroły i gorzkie-żale przysłużyły się nie tylko mnie, ale i innym w podobnej sytuacji. A już post o spowiedzi po in vitro zrobił prawdziwą karierę w sieci. Dostaję dziesiątki maili w tej sprawie. Mam nadzieję, że ten ksiądz się w końcu nie wkurzy :) 

A ja?
Próbuję ogarniać rzeczywistość mamy na pełnowymiarowym etacie i jeszcze wyszarpać coś od życia dla siebie. Staram się zdefiniować siebie na nowo, kim jestem i chce być w tym nowym ekosystemie. Powrót do pracy pomógł mi odzyskać spokój, zutylizować nagromadzoną energię. Zima dała się we znaki, nie powiem, ale wiosna i lato są cudne.

Całe to letnie rozprężenie ogarnęło nas na tyle, że mocno żywy stał się temat drugiego dziecka. Plan obejmował przyszły rok - a jak będzie - zobaczymy. Na ten moment jesteśmy na fali tego pragnienia i staramy się je jakoś utrzymać w ryzach.

Przeczuwam w kościach, że jeszcze do Was wrócę  z meldunkami i przemyśleniami.
A już na pewno wtedy, kiedy znowu poczuję zapach kliniki i zobaczę te pomarańczowe ściany..
A jeśli ktoś miał by potrzebę i ochotę na kontakt, to na pewno będę zaglądać i tu na bloga i na maila. Zapraszam!

Ściskam Was wszystkich i przybijam wirtualną piątkę.
Jeśli do mnie zaglądałeś (i komentowałeś lub nie) - zostaw po sobie ślad w komentarzu.
Fantastycznie jest czuć obecność żywej persony po drugiej stronie kabla.

Do zobaczenia!

22 komentarze:

  1. Pink, Twój blog był pierwszym blogiem o in vitro, który znalazłam. Sama nie wiem, jak tu trafiłam, ale dzięki temu zaczęła się moja przygoda z blogowaniem (i terapią 😉😀)
    Ściskam Was mocno 😙

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jak super, że kogoś zmotywowałam do blogowania :) Prawda, że pomaga? :) Ściskam i... trzymam kciuki!

      Usuń
  2. Życzę dalej wiosny i lata w sercu!!!!
    Pozdrawiam i powodzenia!!!!
    P.S. Będę więc zaglądać i czekać na nowe;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyśka, dziękuję :)
      Nie wiem co prawda, kiedy to nowe przyjdzie, ale... wrócę ;)

      Usuń
  3. Ale Twoje malenstwo wyroslo!!! :)

    Ufff... Po tytule myslalam, ze konczysz i zamykasz bloga... Ciesze sie, ze to tylko przerwa. Bede zagladac i czekac. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, można uznać, że to takie bardziej zamknięcie bloga niż przerwa, bo obstawiam, że do regularnego pisania już nie wrócę. Czas pokaże :) buziaki!

      Usuń
  4. Jestem, zaglądam, będę nadal to robić ;)
    Ściskam i czekam aż wrócisz :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Melduję się Pink :-) i będę z niecierpliwością czekać :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Pink, ja będę czekać! :) Buziaki!
    PS Też jestem po spowiedzi poinvitrowej (czerwiec 2017) bardzo sensownie trafiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, do Ciebie będę, jak zwykle, zaglądać regularnie ;)*
      Super, że spowiedź się udała :) na prawdę da się trafić na człowieka po drugiej stronie konfesjonału.

      Usuń
  7. Pink powodzenia✊�� Dziękuję za wsparcie mi twój blog pomógł przetrwać moją "poczekalnie" o dziecko...cieszyłam się z teojego szczęścia z cudownej córeczki a teraz tule swoją w ramionach�� Taką samą drogę przeszłam �� Będę czekać na kolejne dobre wiadomości
    < STała Czytelniczka>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh takie komentarze są właśnie cudowne - tak czułam, że są osoby, które podczytują ale się nie ujawniają :)
      GRATULUJĘ wygranej walki w takim razie :))
      Ściskam!

      Usuń
  8. Pink, ja też Twój blog znalazłam jako pierwszy i pomógł mi w ciężkich chwilach. Może to głupio zabrzmi, ale mam do niego sentyment ;-) Zaglądam i będę zaglądać. Czekam niecierpliwie na powrót. Trzymaj się ;-)

    Piegusek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piegusek nawet nie wiesz jak mi miło, że moja terapia blogowa pomogła przy okazji jeszcze komuś :))
      Przesyłam serdeczności :)

      Usuń
  9. Melduję, ze czytałam, ze również mam córeczkę z Salve...I fasolke z dużego pokoju;) trzymam kciuki za kolejnego potomka u Was. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaglądałam i zaglądać bede nadal- czekam na ciąg dalszy:)) olga

    OdpowiedzUsuń